Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

I'm Going Hungry

wtorek, 29 sierpnia 2006 1:01

Sponsorem dzisiejszej notki jest Temple of the dog "I'm going hungry"

dodane: właściwie to tytuł kawałka brzmi "hunger strike" i Vedder z Cornellem wcale nie śpiewają I'm going hungry tylko I'm growing hungry. Cóż, przez kilkanaście lat podśpiewywałem sobie "I'm going hungry" więc niech już tak zostanie ok ?

 

Wczoraj:

Siedzimy z Grzesiem i się zastanawiamy...Lodówka pusta, trzeba by jakieś zakupy zrobić... Zostało nam kilka parówek, trochę masła, 2 limonki 2 cytryny oraz cała bateria sosów keczupów i majonezów. Nawet kawa się skończyła ! Nie ma nic na śniadanie ani na obiad nie mówiąc o kolacji. Pogadaliśmy, trochę się nawet pośmialiśmy z niecodziennej sytuacji.

 

Dzisiaj:

Niezależnie od siebie zrobiliśmy zakupy. Grzesiu kupił 8 piw a ja dla odmiany kupiłem 8 piw.

 

Obecnie nasza lodówka wygląda tak:

 

 

 

 

 

 

No to teraz siedzimy i pijemy kolację...

 


Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

Where Is My Mind

poniedziałek, 28 sierpnia 2006 1:10

Sponsorem dzisiejszej notki jest Pixies "Where is my mind"

 

Freaków ciąg dalszy:

 

Zakupy:

Szukamy jakichś sensownych wędlin albo serów, nie pamiętam. Krążymy w każdym razie po lodówkach. W zasięgu słuchu nagle pojawia sie koleś na oko w naszym wieku i cieniutkim glosikiem nadaje do siebie: "Cheddar, cheddar where is my cheddar, cheddar where are you ?!" i tak na okrągło...

 

Wracam z pracy:

Ciemna noc. Godzina około 23 po południu. Idę sam. Zatrzymuje mnie jakiś podstarzały lump ale w miarę czysty i pyta gdzie jest posterunek policji. No to mu tłumaczę, że musi iść prosto około 10 min w tamtą stronę a on na to: "10 min ? to poczekam aż po mnie przyjadą"

 

Wracamy skądś tam:

Póżny wieczór. Przechodzimy obok pubu i nagle slyszymy krótkie energiczne bicie w dzwonek- sygnał że czas kupić ostatnie piwo. A my jak na komendę chcieliśmy klękać bo przypomniało nam się nagle podniesienie w kościele.

Czysty przykład szaleństwa zbiorowego.

 


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Going Underground

wtorek, 22 sierpnia 2006 0:42

Sponsorem dzisiejszej notki jest The Jam "Going underground"

 

Dzisiaj miałem offa czyli dzień wolny. Tak się przyjemnie złożyło, że Grzesiu miał offa również.

Plan na dziś był taki: po pierwsze załatwić sprawę mieszkania z Jamesem (tym od Ashley-Sam). Po drugie pojechać gdzieś coś pozwiedzać.

Zanim zaczęliśmy realizować nasz misterny plan obudziliśmy się rano nie do końca wypoczęci. Wiedząc, że jutro dzień wolny wczoraj kupiliśmy bażanta. Tak się miło złożyło że bażant był na nalepce, a nalepka na whisky...Whisky wypiliśmy a bażant odszedł wolno.

No dobra, po dłuższym leżeniu w wannie (panadol też zrobił swoje) doszedłem jakoś do siebie. Poszliśmy do A&J i po śledziowym (James podaje ręke jakby miał protezę) uścisku rąk ustaliliśmy, że mieszkamy w obecnym mieszkaniu do końca miesiąca.

Wcześniej w żółtym sklepie kupiliśmy tzw. travelcard dzięki której można się poruszać po całym Londynie wszelkimi środkami miejskiego rażenia. Fajny wynalazek.

Tyle retrospekcji...

Później: autobusem na Ealing, metrem w okolice Tower Bridge...zgłodnieliśmy...w metro i do Camden Town. Bylismy tam już jakiś czas temu ale miejsce jest na tyle odjechane, że co jakiś czas trzeba tam pojechać. Domki, kanały, centrum handlowe w starym szpitalu dla KONI ! Właściwie centrum handlowe to złe określenie. Jest to skupisko sklepów z przeważnie używaną odzieżą i innymi pierdołami. Centrum tatuażu i piercingu. Poza tym takiego zbiorowiska ludzi poubieranych INACZEJ nie ma chyba na całym świecie.

W Camden daliśmy się namówić na chińskie żarcie w wydaniu "altogether for 3,5 pound" (pisownia oryginalna). Dobre było ale jestem pewien, że to nie był kurczak ;) Przynajmniej nie w tym życiu.

Z Camden znowu w Tube i tubą do China Town na kawę (uhhh jakie to pretensjonalne ;P) Grzesiu zakropił swoją kawę resztką whisky, którą przelaliśmy do piersiówki na drogę. Dla mnie już nie starczyło. Z rozpaczy swoją kawę posłodziłem, chociaż zawsze piję gorzką.

W Soho skończyły nam się pomysły i czas. Popchnięci świadomością, że trzeba zrobić zakupy na następny tydzień na Oxford Circus wsiedliśmy w tubę i za niecałe 1,5 h byliśmy w Uxbridge czyli prawie w domu. Swoją drogą to najwolniejsze metro na świecie !

