Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zawód: Awanturnik

piątek, 17 lipca 2009 21:55
Zaczne od najważniejszego.

 

Bo jakbym umieścił to na końcu to nikomu juz się nie będzie chciało tego odpalać a tak można sobie puścić i niech leci w tle ;). A fajnie się rozkręca.

Poza tym:
Aparatura wporzo. Porobiłem parę testów i znalazłem dwie nowe funkcje. Mało ważne jakie, ważne, że fajne :)
Oprócz funkcji znalazłem na fotkach dość pokaźną plamę. Na każdej fotce w tym samym miejscu. Po stopniowej eliminacji przyczyn pozostała matryca. Na szczęście dmuchnięcie sprężonym powietrzem zlikwidowało problem a przyznam się szczerze, że już miałem pełno w spodniach prawie. Z tej radości wypucowałem obiektywy i filtry :)

Czekam na sierpień i Szkocję. Zostało 2 tygodnie. Przez pracę czas leci dość szybko ale co z tego jak tu i teraz w tym momencie zostało jeszcze 2 tygodnie...
A w pracy:
Pożarłem się z Miki. Prawie na noże poszło. Powiedziałem jej w końcu to co miałem do powiedzenia na temat jej pracy. Chyba wzięła to sobie zbyt bardzo do serca bo ni chybi rzuciła na mnie urok. Od tamtego momentu czuję jakieś dziwne bóle w mięśniach i ogólny dyskomfort. Chciałem iść do lekarza ale gdzie ja znajdę lekarza od uroków ? Jakiegoś szamana trzeba czy cuś chyba.
Chociaż może nie będzie trzeba. Dzisiaj jakoś tak normalnie zamieniliśmy parę słów i czuję się lepiej. Pewnie jej trochę przeszło i zdjęła klątwę albo przynajmniej poluźniła. Najgorsze jest to że ona się do niczego nie przyznaje ! Ja i tak wiem swoje.
A w drugiej pracy:
Pożarłem się z takim jednym pakistańczykiem z budki obsługi klienta (czy pakistańczyk piszę się z małej ? Nie ważne, będzie z małej za karę). Pokłóciłem się bo mu się coś ubzdurało i kiedy chciałem skasować należność na bilecie parkingowym (jako pracownik mam za free) poinformował mnie, że nie moge opuszczać lotniska na przerwie. Mi się od razu zagotowało bo jakby nie było to moja sprawa co robię na przerwie. W końcu skasował mi ten bilet bo mu brakło argumentów ale do tej pory zdążył mi podnieść ciśnienie. Najgorsze w tym wszystkim jest to że nie można podnieść za bardzo głosu albo użyć wyrazu powszechnie używanego za obraźliwy bo te dzikie od razu w płacz i lecą do managera ze skargą jak to bardzo są uciskane a wszyscy dookoła to rasiści, rasiści i brudasy bo żrą świnie.
Małym szczegółem jest to że skarży się w urdu czy innym pendżabi co jest absolutnie zakazane. Ale co zrobić jak manager nierzadko też dziki.
I dlaczego to tylko pakistańczycy ? (znowu z małej, niech mają !). Hindus niby podobny a jakiś bardziej wyluzowany.

Przez to wszystko dzisiaj znowu o mało nie skończyło by się awanturą.
Zaparkowałem vana na parkingu firmy do której miałem go dostarczyć i kątem oka już widze jak podchodzi taki jeden brodaty w turbanie (Jak w turbanie to Sikh) i coś mi tam gugla jak indor. Już mu chciałem pojechać, że się wtrącala w nieswoje sprawy ale nagle dotarło do mnie, ze mu chodzi o to żebyśmy zabrali wszystko z samochodu bo tu strasznie kradną. Podziękowałem grzecznie i taka mnie myśl naszła: A może tamten w okienku też chciał mnie ostrzec ? A ja mu niesprawiedliwie pojechałem po całości. Eh co zrobić. Świat pełen jest niesprawiedliwości ;)

Z rozmów z moim małym współlokatorem (sory jeśli się powtórzę, bo to dawno było):
Jedziemy autem, słuchamy radia, leci Marillion.
Mówię
- Fish kiedyś był drwalem. W końcu wyszedł z lasu i zaczął śpiewać.
Współlokator (z podziwem):
- To od chuja miał do powiedzenia !

siedzimy w biurze
Czesław Niemen wchodzi i zaczyna opowiadać:
- Przyszłem...
Współlokator:
- Mówi się: przyszedłem
Czesław:
- Chyba lepiej wiem co zrobiłem, nie ?!

