Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Co Mi Zrobisz Jak Mnie Złapiesz

czwartek, 29 czerwca 2006 1:02

Sponsorem notki jest "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" S.Barei

 

 

"- Ja to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony, bo golę sie wieczorem. Śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
- No ubierasz się pan.
- W płaszcz jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu ? Do PKS mam pięć kilometry. O czwartej za piętnaście jest pekaes.
- I zdąża pan ?
- Nie, ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i się nie zatrzymuje. Przystanek idę do mleczarni. To jest godzinka. Potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie wysiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w elektryczny do Stadionu a potem to już mam z górki, bo tak...w 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, to znaczy w robocie. I jest za piętnaście siódma ! To jeszcze mam kwadrans. To sobie obiad jem w bufecie, to po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść tylko prosto do domu. I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się. Jem śniadanie i idę spać."
 
Nic dodać nic ująć :) Przez pierwsze kilka dni tak miałem. Chyba pobiłem rekord życiowy - 15 godzin pracy.
Teraz jest trochę spokoju ale weekend zbliża się wielkimi krokami i znowu fuckin' turyści zaczną wypożyczać samochody...

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Lucky Man

piątek, 23 czerwca 2006 22:41

Sponsorem notki jest The Verve "Lucky man"

 

Tydzień temu dostałem z agencji propozycję pracy na Heathrow jako naziemna obsługa lotniska.

Praca miała swoje zalety i wady. Z jednej strony bezpłatne przeloty liniami United Airlines. Z drugiej - 12 godzinny dzień pracy i okresowe testy na trawę ;))))

Przeszedłem wszystkie etapy kwalifikacji (a etapów było 4 (słownie: cztery)) iii......nie dostałem tej roboty :) Pewnie przez tą masę angoli, która również startowała a która było-nie-było język znała lepiej.

Ale nic to ! Przemiła Joasia z tej samej agencji załatwiła mi tymczasową pracę w biurze. Znaczy miałem pomalować to biuro ;P. Niezła kasa i robota miła tylko dojazd 3 autobusami i 2 mile piechotą. Co ciekawe w trakcie kiedy malowałem te pomieszczenia, przychodzilo dwóch moich zwierzchników na zmiane i mnie chwalili :D. Za pierwszym razem o mało się nie popłakałem jak usłyszałem "You're doing fuckin' good work". Nic tak nie motywuje jak takie teksty ! Żeby jeszcze nasi "kerownicy" mieli tego świadomość. Także ludzie z biura podchodzili pytali się jak się czuję, jak mi się pracuje i takie tam inne różne. Wyobrażacie sobie jak w Polsce podchodzi biurwa (z uśmiechem)  do malarza w poplamionych farbą ciuchach i nawiązuje rozmowe ?? Ja jakoś wyobrazić sobie tego nie potrafię...

Tą sielankę przerwała wiadomość, że czeka na mnie STAŁA PRACA w wypożyczalni samochodów. Manager od malowania był niepocieszony a wzajemnym podziękowaniom oraz uprzejmościom nie było końca. 

 

Dzisiaj zacząłem prace w Autoclenz.

CDN...


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Tchu Mi Brak

poniedziałek, 19 czerwca 2006 21:33

Sponsorem dzisiejszej notki są Pustki "Tchu mi brak"

Notka z przed około tygodnia...

 

Długo nie pisałem bo szczerze mówiąc nie miałem ani nastroju ani czasu :) 

Drukowanie ulotek jak się okazuje trochę trwa a z czegoś żyć trzeba. Namówiony i skuszony opowieściami o samościnających piłach łańcuchowych dałem się namówić Jamesowi na kontynuację pracy w ogródku. Miałem ściąć jedynie 3 drzewka. Poszedłem na 10-tą i zacząłem od sprzątania ogródka przy biurze A&J. Ci syfiarze nie wyrzucali skoszonej trawy chyba od zimy. Trawa oczywiście już dawno zgniła popakowana w foliowe worki. Trudno z resztą jej się dziwić, ja bym zgnił ze 3 razy w tym czasie. W każdym razie w momencie kiedy podniosłem pierwszy worek uniósł się taki fetor że rzuciło mnie na płot z odruchami wymiotnymi. Ale nic to jakoś dałem radę powrzucać to wszystko na vana i rozładować na wysypisku.

Potem pojechałem do ogródka. Był w lepszym stanie niż ostatni ale zamiast 2-3 drzewek było trochę więcej w tym troj-konarowa stara grusza i 3 metrowej wysokości i na 2 metry gruby żywopłot. Chyba nie muszę pisać że były tam też tryfidy strzelające kolcami. Co tu dużo opowiadać... Po 4-5 godzinach było po ptakach bo na tych baobabach zarżnąłem piłę łańcuchową. 

Następne dwa dni jechałem jak zwykle sekatorem i piłką modelarską.

W  między czasie skosiłem kilka innych ogródków w tym nasz i dostałem od jakiegoś gościa kompletny komputer. Komputer nadal znajduje się w vanie Jamesa... chyba mi pozazdrościł... podejrzewam, że już go nie odzyskam...

