Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Nie spać ! Zwiedzać !

środa, 30 lipca 2008 23:11
Ha ! A teraz Was zaskocze !
Wcale mnie nie zwolnili !!

Wróćmy jednak do przedwczoraj.
Po telefonie od Wayna i telefonach do kolegów, puściłem maila do inego kolegi z pracy z prośbą o poradę. Roger, bo tak ma na imię ów inny kolega (pisalem o nim kilka razy), jest wytatuowanym angolem lat około 60 i aktywnie udziela się w związkach zawodowych. Czyli ma doświadczenie w takich sprawach.
Roger poradził mi napisać wymówienie i wręczyć im zaraz na początku spotkania co miało zapobiec dyscyplinarnemu zwolnieniu, które miałoby nastąpić chwilę później, a następnie skazie w papierach. Więcej ! Roger sam napisał mi to wymówienie i dokładnie wyjaśnił jak postępować.
Rano więc udałem się na spotkanie z Waynem i powiedziałem, że zanim zaczniemy chciałbym coś powiedzieć. A że jest to bardzo ważne to będę czytał z kartki. I odczytałem:

"Regardless of the outcome of this hearing, I wish to give notice that I will not be returning to work at Courtlands. This is because I feel I have been vicitmised and treated very badly especially as I feel I have done nothing wrong.
I want this to go on record that this is the main reason I have now found other employment where I am sure I will be treated with more regard and consideration that shown by APCOA."

Wayne wyglądał z lekka na zaskoczonego ale dodał, że to dobra decyzja i sam chciał mi to zaproponować.
Jak się okazało w dalszej części przemowy mojego byłego managera, nie chciał on mnie zwalniać a jedynie dać tzw "red warning" czyli ostateczne ostrzeżenie z wpisem do akt. Ja jednak byłem zdecydowany i nie zamierzałem anulować wymówienia. Miałem z resztą załatwioną już inną pracę i jakby wydawała się ona ciekawsza.
Wtedy Wayne dodał, że po kilku miesiącach jak sprawa ucichnie chciałby widzieć mnie z powrotem. I tu poszły banały na temat jak dobrym jestem (byłem) pracownikiem, jak wspaniałą mam osobowość i inne bzdety i że on nie mógł inaczej bo head office... Bla bla bla...Dodał, co ważne, że mogę liczyć na jego pozytywne referencję jeśli będę ich potrzebował. To akurat dobrze bo w UK referencje od poprzedniego pracodawcy są bardzo ważne.
Podaliśmy sobie ręce i po 10 minutach, czyli tyle ile trzeba aby dojechać z Cranford na Hatton Cross zostałem pracownikiem innej wypożyczalni samochodów. Zaiste najkrótsze bezrobocie w mojej karierze !

A tam...
Zaraz na początku dano mi odkurzacz i miałem odkurzyć biuro ! :D Normalnie chciałem się pakować ! Powiedziałem, że nie jestem w tym kraju od tygodnia i jak tak mają wyglądać obowiązki kierowcy to ja spadam.
To się zaczęły nieśmiałe tłumaczenia, że w zasadzie oni sami to robią bo nie mają nikogo do sprzątania i jak ktoś jest wolny to proszą... Fakt, powiedzieli przed odkurzaniem, że nie muszę tego robić ale jeśli bym mógł...No i dalej wyjechali psychologicznie. Za odkurzacz złapała bardzo miła (i ładna) Rumunka i... no przecież nie mogłem jej pozwolić odkurzać ;)
Przy okazji zmieniłem zdanie o Rumunach. Wiecie doskonale jaki jest stereotyp. Żebrak, niedomyty, cygan i w ogóle a w najlepszym wypadku kobieta w ciąży myjąca szyby na skrzyżowaniu. Ja doskonale zdaję sobię sprawę, że nie można tak wszystkich jedną miarą ale jednak w głowie dalej siedzi takie coś... A tutaj niespodzianka, czysta, pachnąca Mikaela z gustownym makijażem i biżuterią i w dodatku wzorowy angielski. No i weź tu nie odkurz !!

