Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Pepper

piątek, 31 sierpnia 2007 12:20
Sponsorem dzisiejszej notki jest Butthole Surfers "Pepper"

Już za parę dniii za dni paaaarę, wezmę plecak swóóój i...laptoooopa, którego zanabyłem drogą kupna dzisiejszego przepięknego poranka amen !
Historia kupna jest burzliwa i oczywiście mrozi krew w żyłach. Nie będę opisywał jej całej bo mi WP (Wirtualna Polska a nie Wojsko Polskie (chociaż też by mogli)) blog usunie ze względu na drastyczność sytuacji.
Powiem tylko, że kulminacją był wczorajszy dzień kiedy w końcu czek ze skarbówki znalazł potwierdzenie w cyfrach na moim koncie ale za to laptop, którego losy śledziłem od dawna na stronie pewnego sklepu (a w dupe - dixons to był) znikł. Ot tak wziął się i znikł się. Napisali niby "sold out" ale jestem pewien że za tym stały organizacje rządowe ;)
Wybrałem identyczny, różniący się jedynie typem procesora. niby gorszy ale recenzje tego nie potwierdzają. Za to był 100 funciorów tańszy. Musze patrzeć na kasę bo jeszcze aparat czeka w kolejce a drugi raz takiego zwrotu podatku nie dostanę.
Według moich obliczeń komp powinien przyjść najwcześniej w poniedziałek. Wytrzymam jeszcze te parę dni. Gorzej z C-Z-W. Już wczoraj dostałem "naganę" za używanie JEJ skype'a :)

Tak jak sobie teraz patrzę to dochodzę do wniosku, że jak byłem młodszy miałem mniej włosów na nogach...
Może te z głowy emigrują ?
Sory taka nagła refleksja...

W pracy po staremu. Jeżdżę, poznaję nowych ludzi. Są to oczywiście takie tylko chwilowe znajomości ale fajnie posłuchać króciutkich historii, pośmiac się wspólnie z tegorocznego lata które odbyło się w zeszłym roku czy pospiewać razem Coldplay ;)
Pakistani pipol stale próbują wywierać na mnie wpływ. Bronię się jednak zacięcie. Taki intensywny kurs asertywności.

Jak tak patrzę na tą notkę to widzę takie lanie wody, że mi się matura przypomina. Idę więc pozmywać bo kalafior C-Z-W (Prison Break rządzi niestety) z przed dwóch dni juz zakwitł. Ktoś to musi sprzątnąć bo ucieknie ;)


"I don't mind the sun sometimes
The images it shows..."



Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Synteza

wtorek, 28 sierpnia 2007 18:20
Sponsorem dzisiejszej notki jest Apteka "Synteza"

Tak sobie dzisiaj z rana jechałem do pracy i puszczałem różne brudne gitary. Na pobudkę jak znalazł. W Syntezie nie ma brudnych gitar ale kawałek sprawił mi ogromną przyjemność ponieważ zapomniałem nawet, że go mam. Znalazł się na komórce.
Niekłamaną przyjemność sprawił mi również angielski urząd podatkowy, który zwrócił mi wreszcie nadpłacony podatek. Oczywiście jak to jest w moim stylu juz dawno podzieliłem skórę na niedźwiedziu. Za otrzymaną kwotę postanowiłem kupić dobrego laptopa i lustrzankę cyfrową a resztę kasy lekko zainwestować. Jak to zwykle bywa rzeczywistość zweryfikowała trochę plany i na inwestycje już raczej nie starczy. Trzeba niestety przeznaczyć trochę kasy na przyziemne cele. Tak czy inaczej napierw laptop (bo cały czas jestem bez kompa !) a nieco później lustrzana.

Bylimy wcziera na karnawale. Generalnie same porazki. Obraziłem sie na gościa który chciał ode mnie 4 funty za 2 piwa. Obraziłem się bo jednocześnie sprzedawał 3 piwa za 4,5 funta. Pózniej za dwa piwa musiałem zapłacić 6 funtów :)
Po jedzenie stanęliśmy tam gdzie najmniejsza kolejka i dostaliśmy jakąś podróbę karaibską. I na końcu za metro zapłaciliśmy jak za zboże bo nie skasowaliśmy biletów w Notting Hill a automat skasował nas za to maksymalnie czyli według najwyższej stawki.