 

 

 


Podziel się

komentarze (0) | dodaj komentarz

2000 Miles

poniedziałek, 05 czerwca 2006 15:24

Sponsorem dzisiejszej notki jest Pretenders „2000 miles”

Notka jest z 02.06.2006
 
Zacznę od ogródka. Poszedłem do tej roboty i na drugi dzień i na trzeci i na czwarty i jak już myślałem, że zaczynam to ogarniać i że najtrudniejsze za mną to kazali mi wykopywać z ziemi korzenie drzew ! Dokładnie pamiętam co sobie wtedy pomyślałem, a pomyślałem sobie „O FUCK !!” (to po angielsku ;) ). Wku@#$ło mnie to strasznie bo zatrudniałem się jako ogrodnik a nie katastrofa tunguska !
Wieczorem ściemniłem, że mam naderwane ścięgno przez ich tępe narzędzia i powiedziałem że jutro (tzn dzisiaj) zadecyduje co dalej.
Dzisiaj rano wyszedłem więc do Ashley-Sam & James, żeby zakomunikować im że mogą mnie wiecie co i wiecie gdzie bo ja ich mam właśnie tam. Niestety nie dojechałem do nich bo coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć do agencji nieruchomości przy przystanku. Zapytałem ciapatego czy może mają jakieś ulotki do rozniesienia. Mieli – 2 tysiące. Dostałem tysiąc na początek i mapkę z zaznaczonymi ulicami. 5 godzin i było po zawodach. Ciapaty był w szoku J. Okazało się, że Czarny Aaron (szef) sprawdził czy je roznoszę. Na koniec pochwalili mnie, wypłacili dniówkę i zapytali czy dam radę trochę dla nich popracować bo właśnie zamówili 15 tysięcy ulotek. No i Gut !
Pojechałem w końcu do Ashley-Sam. Naściemniałem im o mojej chorej ręce i co ciekawe zmartwili się szczerze i to nie ogródkiem ale moim zdrowiem. Natychmiast zaczęli szukać mi innej roboty. I tak od poniedziałku robie kompa dla Ashley-Sam, później będę kosił (mam nadzieję, że kosiarką a nie kilofem) trawę w naszym ogródku a w międzyczasie mam jeździć z Kayem po imprezach i filmować wszystko co się rusza. Za ogródek mi zapłacą.

No więc nałaziłem się dzisiaj trochę a jutro powtórka w innym rejonie ale to dobrze bo kasy troche wpadnie.

 

Jestesmy tu juz 22 dni.


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Perfect Day

poniedziałek, 05 czerwca 2006 15:22

Sponsorem notki jest Lou Reed „Perfect Day” – w wersji various artists

Notka jest z 28.05.2006


  
Kojarzy ktoś teledysk ? Wielki piękny ogród, w którym various artists się przechadzają i śpiewają na zmianę. Od dzisiaj nienawidzę ogrodów.
Wczoraj pojechaliśmy zapłacić za chatę do Ashley (taka jedna ciapata co nam wynajmuje). Pogadałem z nią chwilę na temat czynszu, że nie mam roboty, niech mi bierze czynsz z depozytu i takie tam. No i się zaczęło wypytywanie: co potrafię robić i gdzie chcę pracować bo ona mi załatwi robotę. Po gadce wyszedłem od niej i za 15 min telefon: Bart (angole nie mogą wymowic Bartek !!) come back quickly i have job for you  (czy coś w tym sensie). Okazało się, że jest robota w ogrodzie na 4-5 dni. Od jutra tzn. od dzisiaj tzn. od niedzieli. Byłem szczęśliwy dopóki nie zobaczyłem ogrodu i narzędzi. Ogród wypisz wymaluj Kambodża ’68. Przysiągłbym, że widziałem przemykających żołnierzy vietcongu.
Miałem wykarczować część tej Kambodży. Najmilszymi roślinami które tam zobaczyłem były pokrzywy. Reszta to jakieś drapieżne tryfidy strzelające kolcami. Wśród tych krzadyli odkryłem z 5 materaców (same sprężyny) spory kawał czegoś co kiedyś było płotem, kilka sporych pieńków, kubeczek, piłeczkę, puszki po piwie, kosz na śmieci i pojemniki po jakimś ciapatym żarciu. Dodatkowo krzaki tak się zintegrowały z materacami, że nie wiedziałem od czego zacząć. Z narzędzi do dyspozycji miałem tępy wyginający się sekator, piłę do cięcia listewek, siekierę która może kiedyś nią była – teraz bardziej przypominała młotek oraz 7 kilowy kilof. Oprócz kilofa wszystke narzędzia były do dupy. Więc ciąłem te krzadyle kilofem. Po 6 godzinach ledwo podnosiłem go nad głowę. Aha ! Rano powiedziałem ciapatemu Kayowi żeby mi kupił jakieś rękawice to idiota przyniósł mi ręcznik z samochodu. Że niby nie ma gdzie kupić bo niedziela i żebym tym owijał ręce !!  Ale to taki typ człowieka. Wiózł mnie kabrioletem, puszczał na ¾ mocy ciapate przyśpiewki i pół drogi opowiadał o swoich 3 dziewczynach. Jak zapytałem czy mu się imiona nie mylą to powiedział że nie bo do wszystkich mówi „baby” J.. Erotoman-gawędziarz.
Teraz sobie siedzę (w sumie nie tak „sobie” bo ledwo trzymam głowę w pionie) i się zastanawiam: iść jutro do tej roboty czy nie…

Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 061  

I znowu mamy:

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164061
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page