Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Środa i tyle

środa, 30 czerwca 2010 14:44
Właśnie odkryłem w jednym rogu sufitu komara (samca) a w drugim pająka (nie chciał powiedzieć). Wyglądają razem jak na dużym białym ringu. Pająk to taki z cienkimi nóżkami i bardzo przypomina komara. Ta sama waga.
Poczekam na rozwój sytuacji.

Siedzę któryś już z kolei dzień w domu. Straciłem rachubę. Oglądam filmy, słucham muzy i buszuję po necie szukając ciekawych wycieczek na wrzesień. Muszę pojechać po jakieś zakupy bo wychodzi na to, że więcej jedzenia mam w klawiaturze niż w lodówce. Muszę też odkurzyć, zrobić pranie i umyć szklanki. Trochę jest do zrobienia a tak mi się nie chce.


Powyżej latarnia morska ;) Z szuflady oczywiście.

PS:

Wstawiłem już pranie, umyłem szklanki i kupiłem jedzenie to teraz idę sobie jakiś film obejrzeć.


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Croydon by night

poniedziałek, 28 czerwca 2010 20:51


Weszło właściwie już do tradycji,że co jakiś czas ląduję u znajomego w Croydon w południowym Londynie, jakieś fyfnaście mil ode mnie. Odległość może nie za wielka ale podróż przez miasto zajmuje koło godziny. Niezależnie od pory dnia czy nocy. Właściwie tylko nocy bo zazwyczaj wyruszamy przed północą. W dzień wszyscy pracują i w Croydon nie ma żywego ducha. Tak sobie to przynajmniej wyobrażam ;)
Wczoraj więc wyruszyliśmy o dwunastej w pół do. Drogą inną niz zwykle, tak dla urozmaicenia. Tym razem prowadził Mój Mały Współlokator-chwilowo mieszkający u Fafarafy. Dzięki temu Prezes i ja, nieobarczeni obowiązkami, mogliśmy oddać się procesowi stopniowego upodlania. Taka kameralna impreza w drodze. Nie powinienem może pisać o tym na blogu ale kto w życiu nie wypił drinka niechaj pierwszy rzuci kamień. Pierwsze drinki wynieśliśmy wprost z domu Prezesa. Następne zawdzięczamy otwartemu do 13:00 w nocy sklepowi z hinduską obsługą. Nagle podczas jazdy, kiedy przyszła nam ochota na następnego drina okazało się, że nie mamy swoich szklanek ! Cudownie wyparowały. Przyjąłem tą sytuację dość chłodno. Nie ma to nie ma, ale Prezes wpadł w panikę. STOP STOP - krzyczał. No i zatrzymaliśmy się. Prezes wysiadł z auta, sięgnął na dach i po chwili mieliśmy swoje szkło ;) Show must go on - powiadają ;)
Powrót też był ciekawy. Jakimś cudem dwa razy przejachaliśmy przez to samo Kingston w półgodzinnym odstępie. A kierowca przecież nie pił.

W pracy ostatnio fajniej niż zwykle. Mamy nowego managera imieniem Harpreet. Jego imię od razu skojarzyło mi się z czymś innym i mam bekę jak mówię do niego Heart Beat a on myśli że to akcent ;) Mam nadzieję, że tak myśli., żebym tylko nie przegiął ;)
Oprócz tego, mamy w drużynie kobietę - Kashmira jej dali. Nie powiem na chrzcie bo ona wierzy w słonie, krowy itp. W każdym razie ostatnio na mocy niepisanej umowy ja jej pozwalam iść godzinę wcześniej do domu a ona na drugi dzień przynosi nam pyszne hinduskie żarcie na obiad :) Niezły deal no nie ? :)

Anglia przegrała z Niemcami. Tak jak nie przepadam za Niemcami tak się cieszyłem. W końcu 50% goli padło z polskich nóg :) No i angielska niezłomna duma została lekko nadszarpnięta. Gooood ;) To reakcja na to, że do drużyny narodowej nie wzięli nikogo z Arsenala ;)

No i stopniowo dochodzimy do muzyki. Chemical Brothers wydali znakomity moim zdaniem album - "Further". Leci u mnie non stop ale na uwagę zasługuje również Gorillaz. "Plastic Beach" Zwłaszcza kawałek "Melancholy hill" który mam przyjemność tu umieścić.
mam nadzieję, bez  żadnych konsekwencji prawnych...



 

Muzyczka jak z lat 80-tych ale coś w tym jest. I słowa. Genialne w swojej prostocie :)

Idę na fajkę.

