Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Historia jednej piosenki

czwartek, 24 września 2009 21:27
Wczoraj w nocy, korzystając z czterogodzinnej przerwy w pracy, przejrzałem filmy ze szkocji nagrane kamerą Czesława Niemena. Przy 124 filmie rzucił mi się na uszy pewien kawałek, który leciał w radio wtedy kiedy my byliśmy zajęci podziwianiem widoków. Wtedy kompletnie nie zwróciłem na niego uwagi, choć ze względu na gitarę powinienem. Całe szczęście tuż pod koniec tego krótkiego filmu pani w radio powiedziała jakie to radio i jaki był to kawałek.
I wszystko by było pięknie gdyby nie pojawiło się parę wątpliwości.
Czy pani powiedziała:
a) Beacon - Hard Beeches
b) Deacon - Heart Beats
c) Bacon - Hard Bitches
d) różne inne kombinacje powyższych.
Mimo to zacząłem szukać. Znajdywałem gorsze przypadki więc może i tu się powiedzie.
4 godziny walczyłem z netem, którego nie mam. Tzn mam takiego dongla co to udaje, że wszystko jest all right ale ściągnięcie poczty graniczy z cudem a co dopiero surfowanie. Uparłem się jednak.
I NIC, zero informacji w sieci.
Po powrocie do pracy podpytałem angoli o inne możliwe i sensowne kombinacje. Tępy naród ;) W ogóle nie skumali problemu.
Rano wracajc do domu wiedziałem już, że tak prędko spać nie pójdę. U dzikiego kupiłem dwa mocarty (czytaj: piwa o wyższej niż zwykle zawartości alkoholu i tak przygotowany zasiadłem do kulawego netu.
Po dłuższym czasie sprawdzania przeróżnych kombinacji postanowiłem wsłuchać się w słowa. Nie było to łatwe ale gdzieś pomiędzy dialogami a szumem silnika wyłowiłem z filmu, krótki fragment tekstu.
I to był klucz.
Pojawiło się kilka wyników z czego najbliższym był kawałek Nigeryjki o pseudonimie NNeka pt. Heartbeat.
Właściwie to był ten dokładnie kawałek ale gdzie te ostre gitary, rytmiczny bas i mocna perkusja ?
Nneka odwalała jakąś rzewną melodyjkę o melodii podobnej ale z grubsza było to do kitu nie podobne.
Ale ale ... Gdzieś w zakamarkach Youtube pojawił się twór "Mini Viva" heartbeat cover. No to da-waj.
I...jest ! Gitary, perkusja, bas, dwie wytapirowane babki śpiewają na zmianę ale coś za łagodne to wszystko. Za to perkusistka !!! Raz, że śliczna jak z przysłowiowego obrazka a dwa, że wymiata aż pałeczek nie widać.
No ale nadal to nie to. Więc jechana od początku, kto jeszcze popełnił ten kawałek...
No i w końcu znalazłem TEN remix. Trochę się rozczarowałem bo głos wokalistki nadal taki R&B ale te gitary, bas i bębny - miodzio !


Czas spać !

Długo nie pospałem. Ze trzy godziny później obudził mnie Landlord Kuleczka. Chciał sprawdzić net, którego nie ma. Bez sensu.
Swoim nieprzyzwoicie wczesnym przybyciem sprzedał mi ból głowy taki, że cały gram paracetamolu nie pomógł do końca.
Usiadłem do kompa
Wróciłem do perkusistki. Co prawda na Naszej Klasie jej nie było ale i tak łatwiej było znaleźć jej inne kawałki niż ten ostatni. Po drodze trafiłem też na jej profil na facebooku. Niestety jest w związku. Trudno. Postanowiłem, że nie będę go rozbijał ;)

Z życia demu:
Bogumił obudził się z tygodniowego letargu i z miejsca przystąpił do malowania drzwi. Smród farby nie bardzo pomagał na mój bolący łeb. Nigdy się nie dowie jak blisko był śmierci.

