Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Złowieszczo ;)

poniedziałek, 30 lipca 2012 5:42

 

"Oto nadciągają cummulusy

chyba rozumiesz co to znaczy..."

 

 

"Szatan, szatan, szatan, szatan ołł jeee, ołł jeee"

 

Wybaczcie tą przewrotną notkę ale zawsze mam ubaw z tego kawałka.

"Kury" Tymona Tymańskiego, którego w okolicach 2005 roku spotkałem w warzywniaku w Gd. Wrzeszczu. Ja wiedziałem, że to on. On nie wiedział że to ja.

Liczy się ? ;)

A tu piosenka:

http://www.youtube.com/watch?v=UHODx7Kzf0c

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

Maroko - do trzech razy sztuka

czwartek, 05 lipca 2012 10:35

 

Jeszcze ostatnia fotograficzna notka o Maroko. Chyba że mi się coś przypomni.

Na początek Kasba Ait Ben Haddou.

Mam takiego Marokańczyka-Berbera w pracy, który się nazywa cośtam Ait cośtam. Według niego Ait oznacza "syn" możliwe że i córka też. Nie pytałem. Z tą kasbą coś mi jednak nie gra. Słyszałem o "synu pułku", "synu marnotrawnym", "sukinsynu" ale żeby warownia była czyimś synem ? Cóż... co kraj to obyczaj.

 

 

 

 


 

I szybki powrót do Essaouiry.

W pewnym momencie zaszliśmy w takie miejsca gdzie przemysł turystyczny nie zdążył z makijażem. To lubię. Nie lubie jednak jak mi się patrzą na aparat ;) Trochę mi brak odwagi do jakiejś interakcji z miejscowymi. Na pewno przeszkadzał język. Nie znam francuskiego po za podstawowymi zwrotami używanymi w Auchan w Dunkierce. Trochę to też wina Czesława bo on zawsze z czymś wypali. Przeważnie krzyczy, gestykuluje, płoszy. Istny mistrz w robieniu siary :)

Swoją drogą policjanci poustawiani w tamtych miejscach też jakby odradzali kontakty samą swoją obecnością.

 

 


 

Pamiętam, że pod tamtą ścianą na wprost (zdjęcie powyżej), koło bramy leżał zasikany pijaczyna absolutnie akceptowany przez innych. A Maroko to przecież muzułmański kraj gdzie alkohol to zło i po za pewnymi nielicznymi miejscami kupić go nie sposób.


 


 


 


 


 

Sorry za przesadny HDR w niektórych fotkach. To było dawno i już jestem zdrowy ;)


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Fisherman's blues - Essaouira

sobota, 30 czerwca 2012 17:57

 

Sorry, że tak szybko ale nazbierało się materiału :) Tym razem Essaouira (Maroko) w dwóch kolorach i paru ich odcieniach. Essaouira, co tu dużo mówić, rozwaliła mnie i pewnie dalej bym tam tak leżał rozwalony gdyby nie to że aktualnie jestem tu.

 

Psze Państwa, Szanowni i tak dalej. Zapraszam na krótką wycieczkę po arabskim porcie.

Endżoj, jak to mówią...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

No, trochę więc nawiązałem do tytułu bloga :)

Do zobaczenia wkrótce.

Inszallah :)


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Maroko

czwartek, 28 czerwca 2012 17:05

Było około 6 rano, kiedy usłyszałem dochodzące z zewnątrz głośne wołanie. Brzmiało to mniej więcej: „Amigos, amigos, amigos!!” Nie była to pobudka jakiej, się spodziewałem. Głos nie był ani śpiewnym nawoływaniem muezina ani nawet nie pochodził z okolic meczetu tylko gdzieś prosto spod hotelu, do którego trafiłem poprzedniego wieczora. Próbując zlokalizować źródło wyszedłem na malutki balkonik i oczom moim zaspanym ukazał się Marrakesz jak go sobie nie śmiałem nawet wyobrażać. Normalnie nie zmusiłbym się przecież do wstania o wschodzie słońca. Przyszło mi nawet przez moment do głowy, aby zbiec i uściskać tego, co się tak darł, ale szybko mi przeszło.

 

 

To było w zasadzie preludium do tego, co jeszcze zobaczę i bardzo podniosło moje oczekiwania. Pomimo, iż chciałem już nakładać byle kapcie i biec w te wąskie zacienione jeszcze uliczki, postanowiłem trzymać się planu i zacząć od poznania okolic.