Dzisiaj za to wiozłem parę przesympatycznych staruszków co to lecieli na wczasy na Alaskę i dostałem napiwek.
Gość sie pyta (sympatycznie i z usmiechem, żeby nie było):
- Z polski jesteś ? (z zaciekawieniem)
- Tak (z wahaniem)
- Sporo Polaków tutaj...(z refleksją)
- Tak, wiem, przepraszam... (z udawaną skruchą ;)
Gość wybuchnął śmiechem, dał mi tzw kuksańca w ramię i dostałęm 10 funtów napiwku !! To na prawdę spora kwota jak na napiwek.
Karnawałowe piwo i żarcie się zwróciło przynajmniej :)

Facet z nad rzeki Crane znowu widziany kilka razy. Zmienił image.

Na Heathrow odbyła sie tygodniowa manifestacja "ekologów" protestujących przeciwko samolotom i ekspansji lotniska. Tzw Climate Campers (parę setek conajmniej) przez 7 dni okupowali trawnik niedaleko MacDonaldsa. Tańczyli, krzyczeli, śpiewali. Nie powinienem być zdziwiony wiekiem "protestantów" Wszyscy poniżej lat 25. Człowiek w tym wieku chyba zbyt podatny jest na wszelkiego rodzaju ideologiczne pułapki. Taka tam malutka obłuda. Po akcji prawopodobnie wrócili do swoich miast autobusami, samochodami, samolotami bo szybciej i wygodniej niż pieszo lub na wrotkach. W sumie za bardzo nie zaszkodzili. Jedno jest pewne - wszyscy doskonale się bawili. I chyba o to większości chodziło.

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Dziś bez sponsora

środa, 22 sierpnia 2007 23:18



Baster
1993-2007




Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Spokojnie To Tylko Awaria

wtorek, 21 sierpnia 2007 12:44
Sponsorem dzisiejszej notki jest film "Spokojnie to tylko awaria". Reż. Ken Finkleman

No to ja. Już z zagranicy. Znaczy po lewej stronie granicy. O locie nie ma co wspominać bo już nawet zapomniałem jak sie lecialo. Próbowałem zająć miejsce NIE w rzedzie 13-tym (którego nie ma bo od razu jest 14-ty (powtarzam sie?)) No i zająłem w jakimś 10-tym. Tym razem rząd nie miał okna ! Dodatkowo obok mnie siedziała jakaś parka, która non stop się kłóciła. Pewnie ten brak okna a tym samym światła a tym samym hormonu szczęścia tak na nich podziałał.

Tyle z podróży. Teraz wieści aktualne.
Jeszcze w Polsce padł mi komp. I wcale nie na polu chwały ani w tajnej akcji. Po prostu zdradziecko padł szuja jeden ! Jak ostatni łajdak, wróg najgorszy. I pomyśleć, że matką i ojcem mu byłem, woziłem go ze sobą i montowałem drugi wiatraczek gdy gorąco było...
No dobra stało się, juz go nie lubię ale nie mozna tak żyć.
Padło mu albo serducho albo układ krążenia. Niestety nie mam jak sprawdzić. Byłem dziś w ciapatym sklepie komputerowym gdzie dziadek próbował wcisnąć mi płytę główną za 90 funtów !! W Polsce tego typu płytę mozna kupić za około funtów trzydzieści. Zbrodnia w biały dzień normalnie.
No i teraz jade na kompie Cho-Zen-Wan.
W planach kupno nowego...i teraz nie wiadomo jeszcze czy procesora, płyty głównej czy laptopa. Czas i gotówka pokaże.

I taka sytuacja z wczoraj na koniec:
Podjeżdżam busem na terminal czwarty. A tam stoi gościu w polskiej sportowej koszulce z godłem na piersi. Wychodzi na to, że w dodatku jest właśnie moim klientem. Podchodzę więc i mówię:
- Should I say hello or just dzień dobry ?
- Ha ??? aaa Hello ! (z zatrważająco czystym angielskim akcentem !)
- ??? Masz koszulkę z polskim znakiem, myślałem, że jesteś Polakiem...
- aa tooo. Kupiłem własnie w Brazylii :)
Ale zmyła co ? :)

To tego no, do zobaczenia. Mam nadzieję, że szybko dojde do normy z kompem.
Dzięki, wiadomym osobom, za transport z lotniska i na lotnisko.
Sorry, że nie odezwałem się do niektórych po niedzieli. Cała ksiażka telefoniczna została w ciemnym kompie. A z drugiej strony wyscie też mogli zadzwonić ;P




Podziel się

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nightswiming

poniedziałek, 06 sierpnia 2007 22:16
Sponsorem dzisiejszej notki jest REM "Nightswiming"