A teraz refleksyjnie ale nie odbiegając od tematu.
Wczoraj czytając wywiad z Ericem Idle z Monty Pythona w Daily Telegraph trafiłem na piękne zdanie:

"Life has a very simple plot
First you're here and then you're not.."

Jakież to smutne i zabawne zarazem :)

Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Niezbędne do życia

piątek, 18 września 2009 20:20
Kiedy tylko człowiek (w domyśle - ja) ma dzień wolny (lub pięć dni) zaczynają się dziać jakieś nieprzewidziane rzeczy aby tylko człowiekowi nie dać się wyspać.
Mianowicie.
"Godzina piąta minut trzydzieści kiedy pobudkaaa zaaagrałaaa" rozległo się walenie do drzwi klapką na listy.
No może było nieco póżniej ale na pewno jeszcze przed dziesiątą.
Zwlokłem się po schodach próbując namówić oczy do współpracy. Otworzyłem drzwi i w tym momencie już same oczy, zaskoczone tym co zastały na zewnątrz, przestały protestować.
A na zewnątrz cyrk. Na spokojnej przeważnie uliczce jakaś dzieciarnia biega w te i z powrotem, na lawetę ktoś wciąga granatowy samochód (Bosz to mój !!) przy drzwiach stoi jakiś cockney i coś do mnie krzyczy a następny idzie z następnymi pytaniami.
W głowie huczy mi tylko "TUMBLE DRIER, TUMBLE DRIER !"
STOP !! Po kolei !!
Po pierwsze samochód. I pierwsza wątpliwość. Jak mogą wciągać na lawetę moje auto jak ono stoi obok ? Wnioski proste choć analizowałem sytuację ze trzy razy. Ok granatowe ale to chyba golf a nie laguna. A to niech wciągają
Następny proszę !
"TUMBLE DRIER, TUMBLE DRIER !"
Po krótkiej rozmowie okazało się, że koleś ma odebrać suszarkę od nas z demu. Tylko, że my nie mamy suszarki. Aż wyszedłem na zewnątrz, żeby zobaczyć pod jakim numerem mieszkam. Po upewnieniu się powiedziałem, że pomyłka i do widzenia.
Następny, starszy pan, okazał się być wysłannikiem urzędu (miasta, gminy ? nie wiem chyba gminy, nie ważne). Ktoś pod tym adresem nie płacił podatku od dość dawna. Na szczęście angielskie władze wierzą wszystkim na słowo i po informacji, że mieszkam tutaj od 4 miesięcy i takiej osoby nie znam (co jest zgodne z prawdą) powiedział aha okej nie martw się to już ciebie nie dotyczy.
poprosił mnie jeszcze o imię i nazwisko. Podałem.
Zgadnijcie czyje ? ;) No bo chyba nie swoje :)
Jak zgadniecie to powiem dlaczego :)

Zimno się zrobiło.
Odpaliliśmy bojler - tak na czuja bo nikt nie wiedział z czym to się je. W nocy było tak gorąco, że zamiast spać pływałem. Rano, jeszcze parując, zszedłem do kuchni i wyłączyłem to ustrojstwo w cholerę.

Krakowiak Cija się zawinął. Wczoraj pojechał do kawiarenki internetowej (cały czas nie mamy netu) i kupił bilet do Polski ale z Polski już nie. Może wróci. W końcu zostawił rzeczy. No i pożyczył walizkę od Swietłany - Łotyszki, która miesiąc temu wyjechała do Leeds tak jak stała i przestała się odzywać. Odezwała się parę godzin temu. Przyjeżdża w niedziele po swoje rzeczy. Jeszcze nie wie, że jest lżejsza o tą pożyczoną walizkę. Jej rzeczy nie zginęły. Są bezpiecznie zamknięte w szafie Krakowiaka Ciji.
Rozumiecie coś z tego ? Trochę to zakręcone ale w końcu nie ja tą historię piszę :))

