Pamiętacie jak pisałem, że ktośtam dał mi cynk, że gdzieśtam jest praca i ktoinnyśtam właśnie jest gdzieśindziejtam i jak chce to moge podjechać i z nim pogadać. Pewnie nie pamiętacie bo ja sam nie jestem pewien czy o tym pisałem.
W każdym razie pojechałem tam i pogadałem z gościem (był to manager z tamtej firmy), dał mi namiary i miałem wysłać CV.
Tak zrobiłem.
Otrzymałem maila zwrotnego, że pamięta naszą rozmowę i że wprowadził CV do systemu ale rekrutacja trochę potrwa bo w krótkim czasie oprócz mnie aplikacje złożyło innych 200 (słownie DWUSTU !) ochotników.
"A to ja dziękuję i do widzenia" - se pomyślałem tak. ...tak na prawde pomyślałem sobie "o fakin hell" ! Tylko już teraz nie pamiętam czy po polsku czy w lengłydżu.
A tutaj proszę, kilka dni temu, słoneczną niedzielą, odzywa mi się w kieszeni Dżimi Hendrix.
-Can I speak to BARTOS please (nie naucza sie tego "SZ" nigdy)
- Speaking...
I ciapatym głosem koleś zaprosił mnie na rozmowę. Nie Dżimi tylko ten co zadzwonił.
No i poszedłem wczoraj porozmawiać
A oprócz mnie 15 innych osób (zawsze to lepiej niż 200)
Przed rozmową, główny manager (Peter albo Paul - nie pamiętam) zapytał czy ktoś dołączy do niego bo mamy jeszcze chwilę a on idzie na fajkę. Nie mogłem tego nie wykorzystać, bo jak to głosi pewien plakat: "Nigdy nie będziesz miał drugiej szansy zrobienia pierwszego wrażenia" Polazłem z nim i chwilkę miło pogadaliśmy.
Po powrocie moje miejsce było zajęte bo doszło następne 5 osób (nadal to lepiej niż 200).
Dostaliśmy pierwszą część testu pod tytułem: "Napisz list do managera jaki to jesteś zajebisty i dlaczego mamy olać pozostałych dziewiętnastu". To napisałem co myślę no nie ;)
Druga część składała się z 10 stron A4 na których jakiś złośliwiec ciasno poupychał zadania na dokładność, spostrzegawczość i inne snajperskie cechy.
Na końcu rozmowa indywidualna. O to obawiałem się najmniej. Pierwsze lody z Peterem-Paulem przełamane, Drugiego managera - Andy'ego spotkałem wcześniej na korytarzu i wymieniliśmy kilka sympatycznych zwrotów grzecznościowych więc rozmowa będzie przedłużeniem tego co juz zaczęliśmy.
A tym czasem...wchodzę do pokoju...a tam siedzi DIPAK !! Normalny żywy Dipak siedzi i mówi:
- Cześć jestem Deepak.
- ee... BARTOS...SZ
Wtedy nie wiedziałem, że to był Deepak ale teraz już wiem jak Deepaki wyglądają
A on dalej
- jestem supervisiorem, jesteśmy tu, żeby porozmawiać i właśnie dlatego chciałbym się czegoś dowiedzieć o tobie
- pochodzę z blablabla, w Angli jestem od blablabla, wczesniej pracowałem w blablabla...
- Pracowałeś w blablabla ?!?!? A co tam u Grahama i Shirley ?!
- Shirley już nie pracuje niestety
- A tak tak, A Mario ??
- O to mój ulubiony manager...
I tak jeszcze kilka pytań na podobny temat. Nie to żeby niemiło się rozmawiało ale do cholery miało byc o mnie ! ;)
Podaliśmy sobie łapy na koniec (szybko policzyłem palce - miał pięć - ok)
A dzisiaj rano...
Dzwoni Peter-Paul i mówi:
- BARTOS ?
- speaking...
- CONGRATULATIONS MATE, YOU'VE GOT THE JOB !
FANFARY
KURTYNA
Już za kurtyną:
Peter-Paul:
- przyjdź w piątek na trening wstępny
- Nie mogę wyjeżdżam.
- cooo ??
- ale wracam za tydzień w czwartek !
- hmm ok, hmm... stale masz tą pracę...umówmy się więc na czwartek
- wracam w czwartek wiec mogę przyjść dopiero w piątek
- no ok ok niech będzie piątek ale w weekend pracujesz !
- deal
uff
Żeby nie było że jestem taki wspaniały i w ogóle i wszystkich na łopatki lewą ręką tego tam, to dodam uczciwie, że oprócz mnie przyjęli jeszcze kilka osób z tej dwudziestki.
komentarze (26) | dodaj komentarz