Samo wypożyczanie samochodu było atrakcją samą w sobie. Angielski okazał się być językiem bardziej niż egzotycznym. Mimo to udało się nam wypożyczyć w miarę nowe, choć już rozklekotane auto. Nie bardzo radziło sobie na stromych przełęczach Atlasu, ale egzamin, jako tako zdało. Na mocną trójkę. Choć podjeżdżaliśmy nierzadko na jedynce. Wyprzedzały nas ciężarówki z autostopowiczami „na pace”, stare mercedesy-taksówki z 7 osobami w środku a i pewnie osiołek dałby radę.

 

 

 

Na piątkę za to były zabytki za górami. Drogą po środku kamienistej pustyni dotarliśmy do Kasby Ait Ben Haddou, znanej z wielu filmów i listy UNESCO. Jest to zespół budynków ze słomy piachu i wody pełniący funkcję obwarowanego osiedla. Raz, dwa, trzy, cofamy zegarki! O jakieś 300 lat. Wtedy kasba została zbudowana a jedynym znakiem nowych czasów jest betonowy most do niej prowadzący. Jeszcze kilka lat temu trzeba było przeprawiać się przez rzekę na osiołkach. Tam też spróbowałem pewnej tradycyjnej marokańskiej potrawy, która niczym nie różniła się od naszego tradycyjnego polskiego rosołu. Cóż za rozczarowanie! 

 

 

 

Powrotna nocna podróż wąską drogą przez góry również nie była nudna. Jazda na krawędzi i dosłownie i w przenośni.

Na deser wjechaliśmy do Marrakeszu inną drogą prosto do dzielnicy, której turyści raczej nie zwiedzają. Przynajmniej nie z własnej woli. Wjechaliśmy gdzieś, gdzie apokalipsa prawdopodobnie miała już miejsce. Stare rudery, ludzie w łachmanach a na środku ulicy góra szmat paląca się całkiem niemałym ogniem. To nie był Marrakesz, jaki chciałem zobaczyć. Momentalnie, nie zważając na koszty roamingu, mapa w telefonie poszła w ruch i koniec końców znaleźliśmy się w hotelu.

Mając jeszcze smak pustynnego pyłu w ustach rankiem obraliśmy kurs na Atlantyk. Po drodze kompletnie inna sceneria, przyroda i kolory.

 

 

Zupełnie inny kraj. Pojawiły się gaje oliwne i kozy na drzewach (to nie żart). Kilkanaście sztuk, w ptasim stylu obsiadło oliwkę i w najlepsze pożerało owoce.

Po dojechaniu do Essaouiry i dokładnym, choć niezamierzonym zwiedzeniu jej przedmieść...

 

 

...w końcu odnaleźliśmy drogę na plażę. Jak na listopad temperatura wody była więcej niż przyzwoita. Z uśmiechem na gębie brodziłem przy brzegu nie zważając na to, że fale zalewają mi spodnie po kolana.

 

 

Samo miasto również robiło wrażenie. Poddenerwowany ocean bijący w mury portugalskiego fortu a w środku upał potęgujący zapach przypraw, potraw i starych murów. Medina, czyli starówka różniła się miejsc, które zdążyliśmy, zobaczyć po drodze. Lekko powiewało średniowieczną Europą, ale i Afryki było niemało.

 

 

 

 

 

Aż w końcu nadszedł czas na stary Marrakesz. Przygotowany przez przewodniki z zainteresowaniem wkroczyłem w lokalny świat handlu i usług. Souki, czyli stragany z wszystkim i z niczym oszałamiały różnorodnością i kolorami. Kilometry alejek!

 

 

Spacerując wąskimi chodnikami bardziej jednak skupiałem się na uskakiwaniu przed motorowerami niż na podziwianiu produktów. Nie w głowie były mi również targi. Kilka razy udało mi się znaleźć w miejscach, w których byłem przed chwilą a parę razy zapuściłem się do miejsc brzydkich nawet w dzień.

 

 

 

 

W pewnym momencie moja asertywność została wystawiona na olbrzymią próbę. Z głupia frant zapytałem ulicznego sprzedawcę o cenę paska do spodni. Podał mi zawrotną kwotę 400 dirhamów, czyli około 40 euro. Podziękowałem i odszedłem. I wtedy się zaczęło! Zaczął za mną iść pytając o moją cenę i co jakiś czas rzucając swoją, niższą. Po chwili było ich już dwóch. Próbowałem się ich pozbyć bezskutecznie. Gubiłem się, ale zawsze mnie jakoś odnajdywali (radary jakieś, centralny system namierzania?). W końcu został jeden. Po pół godziny, wyczerpany i zrezygnowany wyszarpałem z kieszeni resztkę marokańskich pieniędzy i posiłkując się drobnymi przyjaciół, ubiłem targu! Żeby mi tylko dali spokój! Pasek poszedł za 35 dirhamów, czyli około 3,5 euro! I nie można było tak od razu? 

