Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Maraton

poniedziałek, 25 maja 2009 13:13
Myślę sobie tak:
(za dużo myślę jak zwykle)
Bliżej mieszkam teraz to jak sobie nastawie budzik na piętnaście minut później to akurat będzie akurat.
A rano...rano wraz z budzikiem usłyszałem zatrzaskujące się drzwi łazienki. Kara boska normalnie.
Eee zaraz pewnie wyjdzie...
Pół godziny później usłyszałem plusk wody w wannie sugerujący wiecie co. Zszedłem na dół (tam jest druga łazienka) i jakoś się wykąpałem używając detergentów niewiadomego pochodzenia.
Na 10 minut przed rozpoczęciem pracy zacząłem się dobijać do mojej łazienki ponieważ nie mogłem się przełamać, żeby użyć czyjejś szczoteczki do zębów i golarki ;)
W odpowiedzi na pukanie usłyszałem: diesit minut !
Piękny Roman godzinę moczył swe czeskie ciało w wannie a ja poszedłem do pracy nieogolony i z kapciem w gębie.

W pracy (tej drugiej, bez pakoli) zdążyłem sobie zrobić kawę i juz musiałem jechać do Pałacu Buckingham. Nie to żeby Jaśnie Królowa Matka mnie łaskawie oczekiwała. Miałem dostarczyć vana do zarządu parku obok.
Jechałem całą drogę w korkach, po drodze wyjeżdżał premier ze swojej kawalerki na Downing Street i stałem pół godziny a jak już wreszcie dojechałem w okolice parku (bardzo naokoło) to zastałem główną drogę zamkniętą przez policję. Nie miałem wyjścia. Postanowiłem objechać park w poszukiwaniu innego wjazdu. Biorąc pod uwagę moje dotychczasowe szczęście powinienem raczej usiąść w pubie i przeczekać. Ale nie ! Poczucie (cholernego) obowiązku działało tym bardziej, ze byłem już spóźniony 1,5h. No i koniec końców wpasowałem się (żeby nie powiedzieć "wpierdoliłem się") w sam środek parady wojskowej. Wiecie takie kukły maszerowały w czerwonych kubrakach i wysokich czarnych czapkach z futra. A ja wolniutko, wolniutko za nimi...
W końcu pootwierali drogi i szczęśliwie dostarczyłem auto. Z 2 godzinnym opóźnieniem. Całe szczęście, że angole są cierpliwi do przesady. usłyszałem tylko: "It's ok" i "no worries" spod ich uśmiechniętych masek.
No worries ? to bye i tyle mnie widzieli.

Po powrocie, w biurze, przeczytałem artykuł na temat biegu maratońskiego, że to niby nie takie trudne tylko trzeba mieć żelazną kondycję i takie tam.
Myślę: W maratonie nie pobiegnę ale kondycję przydałoby się podciągnąć. A i brzuch znów mam wielki jak moje serce ;) Może by tak się sprawdzić ?
Przepis na podreperowanie kondycji rozpisany był na kilka tygodni. 
Pierwszy tydzień miał wyglądać tak: Bieg (trucht) przez minutę następnie chód 1,5 minuty - powtórzyć osiem razy 3 dni w tygodniu.
He ! ja nie dam rady ?!?!
Wróciłem do domu, przebrałem się w wyczynowe ciuchy i wybiegłem
Po minucie biegu bolały mnie piszczele i miałem myśli samobójcze.
Odpocząłem trochę idąc ale w następnych rundach chwyciła mnie kolka. Przestały za to boleć piszczele (albo ta kolka je zagłuszyła)
Porobiłem trochę skłonów i czwartą rundę zrobiłem jakbym biegał od lat.
Złudzenie minęło zaraz w rundzie piątej a runda szósta obudziła we mnię agresję do wszystkiego co żywe. W trakcie siódmej zipiąc i prawdopodobnie tocząc pianę z ust napotkałem na swojej drodze jakieś dziecko, które bez chwili namysłu uciekło przede mną na pobliski nasyp.
Ósma finałowa runda była specyficzna. Biegłem już niemal w miejscu ale z nadzieją. Po pierwsze dlatego, ze to runda ostatnia a po drugie, że krawężniki były na tyle wysoko, że mogłem się podeprzeć.
Dowlokłem się do domu. Byłem tak samo szczęśliwy jak i dumny. Przebiegłem (i przemaszerowałem) 2 kilometry !! I to te takie angielskie a one jak wiadomo są dłuższe. Dłuższa jest chyba tlko mila i ruski rok.
Z tej radości otworzyłem sobie bronxa i zapaliłem fajka :D
Jutro też pobiegnę !
 

Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Późną nocą w McDonaldzie...

poniedziałek, 18 maja 2009 1:10
Jak można się domyśleć przeprowadziłem się.
Dom niemal identyczny w układzie ale o odrobinę mniejszym standardzie. Za to klimat jest o wiele lepszy.
Na początek wykarczowaliśmy to co za drzwiami kuchniowerandy. Przy koszeniu trawy napotkaliśmy drzewa. 3 mniejsze owocowe i kilkunastometrowy kasztan. W trawie poprzedni mieszkańcy ukryli mały podmurowany warzywniak, linki gotowe do rozwieszenia prania, kilka krzeseł i pięćset doniczek z ziemią. Nie ma bata musieli hodować jakieś rośliny na handel i były to pewnie rośliny indyjskie z gatunku konopii.
Przy okazji porządków zauważyliśmy na ścianie antenę satelitarną.
Od tego momentu zaczęliśmy podłączać dom do świata.
Jeden z lokatorów jak się okazało miał dekoder. Ja jak się okazało miałem kabel i nową antenę (ta na ścianie nie działała). W ogródku jak się okazało leżała rura idealna do zbudowania masztu. Doniczki okazały się już wcześniej więc użyliśmy ich do usztywnienia połączenia masztu z ziemią. Jakoś to stało.
Do mojej antenty dołączone były 4 schematyczne mapki pokrycia Europy przez 4 satelity. I na prawdę ale to na prawdę nie wiem jakim cudem wywnioskowałem położenie satelity na niebie. Po dwudziestu minutach operowania czaszą niemal w miejscu, kiedy już zrezygnowany Sajmon miał wyłączać całe ustrojstwo złapałem sygnał i to taki prawie na maksa. Pomimo tego, że wierzyłem w powodzenie całej misji byłem niezmiernie zdziwiony, że się jednak udało. Założę się, że satelita byla nie mniej zdziwiona ode mnie. Może nawet była w lekkim szoku. Co ciekawe była to ta własciwa satelita z właśiwymi programami.

Towarzystwo w domu jest śmieszno-mieszane.
- Polskie małżeństwo pod 50-tke czyli "Zamknij się kobieto tera ja mówię" i "Wszystko mnie wkurwia i denerwuje"
- Olek mechanik, chemik i prawnik trzy w jednym. Made in Ukraina
- Mój Mały Współlokator, którego nie muszę opisywać
- Czech Roman, którego jeszcze nie rozumiem ale i tak mam kupę śmiechu. Czeski język daje tyle radości. Tak jak im Polski :)
Z Romanem mieszka Jani (tak mówi Roman) - Polak. Nic o nim nie wiadomo bo widziałem go tylko raz po czym poszedł "zwiedzać okolicę"
Generalnie Lech, Czech i Rus.
Przed Romanem i Janim mieszkał Sajmon. 20-to letni nowoczesny polak, który zaraz po gimnazjum zaczął zwiedzać świat i którego niepodważalnym atutem było posiadanie dekodera Cyfry+.
Niestety rodzony brat (i osoba, od której wynajmujemy dom, w jednym) dokonał na nim transferu bo był nierentowny. Teraz mieszkają razem.

Przerywam na chwilę opisy przyrody, żeby podzielić się refleksją.
Po przepracowanej nocy podjeżdżam pod dom a tam miejsce parkingowe na podjeździe puste ale nijak nie wjadę bo samochód Czecha blokuje wjazd. Ot taki czeski błąd.

Dzień następny.
Jest północ minut piętnaście po. Czech i Rus przestawiają meble. Chyba bez stanu wojennego się nie obejdzie...