 

 
to ja w tubie :)
 

 

Zakupy w Sainsbury's skończyły się kontrolą plecaków. Czarni jak węgiel ochroniarze byli niepocieszeni, kiedy okazało się, że nic nie ukradliśmy. No ale "polak, murzyn dwa bratanki", ładnie przeprosili i jeszcze ze 3 razy pytali poźniej czy wszystko OK.

No to tyle przekazu...porto z Sainsburego powoli pozwala zapomnieć, że jutro do pracy...

 

 


Podziel się

komentarze (23) | dodaj komentarz

Every Day Is Like Sunday

czwartek, 17 sierpnia 2006 2:31

Sponsorem dzisiejszej notki jest Morrisey "Every day is like sunday"

 

Wracam sobie dzisiaj z pracy. Godzina dwudziestadruga minut fyfnaście i myślę... Jaki dzisiaj jest dzień ? (podstawowe pytanie natury egzystencjalnej). Biorąc pod uwagę, że pracuję od rana do nocy 6-7 dni w tygodniu, każdy dzień jest identyczny i tracę rachubę. Równie dobrze może być niedziela jak i piątek. Zastanawiam się więc: niedziela czy piątek, piątek czy niedziela ? chociaż  gdzieś tam głębiej doskonale wiem, że dziś jest przecież poniedziałek.

 

Sprawdziłem, jest środa...
Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Under The Bridge

czwartek, 10 sierpnia 2006 18:01

Sponsorem dzisiejszej notki jest Red Hot Chilli Peppers "Under the bridge"

 

Dzisiaj jest 10.08. Jutro miną dokładnie 3 miesiące od naszego przyjazdu do Londynu.

Myślę, że nadszedł czas na drobne podsumowanie.

Lecimy najpierw z plusami (kolejność nie ma znaczenia):

 

+ Ludzie (dotyczy głównie Angoli) . Przyjacielscy, uśmiechnięci, uprzejmi i wyluzowani.

Kiedyś trafiliśmy na 18-tkę w pubie. Co ciekawe na imprezie byli też rodzice. Tatusiowie z tatuażami i mamusie poubierane podobnie jak córki. Siedzieliśmy sobie skromnie w kąciku, żeby nie zakłócać urodzin zdziwieni, że wogóle weszliśmy. Rodzice też byli zdziwieni...że nic nie jemy. Co chwila ktoś podchodził i namawiał nas na ichnie specjały. Swoją drogą specjalnie namawiać nas nie trzeba było. Na koniec imprezy na salę wszedł bramkarz Władek (wielki góral z Nowego Sącza) i krzyknał po polsku z przyjaznym uśmiechem: "Pojedli, popili ? To wypierdalać !!!" A angole byli szczęśliwi że im na koniec życzenia składa ;)

Na normalnych weekendowych wieczorach w pubie też jest trochę inaczej niż u nas. Wszyscy wspólnie się bawią i śpiewają. Zero agresji. Bramkarze (Polacy) są głównie po to, żeby nie wpuszczać niepełnoletnich. Chociaż podobno zdarzały się interwencje policji. Zadymy w większości zdarzają się za sprawą ciapatych. Nie wiem czy to oni są agresywni czy też wywołują agresję. Są inni i jak to powiedział Władek: "nie ufam komuś, kto wierzy w słonie".

 

+ Życie: Jak się pracuje to nie ma problemu z utrzymaniem. Za najniższą pensję można spokojnie opłacić mieszkanie, kupić jedzenie (w tym alkohol) coś do ubrania i jeszcze trochę zostaje w portfelu.

 

+ Zorganizowanie: Wszystko zdaje się mieć swój sens i porządek. Wszystko wydaje się być przemyślane. Np. komunikacja miejska (bilety, rozkład jazdy) albo roboty drogowe.

 

Rozchodzi się jednak o to żeby te plusy nie przesłoniły Wam minusów.

 

- Brudno: Wszędzie i zawsze. Pełno śmieci na ulicach, podwórkach i w busach.

 

- Ciapaci. Pełno ich wszędzie. Są dziwni. Chodzą napuszeni i dumni. Ma się wrażenie, że białego raczej traktują z pogardą. Może odgrywają się za lata pod panowaniem brytyjskim. Nie wiem. Na szczęście młodsze pokolenia już są bardziej normalne. I na prawdę nie mam nic przeciwko kolorowi skóry czy ich wierze w słonie. Tu chodzi o ich zj@#$ny charakter.

 

- Nigdzie w sklepach nie ma piwa Gdańskiego ani Kapra :((( Olbrzymi minus ;)

 

Dobra, 3 na 3 wystarczy. Jest tego oczywiście więcej (i plusów i minusów) ale musze mieć jakiś temat na później. Poza tym notka robi się niebezpiecznie długa i mało kto da radę przeczytać do końca.

 

Trzy zdania podsumowania.

Miejsce do życia jak ich wiele. Spokojnie można tu zamieszkać i sobie spokojnie odliczać lata. Z jednej strony fajne klimaty i finansowy spokój a z drugiej brak przyjaciół, rodziny i czas zap#$%^la jak szalony.

 

Zostać, wracać, jechać dalej ?

Jeszcze nie wiem ale to chyba nie jest moje miejsce.


Podziel się

komentarze (28) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 053  

I znowu mamy:

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164053
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page