Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Taka ogólnie senna pogoda ;)

poniedziałek, 31 maja 2010 14:21

 

Kolo kimnął się pół godzinki i poszedł dalej.


A my wieczorem tup tup tup do ulubionego pubu. Wierzcie lub nie ale nawet nie wiem jak sie ten pub nazywa. Zaraz na początku Szerokiej boczna w lewo. Duży wybór piw mają. Ma ktoś jakiś pomysł jak się nazywa to miejsce ? Co ciekawe chodzimy tam regularnie od ponad roku i zawsze jak się umawiamy to pada: "tam gdzie zawsze" albo "tam gdzie ostatnio". Kiedyś chodziliśmy do Degustatorni ale to na końcu świata jest i według mnie nie ma klimatu. A tutaj zawsze leci dobra muza i barmanki czytają książki :) Przemiłe dziewczęta nota bene. Nawet nie trzeba specjalnie bajerzyć, żeby dostać studencką zniżkę na bro ;)

I właśnie tam, wczoraj poznaliśmy kanadyjsko-polską parę w średnim wieku. Oboje byli zaskoczeni, że wszyscy (a było nas trzech) mówimy w lengłydżu. A my byliśmy zaskoczeni, że oni byli zaskoczeni. No i zrobił się angielski wieczór. Nie dadzą odpocząć nawet na urlopie ;)

 

Bebe nagrał mi ostatni album niejakiego The National. Dobra równa płyta choć w klimacie zupełnie innym niż poprzednie.

Innym wcale nie znaczy gorszym. Pozwólcie, że zarzucę bo łazi to za mną od wczoraj :)


 

 

 

Przyjemne no nie ? W sam raz na dzisiejszą pogodę.

 

 


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

Podróż sentymentalna

sobota, 29 maja 2010 18:26
No, dotarłem na koncert.
Całkiem sprawnie nawet i na czas.
Spotkałem Abę przy Mc Donaldsie i po krótkim rozpoznaniu sytuacji zadecydowaliśmy zgodnie: idziemy do pubu. Kolejka bowiem zakręcała się 800 razy w lewo i 800 razy w prawo. Posłuchaliśmy trochę Buldoga przez płot, w tramwaj i do Scruffiego O'Briana - a kiedyś był Murphy. Czemu zmienili ? Po piwie więc i dalej...
Z koncertu więc zrobiła się mała podróż po Wrzeszczu z końcówką w XL Burger gdzie koło 2:00 zjedliśmy wczesne śniadanie.
Tak posileni pokonaliśmy na piechotę trasę z Wrzeszcza do rogatek Brzeźna gdzie się rozstaliśmy.
I wtedy wszedłem w swoją starą dzielnicę, zieloną jak nigdy i ciemną jak nigdy. Przeszedłem specjalnie ulicami, gdzie nie byłem ze sto lat. Minąłem wysoki blok gdzie 20 lat temu "od twoich listów pachniało w sieni" oraz sklep tzw "Rzeźnik" w którym obecnie jest salon masażu i fryzjer. Przeszedłem ulicą, którą kiedyś chadzałem o różnych porach dnia i nocy. Skręciłem obok burdelu Trocadero, który teraz dla niepoznaki nazwali Reflexem i doszedłem do supersamu czynnego całą dobę gdzie mogłem zaopatrzyć się w "recovery pack" na rano. Było po 3:00
Dzisiaj jednak odpuszczę Bieliznę - nie pójdę. Narzeczona tapicera będzie musiała poczekać.
Jutro mi się znowu coś szykuje. Ratunkuuuuu !!

Tym czasem dzisiaj, specjalnie dla sąsiadki, bo marudziła, poszedłem sfocić morze. Pogoda ładna i tego tam.

 



 

Wiem, horyzont mi się wali na pierwszym zdjęciu ale przysięgam tak się walił jak już robiłem tą fotę ;)

Mam chytry plan żeby nie zgnuśnieć w wakacje ale o tym kiedy indziej ;)

Molim Was wszystkich krucha


Podziel się

komentarze (4) | dodaj komentarz

Koncertowo

piątek, 28 maja 2010 10:00
Trzeci dzień w domu i coś już bym porobił. Oprócz codziennych zakupów. Mam co prawda książkę i to nie chudą ale jakoś się nie mogę zebrać. Dziwne to trochę zważywszy, że na jej zakup czekałem kilka miesięcy.