Miałem już dość i chciałem opuścić w końcu ten labirynt uliczek, nie mogłem jednak znaleźć drogi do względnej cywilizacji. Trochę dzięki mapce a trochę dzięki słońcu znalazłem się w końcu na Jemaa El-Fna. Największym placu Marrakeszu, który śmiało można nazwać jego wizytówką. A jest tam wszystko. I jedzenie i picie, tańczące małpy i zaklinacze węży. Można kupić gotowanego ślimaka, biżuterię i podrabianego Rolexa. Brakuje chyba tylko małych figurek naszego Pałacu Kultury. Wieczorem rozstawiane są dodatkowe stragany i plac zamienia się w gigantyczny stół z wszystkimi przysmakami Maroko.

 

 

 

 

 

 

Niestety wszędzie za wszystko żądają pieniędzy. Za zrobienie zdjęcia małpie, oglądanie tańczącej kobry a czasem nawet za zwykłe pokazanie drogi.  Jedynie stary, wyluzowany Berber przy wodospadach Ouzoud pozwolił sobie strzelić fotkę za papierosa.

 

 

Obiecywałem sobie wiele po Marrakeszu i nie rozczarowałem się. Jestem szczęśliwy, że w końcu tam trafiłem. Ponad tysiąc przejechanych kilometrów w różnych kierunkach, kilkadziesiąt kilometrów w nogach. Pomimo programów w TV, dziesiątek internetowych wzmianek o Maroko, nie zdawałem sobie sprawy z wielu rzeczy. Wiedziałem, że kultura i obyczaje są inne, ale że aż tak?! Widziałem jak żyją ludzie, ale że aż tak?!. Patrząc na wszystko przez pryzmat Europy odbierałem wrażenia podwójnie. Następnym razem już będę przygotowany i to już niestety nie będzie to samo.


Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

Umiesz liczyc ? Licz na siebie.

niedziela, 13 listopada 2011 4:31

Kiedy wszyscy już kończą pracę i rozchodzą się szczęśliwi do domów. Zapada zmrok i nadchodzi nocna zmiana. Do pracy przychodzi Mahmud zwany Tonym, Około 60-letni Hindus z Kenii i Roy, nie młodszy angol tak angielski jak ich natura stworzyła.

Roy pali na potęgę i cuchnie niemiłosiernie a Mahmud żuje jakieś miętowe świństwo. kiedy wsiadają mi razem do samochodu to wali mentolowymi. Do tego Mahmud chyba nie uznaje prania bo ubranko ma zwykle średnio świerze.

Takie atrakcje. Światło - Dżwięk jak na zamku w Malborku...

Ale dobra...

Cofnijmy sie do wczoraj. Godzina okolo 23:00. Trzeba policzyc koperty z kluczykami do samochodów klientow.

- Mahmud, moglbys to policzyc ?

Liczy.....

Ja tam robie swoje, papierki mi smigaja, raport za raportem, cyferki sie zgadzaja. Jest ladnie i przyjemnie.

- Mahmud ! Policzyles ? Ile jest kopert ?

- 64 !

- a na liscie ?

- 64 !

Czyli wszystko w porzadku, wszystko ok. Dokumenty do kupy. Koncowy raport zrobiony. Kopie porobione. Na koniec jeszcze tylko sprawdzic czy wszystko sie zgadza....

- Mahmuuuuuud !!

- ?

- Ile kluczykow naliczyles ?

- 64 ! Dwa razy liczylem. I Roy sprawdzal !

- Rooooy ! Ile bylo kluczykow.

- 64

- To dlaczego w pudelku jest 65  i na liscie tez 65 ?

Nie mieli pojecia. Ja tez. Wszystkie raporty od poczatku.

Minal dzien, wieczor nastepny.

Podobna sytuacja.

- Mahmud, policz kluczyki (Roy ma wolne)

- haha (pamietal wczoraj..) ok

- Juz ? Ile jest ?

Mahmud podniosl palec wskazujacy w gore, blysnal okiem i z usmiechem typu "nie zlapiesz mnie znowu" oznajmil

- 40 !

- Na liscie ?

- Tez 40 !

Pomny wczorajszego sprawdzilem.

Bylo 41. Na liscie tez.

Nie powiedzialem mu tego. Nie było sensu.


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 048  

I znowu mamy:

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164048
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page