Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tytuł zastępczy

czwartek, 23 czerwca 2011 14:22

 

Czy wy też macie tak, że wychodzicie kupić buty a wracacie z piłeczkami do tenisa ? No strasznie irytujące to jest. Dzisiaj muszę jechać znowu. A może jak założę, że mam kupić piłeczki to wrócę z butami ?


Kontynuując temat zakupów, szarpnąłem się ostatnio i kupiłem czytnik ebooków. Nie byłem wcześniej przekonany do tego typu urządzeń ale kolega mój z podwórka (z tej drugiej strony od balkonu) nagadał nagadał (bo sam ma) i się skusiłem. I muszę powiedzieć, że był to strzał w dychę. Czyta się z tego świetnie bo ekran wygląda zupełnie jak zadrukowana kartka, waży tyle co książka, bateria trzyma podobno miesiąc a dodatkowo można zaprenumerować sobie gazety, które będą ściągane na czytnik automatycznie. Przez tydzień przeczytałem 2 i pół książki. To dwa i pół raza więcej niż przez ostatnie pół roku :)

Nie wiem tylko dlaczego czytając książkę za pomocą tego urządzenia czuję się trochę jakbym oszukiwał :)

 

A teraz piosenka

Bo książki przecież nie wkleję...


 


PS: Uważajcie na promocję w ASDA. 3 wina za 10 funtów. Bardzo zdradliwa. Bardzo.

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

"Ostatni dzień lata"

środa, 15 czerwca 2011 16:38

 

 

Fota z szuflady, zrobiona rok temu ale dzisiaj to miejsce wygląda podobnie ;)

 

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Krótko z Europy Wschodniej

środa, 15 czerwca 2011 1:13

 

Wstałem o 22:30 (jak trudno się przestawić na dzienny tryb życia to nie macie pojęcia) i nie mając innego pomysłu poszedłem sobie po piwo. Wiem, że piwo tak rano to nie bardzo wypada ale było ciemno i mało kto widział. Bo w sumie zanim się zebrałem to było coś koło północy.

Przed samem dwóch kolesi zgiętych w pół, przegrywających nierówną walkę z grawitacją. I tak się bujają i bujają i nagle jeden mówi:

- kurrrwaaa, pojechałbym teraz do Sławka.

 

Strasznie mnie to jakoś rozbawiło, nie wiem dlaczego. Może dlatego że pierwsza moja myśl to: "Ciekawe co Sławek na to" :)

 

Byłem na koncercie parę dni temu. Najpierw Pogodno później Hey. Dni Pruszcza takie. Autochtoni wiedzą o co chodzi. Czasem bywam jak się trafią. A jak jeszcze Budyń (Pogodno) się trafi to nie odpuszczę:


 


 

W planach Paryż i Normandia, że tak odbiegnę od tematu.

Dziękuję za uwagę.


 

 


Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

dEUS, Balthazar i code 46

czwartek, 02 czerwca 2011 4:40

 

Miałem napisać zupełnie o czymś innym ale dzisiejszy event (jak to mawia warszawka i część UK) przyćmił wszystkie inne wydarzenia. Żadna niespodzianka to dla mnie bo od dawna wiedziałem, że przyćmi :)

Otóż, wybrał się dzisiaj ja do innej dzielnicy zupełnie. Półtora godziny metrem, trochę autobusem, trzy przesiadki i takie tam. Daleko ale miałem bardzo ważny powód. Jedna z moich ulubionych grup wokalno-instrumentalnych - dEUS - dawała dzisiaj koncert. Jak zwykle byłem punktualnie. Wiedziałem, że koncert się opóźni, jeszcze zagra support ale co zrobić, takie zboczenie. Byłem punkt siódma pod drzwiami. Ósmy w kolejce jak ten frajer i tak się niektórzy patrzyli na mnie jak na. Oczywiście koncert zaczął się z godzinnym poślizgiem i najpierw zagrał oczywiście support. I po pierwszym kawałku przestałem żałować, że przyszedłem wcześnie. Support nazywał się Balthazar. Też Belgowie tylko nieco młodsi od wujków z dEUSa. Ale dawali nieźle i w podobnym stylu. Bardzo mnie siem podobało. Bardzo :) 

Niestety koncert koncertem a na youtubie znalazłem ich kawałki w mocno uspokojonych wersjach i czar, krótko mówiąć, prysł.