Dzisiaj jest już ładnie, słońce świeci i inne takie wzmacniacze pogodowe też są wyczuwalne. Generalnie widzialność dobra, pułap czterysta.
A wczoraj jeszcze było dość pochmurnie:


 

 

Dzisiaj koncert Kult. Buldoga chyba sobie odpuszczę choć może i nie powinienem. Jutro za to Hey (ostatnia płyta wali po głowie trochę) oraz Bielizna której nieodpuszczę ! Nigdy nie odpuszczam :)

Vespa masz u mnie bro za to info ;)

W lipcu na openerze będzie Pearl Jam, na którym nie będę ale jakoś się już z tym pogodziłem. Ciężko mi się za to pogodzić z sierpniowym koncertem Chemical Brothers, który na szczęście odbędzie się aż w Krakowie - mniejszy żal ;) Swoją drogą to się tak jakoś mijam z "chłopakami". Jak oni tu to ja tam. Zdaje się że właśnie na dniach grają w Londynie. Choć w tym wypadku i tak bym nic nie poradził bo od lutego już nie było biletów.

 

No dobra, dość smęcenia

Piosenka na dziś:

 

 

I dzięki wszystkim za życzenia :)

 

 


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Najszybsze cztery miesiące ostatniej dekady.

środa, 26 maja 2010 20:43
Pomyślałem sobie: skoro właśnie zacząłem długi urlop, jestem już w Polsce (od samego rana) to warto byłoby może coś napisać.
No to piszę, nie. Próbuję w każdym razie.
Oj długo się zbierałem do tej notki.
Ogólnie umówmy się byłem zajęty zwalnianiem tempa.
Bo były to najszybsze cztery miesiące ostatniej dekady.
Impreza goniła imprezę i miałem trochę wrażenie, że mieszkam w akademiku. Trochę też w tym mojej winy (albo zasługi ;). No ale co zrobić. Niczego w każdym razie nie żałuję a wręcz jest mi jakoś dziwnie, że wszystko przepadło bezpowrotnie. Z drugiej strony jednak, na bank, wyjdzie nam to na zdrowie, bo ileż można tak żyć ;). Krótko mówiąc po tak intensywnie towarzyskim, niekrótkim wcale okresie, teraz mam wrażenie jakbym został sam na tym świecie ;)
Miałem napisać dużo więcej na ten temat ale chyba na tym poprzestanę. Może kiedyś wrócę do tego jeszcze.

Wyszedłem sobie właśnie na krótki spacer i po lokalne bro. Nie mogę użyć karty bankomatowej bo zapomniałem powiadomić bank, że będę w Polsce i przy najmniejszej próbie zakupu mi ją zablokują. Do żadnej z kredytówek nie pamiętam pinu.
Z tymi pinami namieszałem na własne życzenie. A taki sobie wymyśliłem genialny system antyzłodziejski. Miała być genialna kombinacja cyfr wziętych prosto z karty. Wiecie, jedna cyfra stąd druga stamtąd a w wszystko w odwrotnym kierunku. Patrzę na kartę i wiem jaki pin. Wszystko idealnie tylko teraz genialnie nie pamiętam skąd miały być te cyfry, o kolejności nie wspomnę.
No ! To teraz mam 4 złote w kieszeni a moja dzielnica jest taka piękna o tej porze roku :)
Jakoś paradoksalnie mi tak dobrze z tym. A może rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać w Bieszczady ? ;) Albo do Kalisza...