Teraz napiszę na czym polega moja nowa, tymczasowa (mam nadzieję) praca. Otóż dostarczam i odbieram samochody od klientów wypożyczalni. Z reguły są to samochody dostawcze i w stu procentach wszystkie nowiutkie. Rejon Londyn i okolice. Jak się okazało wczoraj, okolicą Londynu może być również Manchester.
A dzisiaj rano byłem w Brighton nad morzem. Zajechaliśmy tam około 8 rano i jak się przejechałem po tych wąskich stromych uliczkach gdzie o tej porze nawet parapety kładły cienie na murach to zapragnąłem tam zamieszkać. Zupełnie inne wrażeniej niż poprzednio, kiedy widziałem tylko kamienistą plażę i morze. A dzisiaj...dzisiaj to nawet faceta na rowerze w kasku hokejowym widziałem. I był usprawiedliwiony ! Klimat Brighton chyba nie opiera się na wybrzeżu.
Później kilka tras wewnątrz Londynu i na sam koniec...
Miałem jechać do Slough zawieźć VW Golfa. Drugim samochodem jechał skurczony dziadek. Była już 18-ta więc mieliśmy tylko godzinę do końca pracy. Lekkie podenerwowanie bo korki ale jakoś się za nim ciągnę. Anulujmy to "lekkie podenerwowanie" i zastąpmy bardziej uczciwym "klnę jak cholera". A ten ciągnie przez największe tłumy tym swoim małym polo. Lubi ludzi chyba - myślę. W koncu dojechaliśmy, oddałem samochód i wracamy.
Jedziemy bez słowa. Co chwilę zerkam na niego czy przypadkiem mi nie schodzi ale uspokaja mnie jego rytmiczne kiwanie głową w rytm jakiejś dyskoteki z radia.
Po chwili decyduję się przerwać milczenie bo najwidoczniej wracamy tą samą zakorkowaną drogą. Pytam:
- Wracamy tą samą drogą
- Tak
- Ale tam są straszne korki !
- Co zrobić...
Po chwili dodaje
- znam trochę dłuższą drogę ale bez korków
- jedźmy więc...
I patrzę a on na głównej drodze skręca w przeciwnym kierunku !
Jedziemy, jedziemy i powoli zaczynają mi się dziwne myśli kłębić:
"Zabłądził", "Jedzie po coś do domu", "Trochę dłuższa droga wiedzie przez Szkocję", "Chce mnie zamordować na odludziu !" I tak sobie dla rozrywki (powiedzmy) wkręcałem różne wersje przyszłych wydarzeń.
A dziadek jak wogóle się odzywał to mówił tak woooolno że mi czas zaczął wolniej płynąć i funkcje życiowe ogólnie zwolniły również.
W takim stanie (moim stanie) skręcił w lewo w jakąś w przewąską dróżkę i najpierw zobaczyłem Tamizę na dziko (znaczy nieuregulowaną jak do tej pory) potem domki jak z bajki z wygiętymi w łuk dachami, żywopłoty i pola (i znowu te cienie przy niskim słońcu), stary kościół obrośnięty bluszczem i takie tam cukiereczki. Przestałem żałować, że jeszcze jestem w pracy. Muszę tam wrócić w niedzielę.

I co ? I zobaczymy co dalej. Na razie nie jest źle.
Żebym tak jeszcze miał czas na pstryknięcie kilku fotek w trakcie wycieczek...
Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Czasem musi być źle, żeby mogło być lepiej.

poniedziałek, 28 lipca 2008 19:15
Dzisiaj rano wkurzyłem się całą tą sytuacją dotyczącą mojego zawieszenia i pojechałem do HR-u popędzić towarzystwo. Jak się okazało "kadrowa" Christine (w wolnym tłumaczeniu: Pani Krysia) nic nie wiedziała o żadnych decyzjach i wygląda na to, że Wayne (w wolnym tłumaczeniu: dupek) ściemniał. Krysia momentalnie zadzwoniła do dupka a ten zobowiązał się powiadomić mnie o decyzji jeszcze dzisiaj. No i powiadomił ! Nie powiedział otwarcie co się dzieje tylko zaprosił mnie na następne spotkanie na jutro. Po moich naciskach dodał, że nie jest dobrze ale jest mała szansa, żeby to zmienić. Dla mnie sprawa jest jasna: wyleciałem. Czyli jak to powiedział mój starszy kolega, zasiedziały w Anglii ze 30 lat: "Zwolnili białego sahiba" :)
Mówię Wam, potężna dawka stresu ! Podobno stres związany z utratą pracy jest natężeniem zblizony do stresu powstałego po stracie bliskiej osoby.
Tragicznie było jednak tylko przez jakieś pół godziny. Wiadomość rozeszła szybciej niz podejrzewałem i wkrótce dostałem telefon od kumpla (nie zgadniecie od kogo ! od Fafarafy !) z propozycją pracy w innym miejscu. Wstępnie na dwa tygodnie tylko ale przynajmniej coś jest. Paradoksalnie (moje ulubione słowo jak ostatnio zauważyłem) za większą kasę. Mam nadzieję, że te 2 tygodnie wystarczą aby znaleźć coś stałego. Muszę mieć kasę na piknik paintballowy, który moja grupa autoCADowa organizuje w sierpniu ;)