Przyszedł w końcu czas na głownego bohatera eventu (wiecie kto tak mówi ? ;) No i co tu dużo mówić. Odpadłem. Pomijając to że wiedziałem ale to wiedziałem co zagrają pierwsze. I wcale nie jakiś największy przebój tylko coś tam z najstarszej płyty. Normalnie intuicja. A już myślałem, że jestem jej kompletnie pozbawiony :) Reszta materiału była raz bardziej raz mniej znana. Parę zupełnie nowych kawałków i jak już straciłem nadzieję, że zagrają to co ja chciałem to zabisowali i odpadłem poraz drugi. "And that was a moment that we come alive" jak to śpiewa Bob Geldof. Później śpiewa co innego ale to już nie ma jakby związku. Aha zapędziłem się. No zagrali "Suds and Soda" ale z takim wykopem, że słuch odzyskałem dopiero w metrze. Dawno nie miałem TEGO uczucia, że serce bije razem z basem i centralką. Uwaga: nie sile się na sztuczny romantyzm i nie ma w tym żadnej przenośni. Serce w tym przypadku traktowane jest jako zwykły organ podlegający rezonansowi. Taki sam jak żołądek czy wątroba (które też idą w rytm). Kto był na głośnym koncercie to wie o czym mówię :)

Jedno tylko mnie zastanawiało. Czy naprawdę dEUS jest tak popularny w UK żeby zapełnić całą salę ? Fakt nie była największa, około 12x20 metrów ale zawsze... cały czas miałem wrażenie, że znalazłem się sam wśród kiluset belgijskich wafli.

Chyba nie muszę pisać, że czuje się spełniony w pewnym, niewielkim, sensie. Kolejne małe marzenie odfajkowane :)

I widziałem ich wszystkich z odległości pięciu metrów. Widziałem jak mają ustawione gitary i które struny szarpią. I jak tu nie lubić koncertów.

 

Piszczy mi w uszach


Jako ciekawostkę dodam, że płyta tego zespołu była moją pierwszą płytą CD, którą kupiłem. Pamiętam jak dziś ten deszczowy maj 1996 roku :)). Do płyty dokupiłem odtwarzacz CD (na wzmacniacz i kolumny czekałem jeszcze z rok :)

Dobra starczy. Zzzziut i wracamy na ziemię.

 

Oglądam film

Code 46 z 2003 roku, reżyseria M. Winterbottom. Reżysera pamiętałem z dwóch filmów. "24 hour party people" i "9 songs" Oba w sumie niezłe. Pierwszy traktował o tzw "manchesterze" w muzyce i z racji tematu bronił się sam. Drugi to właściwie film niemal pornograficzny ale z głębszym przekazem. Hah a jednak może być coś takiego. Sceny, które wybiegają daleko poza erotykę przeplatane są świetną muzą (nota bene z koncertów) do tego mamy całkiem nietanią fabułę. No dobra ale jak zwykle ja nie o tym.

Code 46. Film trochę przpominający "Lost in translation" i "Mammoth". Taki klimat leniwo nostalgiczny. Wczoraj zacząłem oglądać i w połowie wymiękłem :) Pogubiłem się co i jak. Wszystko było okej do pewnego momentu. Potem jak zaczęli wtrącać hiszpańskie słowka to straciłem wątek. Niby taki nowy język bo akcja dzieje się w bardzo niedalekiej przyszłości. Bez kosmolotów i robotów - chodzi o sam system. Nacje pomieszane itp

Ściągnąłem napisy

:)

 

Aha (kurde jak mi ciężko się jest trzymać tematu). Muza w tym filmie powala !! Mnie powala co nie znaczy, że Was też musi. Ale spróbować można ;)

Freak Power (późniejszy Fatboy Slim):

 

 

I to tyle na dzisiaj bo się widno robi.


 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 042  

I znowu mamy:

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164042
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page