 

 


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Gumę we włosach potargał wiatr...

wtorek, 22 czerwca 2010 20:03

Pierwszy prawdziwie wolny dzień po powrocie właśnie mam. Nie powiem, ciekawy.
Rano powlokłem się aż na Wembley po śrubę do zlewu oleju, którą zamówiłem wcześniej na ibeju.  Śruba już była u mnie tydzień temu ale mnie nie zastała więc sam się musiałem pofatygować do spedytora po odbiór. Kawał drogi ode mnie. ze 45 minut jazdy samochodem przez miasto. Dobrze, że korków nie było. Trochę się zdziwiłem, kiedy mi powiedziano, że nie mogę odebrać przesyłki bo nie jest przygotowana.
- No to gdzie jest ? - Pytam
- No tutaj na magazynie.
- To czemu mi nie możecie jej wydać ?
- Bo nie jest przygotowana...
No nie wiedziałem co o tym myśleć normalnie. Może te przesyłki obwiązują kokardkami i obsypują polnym kwieciem do wydania ??
No nic, powiedziałem, że będę w poniedziałek i kląc pod nosem, w upale, pojechałem do fryzjera.

A u fryzjera następny abstrakcyjny dialog.
Już pod koniec "zabiegu" śliczna blondynka imieniem Renia zadaje mi takie pytanie:
- Mam panu coś nalożyć ?
- ??? Co na przykład ?
Od razu pomyślałem o czapce czy jakimś berecie :) ale jej odpowiedź przeszła wszelkie moje domysły.
- Mogę panu nałozyć gumę.
- Cooo ? - Normalnie zdębiałem ależ bezpośrednia dziewczyna ;)
- No gumę. Może być też żel albo wosk ale guma lepiej trzyma i nie wysusza włosów.
- ...aha...To ja może jednak poproszę odrobinę żelu... :D
Przeszła mi cała złość na spedytora, a Reni dałem większy niż zwykle napiwek :)

A jeszcze przypomniała mi się sytuacja, która miała miejsce kilka dni temu w pracy. Na 15 minut pod koniec zmiany dzwoni służbowa komórka. Już mi się nie chce odbierać bo to raz, że koniec zmiany a dwa, że dzwonią z Terminala 1. No i tak dzwoni....
W międzyczasie jak dzwoni to szybko przybliże skład załogi Terminala 1. Caroline lat 60+ stylizowane na mocne 40 - recepcjonistka. Mahmood lat 60+ kierowca oraz Steven co to ma na imię Rajendran lat 36 - również kierowca.
....komóra nadal dzwoni więc w końcu odbieram
Caroline: BARTEK ! Ja idę do domu. Pakuję się i idę do domu !!
Ja: Jak do domu ? przecież kończysz o 21:30.
Caroline: Idę do domu bo ja nie mogę z nimi pracować. Oni mnie przezywają i mówią, że jestem leniwa !!
Normalnie wszystkiego się spodziewałem ale nie tego, że mi się emeryci pobiją jak dzieci w piaskownicy !
A ze Stevenem parę chwil później chciałem porozmawiać i co usłyszałem ?
- Aaa bo ona gra na komputerze w karty !!!
No bez jaj, ręce opadają.
Dodając do tego prawdziwą bójkę między pracownikami w którą włączono policję i pogotowie oraz połamany spojler w Aston Martinie to był na prawdę ciekawy weekend :)
Na koniec zdałem cały ten burdel "temu co po mnie, a zowią go Allen" i wyluzowany i uśmiechnięty odjechałem w stronę zachodzącego słońca :)

A teraz coś z kolorowej szuflady:


 

Łeba - wydmy. Fotkę przypłaciłem remontem aparatu bo szalejący piasek dostawał się wszędzie. Za naprawę zapłaciłem pudełkiem ptasiego mleczka :) Oj dobrze było mieć znajomości ;) Następnym razem opowiem jak tymbarkiem zalałem służbowego laptopa ;)

I pieśń na dziś. Dawno to za mną chodzi i nie jestem pewien czy już nie wstawiłem jej kiedyś. No nic, najwyżej powtórzę.

 


 


 



"Just tell me nothing's wrong today..."