Lądowanie z telemarkiem w wykonaniu Ryanair i jestem w Gdańsku.
Godzina czterdzieści z minutami sam lot. Reszta zajęła mi w sumie 6 godzin. Czyli nic nowego :)
Z pracy wyszedłem wcześniej niż zamierzałem (a i tak zamierzałem wyjśc wcześnie). W każdym razie jeszcze przed zmrokiem. Po drodze do domu minąłem dwóch mocno nietrzeźwych kolesi z których jeden próbował doskoczyc do gałęzi krzewu i chwycic go zębami. Ot taki lokalny sport. Wydawał przy tym odgłosy "uuuach ! uuuuuach !" minąłem ich szerokim łukiem i już zza pleców dobiegł mnie głos drugiego z nich: "wstawaj młody idziemy dalej !" Jaaaasne rodacy...
Po powrocie do domu zostało akurat tyle czasu, żeby wziąc prysznic i ze szklaneczka Cuba Libre obejrzec Hotel Zacisze. Wyszedłem parę minut po pierwszej i z malutkom czerwonom walizeczkom na kółkach podreptałem w stronę przystanku. Z pewną taką niepewnością wsiadłem do nocnego i zainicjowałem proces przysypiania. Ze stand by-u wyrwała mnie zapłakana kobieta, która usiadła obok. Płakała całą drogę, próbowała dzwonic do kogoś. Bezskutecznie. Ktoś nie odbierał. Taki kontrast dla tych dwóch młodych pijaczków. Żal mi się jej zrobiło.
Wysiadłem z busa normalnie na czuja. Jechałem tą linią pierwszy raz i szczerze mówiąc nie miałem bladego pojęcia gdzie jestem. Coś mi jednak powiedziało. WYSIADAJ BO TO TU ! Wysiadłem i faktycznie było to tu. Hyde Park Corner. Walizeczko kamon i w drogę wzdłuż Hyde Parku do Marble Arch.
Po drodze miałem oczywiście chwile zwątpienia. Na szczęście rozwiewali je nieliczni (była 3 w nocy to co ma byc ? tłum ??) przechodnie. Dotarłem do pomnika zwierząt biorących udział w wojnie (fajny pomnik swoją drogą) i już byłem w domu. Ustawiłem się na przystanku i zobaczyłem dziwne zjawisko. Właściwie powienienem napisac, że po raz drugi zobaczyłem dziwne zjawisko.
Przy Marble Arch znajduje się sklep "Evans". Taki niewielki i niepozorny. W kwietniu, kiedy poprzednim razem leciałem do Polski zauważyłem w rogu, tuż przy witrynie tego sklepu kobietę stojącą niemal na bacznośc. Twarz zasłaniała czarnym parasolem. Dziwne to było tym bardziej, że był środek nocy.
Tym razem ta sama kobieta siedziała w tym samym miejscu na jakimś krzesełku z małym wózkiem w kratkę, takim jaki się bierze na zakupy. Twarz nadal zasłaniała czarnym parasolem. W pewnym momencie parasol opadł. Najwidoczniej zasnęła. Twarz miała owiniętą szalem a oczy zasłaniały duże przeciwsłoneczne okulary. Co ciekawe kobieta ta była ubrana schludnie, czysto i gustownie. Wózek był nowy, parasol też nie wyglądał na jednorazowy. Wydaje mi się, że nie była bezdomną. Również nie żebrała. Ciekawe jaka była przyczyna jej szaleństwa.
Podjechał autobus. Prawie pełen - dziwne.
Zasnąłem i obudziłem się na lotnisku. Tzn w autobusie ale swoją drogą ktoś mógłby mnie zanieśc do odprawy.
Wchodząc do samolotu rzuciła mi się w oczy złuszczona farba na prawym wirniku. Myślę sobię "no nieźle się zaczyna :|" Pewnie nikt nie dba o ten samolot ;)
W środku zająłem przypadkowo rząd 14-ty. Jak już kiedyś pisałem rzędu 13-go w samolocie nie ma i de facto rząd 14 jest rzędem 13. I ja tam właśnie usiadłem jak ostatni debil. Wkładając bagaż do "pawlacza" otworzyłem niechcący nie te drzwiczki i ujrzałem cały sprzęt ratowniczy. Jakieś maski, butle, zawory. No, myślę, tak czy inaczej warto wiedziec ;)
Dodatkowo jakaś mała dziewczynka z siedzenia za mną opowiedziała mamie jak to w jednym filmie urwał sie w samolocie ogon i stewardesa odleciała w przestrzeń. Po tych słowach zebrała taki opierdol od całej zestresowanej rodziny że się biedna rozpłakała. Pomimo tego rzędu 13-go (i niech nikt nie wciska mi kitu, że to jednak 14-ty) omal nie wybuchnąłem śmiechem.
Sam lot był ok. Telemark poprawny. Sędziowie byli zgodni w ocenie. W każdym razie lądowania nie trzeba było powtarzac.
Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 070  

I znowu mamy:

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164070
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page