A ze zdarzeń dziwnych:
Jade po przerwie do pracy. Godzina 3 rano (dla dociekliwych: kiedy pracuję w nocy mam dość długą przerwę (2-3h) i jadę wtedy do demu.
No więc wracam do pracy. Godzina 3 (już teraz z minutami bo się rozpisałem a czas leci)
Mijam kolesia siedzącego na asfalcie i opierającego się o latarnię. W koło, żywego ducha nie ma. Minąłem go siłą pędu ale zanim ruszyły mnie wyrzuty sumienia zawróciłem i podjechałem do niego.
Patrzę, przytomny. Wiek koło 50-tki
- Wszystko ok ?
- tak
- na pewno ? (wydaje się trzeźwy)
- tak
- to czemu siedzisz na asfalcie ?
- szedłem do domu i się zmęczyłem
O tak po prostu, luzik.

I już ostatnia rzecz. Obiecuję !
Nasz ukraiński współlokator bardzo źle się poczuł w nocy (może klątwa Miki nie dokładnie trafiła). Mój mały współlokator zadzwonił po pogotowie. Przyjechali i robią wywiad:
Ukrainiec:
- Kiedys bardzo dużo piłem. Praktycznie cały czas. Może to przez to ?
Lekarz
- Kiedy przestałeś ?
Ukrainiec:
- pięć godzin temu

Na szczęście już mu lepiej.

Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Noce i dnie

wtorek, 07 lipca 2009 8:16
Zawsze tak jest,  że jak już otwieram "nowy wpis" to w jednym momencie zapominam co miałem napisać.

Generalnie jest pozytywnie.
Murzyn mi zwędził długopis. Czarny, żelowy. Długopis. Murzyn poniekąd zresztą też.
Siedziałęm sobie na recepcji przy terminalu trzy. Bizi się skończyło, zaczęło się ściemniać i generalnie lotnisko zwolniło obroty.
Aż tu nagle do mojej budki wchodzi czarnecki i zaczyna zagadywać. A że to samochody fajne i czy bizi i w ogóle po co ta budka tutaj jest i nagle niemal jednym tchem odpala "pożycz długopis".
No trochę mnie wziął z zaskoczenia to mu dałem z zastrzeżeniem że tylko na chwilę bo to mój narząd pracy jest.
Ta ta, murzyn wybiegł z recepcji wsiadł pospiesznie do czarnego forda focusa z przyciemnianymi szybami i niemal z piskiem opon odjechał z terminala.
Ależ, mówię Wam, poczułem się klasycznie wykorzystany. I wstyd i jakoś nieswojo.

W pracy mam osłabiony skład. Z trzech osób w drużynie (nie licząc team leadera) chwilowo zostałem tylko ja.
I wiecie co. Jak mi te lenie nie przeszkadzały pracować to wyrobiłem się dużo szybciej i zamiast godzinnej przerwy miałem trzygodzinną. I czy tak nie może być zawsze ?

A tytuł notki właściwie nawiązuje do moich współlokatorów. Tych najstarszych co to ich wszystko "wkurwia i denerwuje".
Barbary nie widuję za często bo pracuje. Za to Bogumił snuje się po korytarzach będąc w odmiennych stanach świadomości.
Nie ma dnia, żeby nie wlazł mi do pokoju przez pomyłkę. Właściwie to tylko otwiera drzwi i jak już zobaczy, że to inna planeta to wycofuje się i zamyka drzwi. Zacząłem zamykać drzwi na klucz. Jeszcze pomyli mnie z Barbarą.

Bogumił posiada przyjaciela. Niestety nie mogę powiedzieć jak Tadek ma na imię. Tadek-przyjaciel dowozi Bogumiłowi paliwo pozwalające osiągnąć orbitę. Często osiągają ją wspólnie. Czasem jeden z nich wychodzi poza orbitę nawet. Ostatnio oczom moim ukazał się taki widok. Drzwi od pokoju Bogumiła były otwarte jak zawsze. Biały dzień. płyta Garrego Glittera już się skończyła. Alkohol chyba też. Na łóżku w pozycji horyzontalnej leżał Bogumił. Oczy miał zamknięte. Metr od łóżka na prostym drewnianym taborecie siedział Tadek i wpatrywał się w Bogumiła. Czuwał. Jak jakiś anioł. Upadły niewątpliwie. I trwali tak w ciszy.
Od razu przypomniały mi się jakieś sceny, rzeżby czy obrazy typu wskrzeszenie Łazarza itp.