A poza tym:
1 Zrobiłem przegląd techniczny auta i poza lekko łysymi oponami i złamaną tablicą rejestracyjną nie znaleźli nic więcej. A spodziewałem się całej litanii. Jak się okazuje w UK też można załatwić przegląd na lewo. Wiem, że to niecny proceder ale nie będę przecież kupował nowych opon jak może mi na chleb zabraknąć !
2 Sympatycznie mieszka się z 4 dziewczynami na piętrze ;) Poza kolegą z dołu, który notabene mieszka z małżonką nie ma konkurencji ;)
3 Przez tą całą niemiłą sytuację (mam na myśli zwolnienie a nie mieszkanie z dziewczynami) Lisbon Story wzięło w łeb, Jak nie urok to...wiecie co

Przed sekundą zadzwonił Grzesiu i być może u niego coś się znajdzie. Mam podrzucić CV.
Może więc nie będzie tak strasznie.
Ewelina, wstrzymaj się więc jeszcze z paczkami ale jakby co pisz na Berdyczów ;)

Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

W zawieszeniu

piątek, 25 lipca 2008 18:12
Jak tytuł wskazuje nadal jestem zawieszony. To juz ponad tydzień. Jesli dziś nikt nie zadzwoni z werdyktem to będę miał weekend wolny. Z jednej strony fajnie bo zapowiada się słoneczny a z drugiej strony nie fajnie bo wolałbym już wiedzieć na czym stoję. Najgorsze jest to, że całe to śledztwo jest wybitnie pokazowe. Kontrahent się poskarżył więc należy kogoś ukarać. Ot tak nawet dla przykładu. Mogę dostać "ostateczne ostrzeżenie" lub zostać zwolniony. Uniewinnienia raczej nie przewiduję. W przypadku najgorszego, złożę apelacje i do czasu jej rozpatrzenia będą musieli mi nadal płacić. Niezależnie od finału w poniedziałek postaram się podjechać w jedno lub dwa miejsca gdzie być może będą mnie chcieli.
Cała ironia polega na tym, że były setki momentów kiedy mogli mnie zwolnić ot tak, z miejsca. Za wcześniejsze wychodzenie - wiecie bo opisywałem to kilka razy. Kiedy wyszedłem wcześniej za zgodą superwajzora (sam to nawet zaproponował) to sie rypło :)

A z weselszych rzeczy.
Mając trochę czasu wolnego napisałem w końcu (w końcu ! bo się zbierałem miesiącami do tego) artykuł do gazety na temat jednego ciekawego miejsca. Dodałem parę fotek i wysłałem wszystko do zastępcy naczelnego.
Kiedy już myślałem, że mnie olali dostałem bardzo ale to bardzo sympatycznego maila od samego naczelnego.
Krótko mówiąc artykuł pojawi się za tydzień w "Coolturze"
Muszę tylko podesłać więcej zdjęć bo pięć było za mało :)

To tak króciutko dzisiaj. Żar się z nieba leje i nic się nie chce. Paradoksalnie nawet nie mam ochoty na bronxa nie mówiąc już o obiedzie.
Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Opowiedz mi coś o sobie...

niedziela, 20 lipca 2008 14:15
No i wykrakałem. Zawiesili mnie za wcześniejsze wyjście. Nie mam pojęcia jak to się skończy ale podejrzewam, że będę musiał poszukać innej pracy. Ironia polega na tym, że tym razem wyszedłem za zgodą superwajzora filipino-Riza_któremu_nakopie_za_to_do_dupy. Oczywiście ta skośna gnida wszystkiego się wyparła i oprócz mnie zawieszono jeszcze 2 osoby. O tyle dobrze, że płacą za te dni. Staram się nie stresować i zaraz jadę do takiej ładnej wioski porobić trochę fotek. Choć może powinienem oszczędzać na paliwie...?