Krakowjaka Ciję odwiozłem na lotnisko. Na Stansted byliśmy koło północy. Chwilę później byłem w Londynie i do 3 nad ranem jeździłem po mieście. Lubię jeździć nocą, lubię Londyn. Co więcej potrzeba ?
Oczywiście w trakcie rzucił mi się na uszy jakiś kawałek. Po przyjeździe okazało się, że jest to "Yo do something to me" Paula Wellera (ex The Jam). Wałkowałem go później cały ranek.
Ckliwy się robię na starość ;)




Tuż po tym ochlapałem się wodą z odrobiną zapachowego płynu czyszczącego. Po krótkim wahaniu ogoliłem twarz. Psiknąłem się chmurką zielonego Hugo Bossa i pojechałem do Camden Town kupić skórę i gore tex.
Skórę znalazłem dość szybko ale była tak miękka, że miałem wątpliwości czy to nie jakaś derma przypadkiem. Problem rozwiązała niewielka biała plama na plecach. Wyszedłem z niczym.
Camden jest piękny o tej porze roku. Jesienne słońce daje przyjemne dla oka ciepłe światło (w sensie nie tak jasne i ostre jak latem) i kładzie długie cienie. Żałowałem, że nie mam aparatu.
Po gore tex (też kurtka) pojechałem na Covent Garden gdzie nie znalazłem niczego odpowiedniego (czytaj: poniżej 150 funtów) i również wyszedłem z niczym.

Zaszedłem do tesco. Tu na pewno znajdę coś dla siebie.
Wyszedłem z małą whisky.
Po przyjściu do domu okazało się, że z butelki nie zdjęto mi blokady antywłamaniowej. Taki kawał plastiku co to nie gniotsa nie łamiotsa.
Próbowałem młotkiem, śrubokrętem i nogą od taboretu. NIC ! Pogiąłem plastik ale nie dostałem się do nakrętki.
W końcu, cały spocony, usiadłem i na spokojnie przemyślałem działanie blokady. Następnie w odpowienim miejscu, moim szwajcarskim scyzorykiem, nawierciłem dziurkę, powiększyłem ją i wkrętakiem od środka popodważałem zapadki. Blokada zeszła jak kac po nurofenie.
Jestem z siebie dumny a scyzoryk wyprzedził komórkę w katregorii "Niezbędne do życia".

Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Trzynastka

czwartek, 17 września 2009 4:03

 

Puszczałem to już ?