I o to chodzi :)

Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Czy leci z nami pilot ?

poniedziałek, 14 czerwca 2010 23:02

W ogóle to tak: wylądowałem dzisiaj na spalonej słońcem UK-raińskiej ziemi i poczułem się jakbym wrócił tu za karę. Nasunęła mi się jakaś dziwna refleksja typu "czteroletniej podróży część dalsza" Bo wiecie, w domu to w domu no nie ?
A jeszcze w piątek zrobiliśmy sobie powtórkę ze starych czasów. Od pubu do klubu i nocnym do domu :) Byli kumple i kumpele, był dżez i wściekłe zwierzęta a na koniec strzeliliśmy kebaba przy Sobieskim-Na-Koniu.

A tutaj ? Na dzień dobry znalazłem dwa mandaty za szybą i King Kong już nadbiegał, żeby wypisać trzeci. Własną piersią chciałem zasłaniać tablicę rejestracyjną ale on juz chyba znał ją na pamięć. Na szczęście po krótkiej dyskusji obyło się bez dramatu.
Tak czy inaczej mam ogromny niesmak bo: raz, że sąsiedzi podkablowali, że zaparkowałem "za bardzo" na chodniku. No faktycznie ciężko byłoby przejść z wózkiem ale żeby od razu kablować ? A dwa, że dostałem oba za to samo przewinienie dzień po dniu. Nie ruszyłem auta, bo jak niby miałem to zrobić będąc w PL ? No to chyba jak raz zaparkowałem i zostałem ukarany to jakim prawem ukarali mnie jeszcze raz za to samo co wczoraj ? Promocja ?? A może poprawiny jakieś ?? Ech, nic, pojadę do urzędu i będę się kłócił. Jest o co bo za oba mam zapłacić dwie stówy ! A za dwie stówy, moi drodzy, to mam tygodniową wycieczkę na Kretę albo niezły weekend w Paryżu na przykład :/  Szczęściem w nieszczęściu jest to, że jeśli się spręże i zapłacę w ciągu kilku dni to mi zredukują karę o połowę.

Za to lot był dość ciekawy. Nad Anglią samolot wpadł w turbulencje i zaczął spadać :)
Tak krótko, sekundę może spadał ale policzcie sobie "sto-dwadzieścia-jeden" umiarkowanym tempem to zobaczycie ile to jest sekunda :) W każdym razie wystarczyło, żeby ci z najlepszym refleksem wydarli się w niebogłosy. A mi się zrobiło tak lekko, nieważko prawie, że niemal parsknąłem śmiechem z uciechy jak na kolejce górskiej. A uśmiech z twarzy nie schodził do samego lądowania. Mówię Wam - beka :)
I ta moja reakcja mnie trochę zastanowiła bo pomimo kilkudziesięciu lotów za mną nadal z reguły czuję się tam w górze lekko nieswojo.


Zdjęć nie będzie ale przypomniał mi się kawałek. Smacznego :)


 

 


Podziel się

komentarze (21) | dodaj komentarz

Szuflandia

czwartek, 10 czerwca 2010 13:21
Jak już wspomniałem w ostatnich komentarzach, dostęp do netu mam nieco utrudniony. W tej chwili piszę z kompem pomiędzy suszarką a lodówką bo z parapetu zasięg również znikł.
Ostatnie dni spędzam w domu pomimo, że upał na zewnątrz. Trzeba trochę odpocząć od imprez bo jutro już weekend i powtórka z rozrywki. Siostra pożyczyła ode mnie rower i nie oddała  #$%^&& !! Poszedł bym z chęcią choć znowu bark nap....la. To chyba jeszcze echa upadku z okna. Będę leczył jak wrócę do UK :)
Tym czasem zainspirowany zdjęciami z szuflady koleżanki AgLi oraz jej stwierdzeniem o morzu i krwi ;) Postanowiłem wrzucić kilka starych fotek na ten temat. Nie wszystkie morskie.
Jak to:


 

To taka moja swobodna ekspresja na temat Parku Oliwskiego. Zawsze podobało mi się ziarno w tradycyjnej fotografii. Czemu by nie zaszumić lekko cyfrowej ? ;)

 

Poniżej poranek w Darłówku:

 

 

 

Guliwer w Brzeźnie :)

 

 

Oraz ostatnie, do którego mam pewien sentyment. Już niedługo nie będzie takich łodzi na Bałtyku. Te też kończą juz swój żywot:

 

 

To była szuflada czarno-biała. Mam jeszcze kolorową ;)


To jak ostatnio podpatrzyłem w wywiadzie z Zofią Czerwińską:

NACZEPA

(czyli Nara, Czesc i Pa w jednym ;)

 


Podziel się

komentarze (14) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 040  

I znowu mamy:

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164040
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page