Następny dzień następny.
Po przepracowanej nocy połozyłem się spać ale po dwóch godzinach "Wszystko mnie W i D" obudziła mnie z informacją, ze ktoś czeka na mnie na dole.
Schodzę i patrzę a tam przed drzwiami...murzyn w szlafroku !!!
Pytam grzecznie o co chodzi a on mówi: "A nie, to nie ty"
To mu odpowiadam, że ponad wszelką wątpliwość ja to ja. (No może lekko zaspany).
A on: "Nie. Tamten był inny"
I poszedł.
Odwróciłem się na pięcie i nie zastanawiając się wiele poszedłem dalej spać.
Nie na długo. Po trzech godzinach obudziła mnie głośna muzyka typu: "czeskie lata siedemdziesiąte"
Na dodatek nadal nie mam netu.

Trochę jestem poddenerwowany. Nie chciałbym się znowu przeprowadzać.


Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

Mówiłem, że się wyprowadzam ?

sobota, 02 maja 2009 19:28
Jest 1:12 w nocy. Siedzę w domu i czekam na Losta. Szlag mnie powoli trafia. Bo se myśle tak: Mam dwie godziny przerwy to se pojade do domu ściągnę Losta, obejrzę i akurat o drugiej będę z powrotem.
I tak siedzę od północy a jest już 1:14 i czekam. A im dłużej się ściąga tym wolniej. Pewnie łysy z dołu coś miesza. Na szczęście w przyszłym tygodniu się wyprowadzam.
Mówiłem, że się wyprowadzam ?
Podłącze własny router, pozakładam hasła, poprzykręcam wyimaginowane śrubeczki na zicher i osiągnę oświecenie.
A'propos oświecenia, wprowadzam się do pokoju z Buddą na parapecie. Jest większy niż mój obecny, tańszy i nie ma łysego na dole.
Mowa o pokoju a nie o Buddzie !!
Budda jak powszechnie wiadomo jest łysy na górze.

Ściągnął się Lost !! Obejrzę połowę a drugą połowę rano, po pracy przy jeszcze ciepłym croissancie z migdałami i zimnym mlekiem prosto od...Tesco. Nie mogę się tego croissanta doczekać. Taka moja świeża tradycja.
Kiedy dokończę notkę ? - sorry nie wiem.

Pomyślałem że właściwie to nie ma sensu oglądać teraz Losta. Obejrzę całego rano. Teraz dokończę notkę.
Ostatnio producenci we wspaniałym geście wyjaśnili o co chodzi w tym serialu. Zrobili to za pomocą odcinka specjalnego, który przypominał wypisz wymaluj streszczenie na maturę. Tak czy inaczej dobry zabieg. Zaczynałem się zakręcać, gubić i głupio kojarzyć fakty. No i wreszcie jak do tej pory się wszystko zakręcało tak teraz powoli się odkręca.

Pakole nadal mnie wkurzają. Właściwie to tylko ten jeden. Nie przejmuję się już jednak tym tak jak na początku. Magiczny zwrot "FUCK OFF" czyni cuda.

I nie dokończyłem notki bo mi się przerwa skończyła i pojechałem do pracy.
Łaziłem sobie po tym lotnisku, a że nocna pora skłania do rozmyślań to sobie rozmyślałem. A co mi tam ! Zastanawiałem się nad aktualną epidemią. Różni tacy meksykanie się przewijają przez lotnisko i cholera trzeba uważać. Mój tata mówi, że w dzisiejszych czasach to nic nadzwyczajnego. Była ptasia grypa, teraz jest świńska a tyle mamy zwierzat jeszcze...

PS: Ferrari F430 jest przereklamowany. Głośny i niewygodny ;) Z drugiej strony muszę przyznać, że kiedy nacisnąłem gaz, niekontrolowanie i głośno krzyknąłem z wrażenia. Normalnie widziałem jak mój cień zostaje z tyłu.
Ot taka zabawka.
Na przeprowadzkę jednak chyba się nie nadaje.

Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 041  

I znowu mamy:

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164041
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page