Ale przynajmniej lot był fajny. Pomijając starszą panią co to rozsiadła się obok mnie i całą drogę wbijała mi łokieć w bok. W ramach poznawania obcych kultur puściłem sobie Tiesto po czym zasnąłem na pół godziny. Później dość twarde lądowanie i zgadnijcie: klaskali ? No pewnie że klaskali ! Booraki ;)
Cały świat idzie do przodu, panta rhei jak mówią a klaskanie zostaje. Chociaż ostatnio jak obserwuję lotniskowa moda męska się zmienia. Nie jestem pewien czy na lepsze. Polscy chłopcy zamiast czarnych butów i reszty odzieży w podobnych odcieniach noszą się teraz na biało. Białe adidasy, sorry - trainersy się tutaj mówi, dżinsy dziwnego kroju, i obowiązkowo biała markowa bluza dresowa. Nie musi być Nike, może być nawet Fila. Mało kto posiada również, często kiedyś spotykany, plecaczek Umbro. Co bardziej odważni ubierają się na kolorowo. Hmm, w sumie nie, kolorowy to może być kwiatek a to są całe bukiety, wiązanki, rabatki, grządki i klomby na nóżkach. Mówię Wam oczy bolą od tych oczojebnych zieleni i pomarańczy. I wszystko markowe i wszystko sportowe, Kadra narodowa. A w piłkę nożną i tak cały czas dostajemy w dupę.

Ech se pojechałem i juz mi lżej ;)

Ale największy problem to mam z dopasowaniem kawałka do dzisiejszej notki.
Zrobiłem sobie ostatnio składankę tych wszystkich ciekawych rzeczy które kojarzą mi się z ostatnim okresem i zrobiło się prawie 30 utworów. Ku swojemu przerażeniu, wbrew swej dumie ale w zgodzie z sumieniem na składance znalazły się również Cheryl Cole i Alicia Keys. Sentyment to straszna rzecz ;)

Dzisiaj jednak to:


 

Aha, i na dodatek, przedwczoraj cyfra mi się zmieniła w życiorysie ;)

Tak informacyjnie tylko bo na pewno nie jest to powód do dumy ;)

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Tristan, teściowa i urwane drzwi od pralki.

wtorek, 11 maja 2010 19:31
Tristan to mały fucker co to od rana drze usta. Miły chłopak wyprodukowany w kooperacji polsko-indyjskiej na mocy umowy o wzajemnym pożyciu. A może nawet wcześniej nim ustawa weszła w życie. Matka do niego po polsku, ojciec po angielsku a babcia w hindu. I weź tu nie drzyj ryja od siódmej. Wyobrażam sobie, że jeśli by tylko potrafił wyartykułować odpowiednie dźwięki to by wykrzyczał (o tej 7:00) a weźcie mi, ku..a, dajcie wszyscy spokój. Niestety nikt go nie kuma jeszcze bo ma zaledwie kilkanaście miesięcy. Dzisiaj trzymając wielki balon coś próbował mi tłumaczyć w kuchni. Nie skumałem go oczywiście ale teraz jak się zastanowie to wydaje mi się że chyba chce uciec z domu.
Teściowa wyjeżdża za 1,5 miesiąca i tego się trzymajmy. To znaczy miejmy nadzieję. Pościel mi przesiąka curry. Ja tam tolerancyjny jestem ale moja pościel już mniej. Raz wszedłem do kuchni i przysięgam nie mogłem zaczerpnąć oddechu. To nie może być zwykłe żarcie. Może ona produkuje jakieś smary albo kwas do akumulatorów albo co innego. Zapytałbym się ale w lengłydżu to ona tylko yes, no i good morning.
A drzwi do pralki poszły dnia, który na pewno nie był najlepszym dniem mojego życia. Po trzydniowej imprezie musiałem rano poszukać pralni, zmienić adres w banku, pójść do fryzjera a red bull powodował tylko zawroty głowy. Dodatkowo dzień wcześniej pewne osoby, które znam od lat okazały się być zgoła kimś innym co na drugi dzień zaowocowało potężnym moralniakiem z cyklu "Jak ja mogłem im zaufać". Wiecie taki standard czasem w relacjach międzyludzkich. Lepiej późno niź jeszcze później.

I piosenka luźna łatwa i przyjemna z czasów kiedy byłem młody i gniewny ;)


 

 

To do zobaczenia się z państwami.


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 064  

I znowu mamy:

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164064
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page