Wiedziałem, że dzis się coś zdarzy.
Choć w sumie nie mam podstaw wierzyć w pechową trzynastkę. Dostawałem kiedyś trzynastkę w pracy i wcale nie była pechowa.
Dziś coś mnie tknęło około godziny szesnastej.
Wcześniej dostałem misję nie do odrzucenia. Od 13:30 do 19:00 miałem siedzieć na recepcji na terminalu nr 2. Najłatwiejsza robota na świecie. Czyli właściwie nic do roboty. Łatwe, prawda ?
Po piętnastej, kiedy w turnieju golfowym na PSP uplasowałem się na drugim miejscu, postanowiłem zajrzeć na chwilę do realnego świata.
Zamknąłem w tym celu recepcję i udałem się do WHSmith po prasę. Gazety nie kupiłem bo zapomnniałem, że jest niedziela i poza tym, że nic w gazetach w niedziele nie ma (oprócz miliona dodatków dla pań), kosztują one 4 razy więcej. Jako znany golfiarz pewnie dostałbym gazetę za darmo ale nie chciało mi się tłumaczyć ;)
Wracając minąłem Christelle. Christelle wygląda jak murzynka (którą jest de facto) wycięta z komiksu o latach trzydziestych. Ładna ale mocno przerysowana. Wypisz wymaluj komiks. Trochę mnie zdziwiło co Christelle robi na T2 choć powinna siedzieć za biurkiem na T3.
Wróciłem za swoje biurko i za chwilę wpadł Rajkumar. Obwieścił, że "przerysowana" źle się czuje (gardło) i poprosiła o zmianę klimatu na bardziej łagodny. Mówiąc prościej zamienili mnie z nią terminalami.
Przyszła Christelle. Zamiast lekarstw z Bootsa przyniosła sushi i chipsy zwane tutaj crispsami (bo chipsy to frytki (ale nie wszystkie)). No, se pomyślałem, ściemnia jak nic !
Poszedłem na ten terminal 3. Co mi tam, rozerwę się.
No i się nieomal rozerwałem. Takie bizi jakiego świat nie widział. I zamiast 4-6 kierowców jak zwykle, mam tylko dwóch.
I nagle akcja. Parkingowy wypisuje mandat i wtyka za wycieraczkę srebrnej hondy.
Dobrze żyjemy z parkingowymi więc najpierw pyta się nas czy to aby nie nasze auto.
Sprawdzam listę, jedną, drugą...nieee to na bank nie nasze.
Razem komentujemy sytuację, narzekając na samowolkę frywolnych kierowców utrudniających nam pracę.
Wszystko trwa jakiś czas. Kierowca nadal się nie pojawia.
Parkingowy wzywa policyjną lawetę, która podczepia hondę i wywozi ją na policyjny parking.
W momencie kiedy mija recepcję postanawiam przelecieć jeszcze raz wszystkie numery rejestracyjne dzisiejszych klientów. Tak, żeby spać spokojnie.
I tak jak w scenie z "Poranku kojota" kiedy Alfi wyrzucił na ślepo doniczke z kaktusem na dach własnego samochodu a po chwili (słysząc znajomy alarm) wołał "czekaj, czekaj to mój !!"
Ja zawołałem CZEKAJ, CZEKAJ, TO NASZ !!!!!!
Samochód odnalazł się na liście jako już zaparkowany fyfnaście godzin wcześniej.
Całe zdarzenie zaczęło nabierać kształtów i w końcu doszliśmy o co chodziło. Znaleźliśmy nawet dokumenty i kluczyki do zholowanego auta. Zawaliła w sumie poprzednia zmiana ale i ja po trochu. Przez to, że nie sprawdziłem tego co wydawało się absurdalne.
Jutro pewnie za 200 funtów odzyskamy samochód ale niesmak pozostał. A klient pewnie nieświadom niczego odpoczywa sobie pod palmami.

Z krótkich wieści.
Skład demu się zmienił
Został Mój Mały Współlokator, Krakowiak Cija, Bogumił i Barbara (Tadeusz chwilowo w Polsce) no i ja. Wczoraj w godzinach wieczornych objawił nam się nowy lokator jedynki. Indianin z punjabu, którego imienia nie powtórzę. On sam po kilku próbach powiedział, zeby mówić na niego Bobby.
Generalnie jestem przeciwnikiem mieszania kultur a w jednym domu to już w ogóle. Po krótkim wywiadzie może nie będzie tak źle. Pije, pali a poza tym je wszystko. Przeważnie z mikrofali. Kolor skóry mi nie przeszkadza. Przeszkadzałby mi tylko zapach curry na pół ulicy nie mówiąc o domu.

Zastanawiam się jeszcze gdzie jest Bernard. Owad, którego nie potrafiłem zidentyfikować, a który mieszkał u mnie w pokoju jakiś czas. Nie gryzł - to miłe z jego strony. W zamian pozwoliłem mu mieszkać u mnie.
Chyba się już wyprowadził.
Tak samo jak ćma Monika.

Przeglądam zdjęcia z wycieczek. Fajnie było.
Fajnie będzie jeszcze...

Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jelenie we mgle

wtorek, 08 września 2009 21:01
I co ? (uwaga - pytanie retoryczne)
Zrobiłem to !! Wróciłem z nocki, przespałem się kilka godzin i...
Co ? (właściwe pytanie)
Pojechałem do Richmond Parku pośpiewać z jeleniami.
Założe się, że niektóre blogowo zaprzyjaźnione sąsiadki w to powątpiewały.
Ba ! Pomimo sugestii jednej z nich wysiadłem nawet z samochodu ! :)
Wysiadłem i "na raz" zeszło ze mnie. Cały ten kurz, tłuszcz tego miasta jak śpiewa (melodeklamuje właściwie) Świetlicki.
Piękne miejsce i tyle. I znalazłem przypadkiem to czego zawsze szukałem. I nie chodzi o idealne piwo , bo to przestali robić po zamknięciu browaru gdańskiego. Chodzi o widok na miasto.  Właściwie to już trzecie takie miejsce w Londynie ale tego nigdy za dużo.
Poza tym Richmond Park jest idealnym miejscem na spędzenie wolnego czasu. Zastanawiałem się nawet przez chwilę czy można tam rozbić namiot.
Niestety olałem fotki ogólne parku a skupiłem się na jelonkach.



 

To ten śpiewający

 



To tyle jeleni na dziś...

Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

High and Dry

środa, 02 września 2009 9:43
Angole to są jednak dziwne stworzenia. Wczoraj kolega z (tej starej) pracy umówił mnie z gościem na wymianę vana gdzieś aż za Manchesterem. Wszystko dograne na ostatni guzik. "Bądź tylko przed ósmą bo koleś idzie do pracy i nalega"
Co robić. Zwlokłem się z łóżka o 3 w nocy. Do Manchesteru w końcu kawał drogi - 3 godziny 120-140 km/h bez odpoczynku. Dojechałem. Zapukałem do podanych w adresie drzwi o ósmej-za-piętnaście i...otwiera mi drzwi kobieta w koszuli nocnej, zaspana i ogólnie mocno niewyraźna. Momentalnie mi się Miś przypomniał
- Zdzichu ! Milicja do ciebie !!
Zszedł Zdzichu (słowo daję, wyglądał jak młody S.Tym) tyle że w samych majtach. Zobaczył mnie i zrobił wielkie zdziwione oczy !!!
Trochę wątpliwość mnie ogarnęła i poleciałem z pytaniami. Wszystko potwierdził. Właściwy adres i osoba i czas. Ale nadal patrzy na mnie tymi zdziwionymi oczami. Nadal grzecznie pytam "W CZYM WIĘC PROBLEM ??" A on mi na to "Bo ja nie wiedziałem i wszystkie rzeczy mam jeszcze w vanie i w ogóle jestem nieubrany"
No jak nie wiedział ?? Przecież sam się umawiał. Ale to nie ważne ! mamy w końcu problem wagi państwowej - "Jest nieubrany" !
Już mi się odechciało kurtuazji i chlapnąłem "No to idź się ubierz" :) Ja wiem, że to zabrzmiało trochę chamsko ale byłem tak zaskoczony takim tłumaczeniem, że nic innego mi nie przyszło do głowy. Zwłaszcza, że sam nalegał na to, żeby być wcześniej.
Poczekałem aż przepakuje vana i pojechałem jednocześnie nie wychodząc ze zdziwienia.
A na obwodnicy Manchesteru zacząłem mieć jazdy (ze zmęczenia). Pierwszy raz zdarzyło mi się, żebym śnił z otwartymi oczami. Próbowałem kontrolować auto, widziałem autostradę i inne samochody ale jakby z boków wciskały mi się w pole widzenia absurdalne obrazy. Już dawno postanowiłem, że muszę gdzieś stanąć i się zdrzemnąć ale do najbliższych serwisów było 30 km. I jechałem tak wolniutko (jak na autostradę) lewym pasem za ciężarówkami wybałuszajęc oczy do bólu i wyciskając ostatnie soki z kierownicy.
Dojechałem w końcu na serwisy zaparkowałem i odleciałem.
Nie minęło 20 minut - telefon. Dzwoni Tomek.
- Słuchaj, nie wiesz przypadkiem gdzie jest mój rower ?
...
Nigdy nie miałem nic wspólnego z jego rowerem, więcej, w życiu go nie widziałem. Nawet na zdjęciach. Przypadkiem jednak  wiedziałem gdzie jest :)
20 minut drzemki całkowicie wystarczyło. Z reguły wystarcza. Już bez przeszkód dojechałem do Londynu.

