Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Organki

poniedziałek, 16 maja 2011 11:01

 

No, bo to było tak !

Czesław wygrał organki na ebayu. Takie spore. Zbyt spore na wysyłkę więc trzeba było po nie pojechać. Podstawowy plan na sobotę ułożył się sam: Portsmouth a później się zobaczy jak z czasem.

I jak to zwykle w życiu bywa wsiedli i pojechali. Byli sporo przed czasem to i śniadanie na miejscu zjedli.

Później nadszedł organista i nastąpiło uroczyste przekazanie klawiszów w Czesławskie ręce. Właściwie w bagażnik. Ledwo się zmieściły.

No i nastąpił dość częsty dylemat: dokąd teraz ?

W lewo

No i jakimś cudem, raczej przez przypadek dotarliśmy do starego Portsmouth

 

 

 

Następnie telefon w rękę, mapy plus google, tyryryt tyryryt. Netley Abbey wypadło. XIII wieczne opactwo Cystersów. To jedziemy.

Pojechali i dojechali:

 

 

 

 

Świetne ruiny opactwa. Najlepsze jakie do tej pory zwiedzałem. Chyba staję się fanem ruin opactw :)

Połazili połazili i gdzie teraz ? 70 mil na północ są kamienne kręgi w Avebury, to może tam ? No to jedziemy.

Zaraz za zakrętem brązowy znak (tak się oznacza zabytki w tym kraju) Old Sarum Castle. Ostre hamowanie i zjazd. Na miejscu zastaliśmy wielki kopiec za fosą i trochę kamieni. Łeee lepiej przejdziemy się po okolicy.

 

 

Po półgodzinie wyjazd i dalej w drogę. Minęliśmy po lewej Stonehenge i dojechaliśmy do Avebury.

 

 

 

Wyczytałem w Wikipedii, że kręgi powstały około roku 2600 p.n.e. i początkowo liczyły 100 kamieni. Ostało się tylko 27. Cel powstania kręgów nie jest do końca jasny. Właściwie wcale nie jest jasny. Jakieś mętne hipotezy o rytuałach i kosmitach.

A poniżej obrazek z miejsca gdzie współcześnie odbywają się rytuały:

 

 

W Avebury wstąpiliśmy do toalety publicznej a krótko po nas wbiegł angol z krzykiem na ustach. W trakcie "czynności" darł się ooouuu yeeah i keep going, keep going !! Najpierw uciekł Czesław a ja za nim :)

I to tyle wycieczki. Potem już tylko autostrada, KFC oraz kanapa i telewizor czyli powrót do normalnego życia ;)

 


Podziel się

komentarze (19) | dodaj komentarz

Film i piosenka

poniedziałek, 09 maja 2011 17:29

 

Trafiłem ostatnio na wzmiankę o miasteczku w Hiszpanii. Właściwie to ruiny miasta pozostałe po jednej z bitew wojny domowej (1936-39). Nigdy go nie odbudowano i pozostawiono jako pomnik. Fajny temat na wycieczkę tak sobie pomyślałem ale na pewno w większej grupie. Wiecie, duchy, upiory zabłąkane pociski itp. itd. Pomimo to chyba dodam do listy. Miejsce nazywa się Belchite i leży niedaleko Saragossy, gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć jak wygląda to proszę kliknąć poniżej. Po hiszpańsku ale co to komu przeszkadza ;)

 

 

Trzeba coś robić bo mnie leń ogarnia. Ostatnie 2-3 tygodnie prawie non-stop świeci słońce, temperatury tropikalne, nic się nie chce. Mam wyrzuty sumienia, że taka piękna pogoda się marnuje ale co zrobię jak się nie chce ;) Wczoraj się zmusiłem do tenisa. To znaczy nie do końca. Zmusiłem się, żeby puścić smsa do kumpla o treści: "tenis ?" i przez te kilka chwil zanim otrzymałem odpowiedź naprawdę się nakręciłem. Co z tego jak odpowiedź brzmiała: "nie mogę. Man Utd gra z Chelsea o 16"

No to zrobiłem nową składankę i pojechałem na Ealing. Samochód mi się tak zagrzał, że aż dym poleciał spod maski. Po jej otwarciu okazało się, że ostatnim razem jak uzupełniałem płyn, nie zakręciłem korka od zbiorniczka i parowało z otwartego. A korek leżał sobie luzem obok. Pojęcia nie mam dlaczego nie spadł a jeździłem tak kilka tygodni :)

 

W domu zamieszkała nowa lokatorka. Na jakichś dziwnych zasadach. Pod koniec kwietnia Mały obiecał koledze, że ją przenocuje przez 3 dni. Podobno rozstała się z chłopakiem i nie miała się gdzie podziać. Po 3 dniach poleciała do Polski, po następnych 4 wróciła na 2 dni i się wyprowadziła.  Myślałem, że na dobre ale po następnych kilku dniach wróciła z powrotem. I tak juz mieszka z tydzień w salonie i nikt nic nie wie :)

Ale niech sobie mieszka póki co. Nie będziemy poruszać drażliwego (zapewne) tematu bo ma jedną wielką zaletę. SPRZĄTA :))

 

Przypomiało mi się coś z pracy ale nie pamiętam czy o tym opowiadałem. Jeśli tak to wybaczcie.

Jakiś czas temu kończyłem zmianę. Jak zwykle koło siódmej wchodzi zaspany Boogie.

Cześć, hał ar ju itp

Chwila rozmowy, jak terminale, ile ludzi, bizi czy nie bizi i na koniec, jak zwykle, cześć si ju lejta.

I Boogie wychodzi...

?????????

Za sekundę wraca.

- sorry myślałem, że to ja kończę...

 

I na koniec piosenka, bo to Belchite trochę jednak przygnębia.

Słuchać głośno. Bardzo, bardzo głośno.

 

 

I co ? Od razu lepiej no nie ? ;)

 


Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 049  

I znowu mamy:

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164049
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page