Śniły mi się jakieś Land Rovery i wygrane na loterii. Grube miliony, których nie spieszyłem się odebrać. Śnił mi się także kolega z podwórka mojej babci, pan Szejko, którego nie widziałem od lat.

Na jawie zaś kupiłem aparat.
O take cudo z ynnom lufom tylko:


Trochę się boję bo jedzie kurierem i po pierwsze nie wiadomo czy go tam nie wytrzęsą wpodróży, po drugie czy mi jakiś sprytny znajomy znajomego nie zwędzi paczki (a przez dom się przewija sporo osób) i w końcu po trzecie czy sam w sobie jest wolny od wad. No okarze się. Trzymajcie kciuki.
Lecę do roboty.

PS: Po półgodzinie od pamiętnej kradzieży długopisu, pod recepcję na terminalu trzecim podjechał czarny ford focus z przyciemnianymi szybami. Z auta wyskoczył znajomy kolo i oddał mi długopis.
Może ruszyły go wyrzuty sumienia ?

Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Sztuka latania

środa, 01 lipca 2009 22:38
Tytułowy kawałek (Lady Pank) leci jakoś tak: Jest gdzieśtam cośtam najwyższy blok itd i generalnie traktuje o skakaniu.
Dlaczego mi się skojarzył z tym co chcę dzisiaj napisać ?
Otóż, mieszkam na pierwszym piętrze. Widok z okna mam średni. Średni dlatego ponieważ chciałbym widzieć wydmy i morze a widzę ogródki sąsiadów. Nie jest najgorzej, bo mogłoby to być zaplecze jakiegoś sklepu albo mówiąc wręcz i wprost - śmietniki.
No ale do rzeczy.
Widzę sobię z okna (a okno mam od południowej strony) te ogródki sąsiadów, a w nich baseny. Ten po lewej to tak dalej trochę i pod dachem...ale ten po prawej !? Wielki, kilkumetrowej średnicy, okrągły jak słońce basen. No i doszliśmy w końcu do SŁOŃCA. Bo mówię Wam jak nie przestanie grzać stopięćdziesiąt stopni w cieniu to wyjdę na daszek kuchni, na paluszkach po krokiewkach się rozpędzę i normalnie rzucę się w ten basen i mam nadzieję, że spadnę do wody a nie odlecę jak ptak - i nie mówcie, że taki odlot jest niemożliwy bo raz widziałem w jednym filmie ;)
O w tym na przykład:



A właściwie co to w ogóle jest ? W Londynie 30 stopni i ani chmurki od tygodnia a w moim Gdańsku leje jak z cebra a błoto zasypuje tory. Gdzie ta deszczowa Anglia ? I czemu jak w Gdańsku leje to skarbówki nigdy nie zalewa ??

Jutro idę do pracy (tej oficjalnej) i dzięki Bogu na nocną zmianę.

Juz za cztery tygodnie być może (wielkie być może) jedziemy zobaczyć jedną taką budkę telefoniczną, która grała w filmie Local Hero. Budka znajduje się mniej więcej tysiąc kilometrów od Londynu na północy Szkocji więc stąd to "wielkie być może".
Ja tam jestem zdecydowany ale moje szanowne koleżeństwo muszę cisnąć bardzo mocno bo choć pomysł jest wspólny to z realizacją może być problem. A bo to to a bo to tamto, a może będzie trzęsienie ziemi. Wiecie jak jest.
Strasznie mnie to wkurza bo jak padło "jedziemy !" to już jedziemy i basta. No chyba że będzie trzęsienie ziemi...
Muszę ich przycisnąć, pomyśleć nad noclegami i kupić nowy aparat. Bo już samochodu nie kupuję. Mówiłem, że kupuję auto ? Nie ? To może i dobrze bo jednak nie kupuję :)

Kończą mi się seriale do oglądania
Skończyłem już "39 i pół" i dopiero pod sam koniec drugiej serii ten marny serialowy zespół napisał drugą piosenkę - żenada. Cały serial był taki sobie ale prezes Stanisław był nie-do-wy-ję-cia. Genialny.
Lost - skończył się jak zawsze. Trochę się wyjaśniło ale i tak nie wiadomo co dalej.
No i Doktor House. Koniec 5 serii był normalnie taki, że mi szczena opadła (nie wiem jak teraz z tą szczeną ale kiedyś tak się mówiło). Dwa ostatnie odcinki namotały i powyjaśniały wszystko co było do wyjaśnienia. Git (tak też się kiedyś mówiło).
A teraz mam do obejrzenia Demony i anioły
to cześć

 


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 120  

I znowu mamy:

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164120
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page