W ramach odstresowywania dałem się wczoraj zawlec do klubu. Przyjechał po mnie kolega Tomek i razem pojechaliśmy po Krzyśka. Na miejscu dołączyła do nas Zakręcona Kasia. Na miejscu to znaczy w Acton. Nie pamiętam nazwy klubu. Jakoś Libertine czy Liberte. Zapłaciliśmy piątaka za wszystkich trzech (Kaśka za free) i po szczegółowej kontroli na wypadek posiadania noży, kałasznikowów, butelek z benzyną wpuszczono nas do środka. Dolina. Po 5 minutach wyszliśmy budząc zdziwienie na twarzach bramkarzy.
Pojechaliśmy na Ealing.
Klub nazywał się (i pewnie nadal się tak nazywa) The Boulevard i chyba stanowi ostoję tanecznej polskości. Rodacy stanowili przytłaczającą większość. Nawet udało nam się spotkać znajomych. Krzysiek koleżankę z domu obok, ja, dziewczynę, którą widuję na dzielni a Tomek..Tomek spotkał kolegę z technikum... Kaśka nie miała czasu spotykać znajomych bo tańczyła.
Szczerze mówiąc nie moja była to muza więc podpierałem ścianę popijając Jamesona z colą.
Podszedł do mnie koleś tak mniej więcej głowe wyższy.
Oho ! Będzie mnie bił !
Na szczęście nic z tych rzeczy. Koleś chciał tylko żebym mu sprzedał pigułę. Nie pigułę na twarz tylko taką do zażycia na depresję. Od tej pory zacząłem się zastanawiać czy wyglądam jak dealer.
Przeniosłem się do głównej sali.
Długo nie postałem sam. Podszedł do mnie Murzyn i miękkim głosem powiedział
- powiedz mi coś o sobie
Pomyslałem że go nie zrozumiałem bo takie pytanie nie mieściło się w mojej głowie, więc zdołałem tylko wyrzucić:
- WHAAAAT ???
- No opowiedz mi coś...
Nadal byłem w szoku,
- że co na przykład ??
Chyba zajarzył w tym momencie, że to chyba zły adres. Rzucił szybko ale i z uśmiechem:
- no worries
Poczym się oddalił
Specjalnie nie wiodłem za nim wzrokiem.
I cóż tu pomyśleć w takiej sytuacji ? "Ale mam branie" ?? To juz chyba szczyt ironii. Tyle dziewczyn dookoła a mnie podrywa Murzyn.
Ale to nie koniec. Znowu zmieniłem lokalizację.
Stanąłem sobie na balkonie a dwa schodki pode mną, chwiejąc się na wszystkie strony stał jakiś kolo. W pewnym momencie zauważyłem że gapi się mi prosto w twarz. Łeb zadarty do góry i sie wpatruje jakby mnie znał. odwróciłem się do niego i wzrokiem powiedziałem "czego" ? On odpowiedział coś w rodzaju "co" ?. Wzruszyłem tylko ramionami i skierowałem wzrok na parkiet.
Ale kątem oka widze, że kolo się pnie te dwa stopnie do góry i coś bełkoce.
- what ?
- ws is yrnm
- ?
- wis ya lejm
i tak probował, próbował i już wiedziałem że chce zapytać "what is your name" ale nie miałem ochoty na rozmowę z półprzytomnym gościem więc rzuciłem coś w rodzaju "daj se spokój" i odszedłem. Na szczęście Kaśka przestała tańczyć i dłuższą chwilę pogadałem z kobietą. Prawdziwą.
Później zawinęliśmy sie do domu bo było późno. A raczej wcześnie. Uświadomiłem to sobie kiedy po wejściu do domu zastałem dziewczyny w niedwuznacznej sytuacji !! One pakowały się do pracy !!
Ja sie rozpakowałem i poszedłem spać.

Jak widzicie pomimo muzy z innej bajki nie narzekałem na nudę.
A Londyn nocą (Londyn, a nie to Ciapatowo gdzie mieszkam) jest prze i w ogóle naj.
Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Czy istnieje życie na Marsie ?

środa, 16 lipca 2008 16:53
Dzisiejszy dzień upłynął na właśnie takich rozważaniach. Właściwie to rozważał Filipino-Riz i Sikh Jaswinder.
Riz przeczytał w gazecie, że odkryli wodę na marsie więc stwierdził, że było/jest/będzie tam życie. Ale dodał, że trochę ciężko z tym życiem bo:
Riz: przecież tam nie ma grawitacji
Ja: Jak to nie ma ? Oczywiście, że jest
Riz: Serio ?
Ja: Każda planeta ma jakąś grawitację. Mniejszą lub większą.
Riz: Ale Mars chyba nie ma...
Jas: Chyba nie ma tam też powietrza.
Riz: Chyba nie ma, bo nie ma chmur i warstwy ochronnej (???)
Ja: Musi być jakaś atmosfera. Pewnie ma inne pierwiastki ale coś jest na pewno.
Riz: Jakby była to by kosmonauci nie podskakiwali !
Ja: To chyba na księżycu...
Riz: Tak czy inaczej, w kosmosie.
Ja: To że podskakują to akurat dowód na isnienie grawitacji. ! (zaczynam się denerwować)
Jas: Ale powietrza chyba tam nie ma...
Ja: Może nie ma tlenu ale COŚ jest na pewno
Riz: Jak nie ma powietrza to jak mogą latać samoloty ??

Wyszedłem. Serio mówie, wyszedłem. Z siebie i w ogóle.
Riz jest zdaje się informatykiem z wykształcenia a Jas elektronikiem. Ludzie zdałoby się mający pojęcie...
Nadal jestem w szoku. Może to jakaś próba... ?
Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 094  

I znowu mamy:

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164094
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page