Z innej beczki.
Wygląda na to, że przejmujemy dem od obecnego landlorda. Mój Mały Współlokator i ja. Ja jestem pełen wątpliwości, bo trzeba wyłożyć jakieś dwa i pół koła. Wspłlktr odwrotnie. Nie ma kasy, mało tego, Wisi mi jeszcze sporo ale wszystko według niego będzie dobrze. Rozwala mnie normalnie optymizmem. Zobaczymy. Mamy miesiąc.

Siedzę razu pewnego w kuchni. Schodzi Bogumił (do kuchni tym razem schodzi). Lekko podłamanym głosem mówi
- Wyjebała mnie, no wyjebała mnie !
Pytam
- to co teraz będzie ?
- eee nic...zaraz przyjdzie po mnie, znam ją 30 lat...
A tak w ogóle Barbara ma romans z Tadeuszem. Nie można powiedzieć, że za plecami Bogumiła ponieważ Bogumił wszystko wie. Przyłapał ich na wymianie enzymów.
I tak, od miesięcy, żyją sobie we troje w nieustannym, mocno zakrapianym alkoholem i Garrym Glitterem, party.
(ta sytuacja akurat mnie nie śmieszy, szkoda mi ich wszystkich)

Ostatnio Mój Mały Współlokator podzielił się z Bogumiłem pewnym odczuciem.
- Mam wrażenie, że Tadeusz wychodzi od nas tylko po to żeby pojeździć po dzielnicy na rowerze.
Dla ścisłości należy dodać, że Tadeusz formalnie z nami nie mieszka, co nie przeszkadza mi widywać go częściej niż niektórych współlokatorów.
Bogumił nadal opowiadając o Tadeuszu mówi
- Wiesz, ten mój kolega Tadeusz co był u nas...
Aż się prosi dodać:
- ...i został na cztery miesiące

Ostatnio zrobiłem coś czego bardzo nie lubię i czego unikam jak mogę. Nakwasiłem trochę w stosunkach międzyludzkich.
Późnym wieczorem zszedłem do kuchni a tam siedzi dwóch kolesi rozwalonych na sofie i piją browar. Januszek i Wszystkowiedzący Tom. To są formalnie koledzy Pięknego Romana. A Romana nie ma doma.
Ups !
- kto was wpuścił ?
- sami weszliśmy
- to się chyba puka najpierw
- nikt nie odpowiadał
- a Roman gdzie ?
- zaraz będzie
- idę do sklepu, lepiej żeby był jak wrócę
Wróciłem, nie było Romana.
(I tu dochodzimy do kwasu)
Wyrzuciłem ich za drzwi.

Bałem się trochę, że mnie pobiją (we dwóch to zawsze lepiej wychodzi ;)) a później, że stłuką mi szybę albo lusterko w samochodzie. Nic takiego jednak się nie zdarzyło. Na drugi dzień ZAPUKALI i nawet powiedzieli "cześć" mijając mnie w korytarzu.
Może częściej powinienem wyrzucać ludzi z domu :)

A dzisiaj w nocy lecąc sobie z południa na północ słuchałem dyskografii Radiohead.
I kawałek, o który podejrzewałem Suede albo coś w tym rodzaju okazał się być ich tworem.
Rewelacyjny na pustą ciemną autostradę.



Aaa i wiecie co ? Jesień już na 100% przyszła. No nie, Parsley ? Liście latają. Lubie jesień w Londku. Ciepło. Może tak jak w zeszłym roku nie założę zimowej kurtki i butów przez całą zimę a w styczniu połażę dzień lub dwa w krótkim rękawku.
Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 119  

I znowu mamy:

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164119
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page