Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Someday, Somewhere

piątek, 04 maja 2007 19:05
Sponsorem dzisiejszej notki jest Something Like Elvis "Someday, somewhere"

Jakoś mi się wydaje, że po powrocie do UK nie napisałem notki :O
No to piszę tedy...

Raniutko 1-go maja wstałem i za chwilę już siedziałem w Łukaszowym samochodzie. Bebe też był. W drodze na lotnisko zaczął sypać śnieg. Normalka, maj bez śniegu się nie liczy :)
Zajechaliśmy na lotnisko gdzie zostałem odprawiony (na szczęście nie z kwitkiem).
Pani dumnym głosem obwieściła: "bramka numer 1". To się grzecznie z uśmiechem zapytałem czy jest jakaś inna ?.
Okazało się że jest !! Lech Walesa Airport dorobił się drugiej bramki !!
No pięknie !! Później sobie przypomniałem że drugorzędne lotnisko w Stansted ma ich 92 !
No ale spoko. I do tego dojdziemy za pare lat :) Wembley już budują. Moj Ojciec mówi że chyba emeryci budują bo nikogo innego już tu nie ma :)

Co ciekawego jeszcze zauważyłem w Gdańsku. To że młodzież (ta na poziomie) zaczyna się ubierać po europejsku. I co ciekawe dużo, dużo lepiej niż Polacy w Londynie :D
Nie chodzi o jakość ubrań bo wszędzie są takie same marki prawie ale o pewne trendy.

Ok ale przecież jesteśmy na lotnisku... Po odprawie wróciliśmy do auta i kulturalnie otworzyliśmy butelkę Winiaka. Kto nie próbował to polecam - taka polska brandy.
Słuchaliśmy Łukaszowych składanek (z równą przyjemnością z jaką popijaliśmy trunek). Niestety Łukasz tylko słuchał.
Oprócz "szlagierów" słuchaliśmy komunikatów typu "Pasendżer Stanisław Paluch..."
W końcu winiak się skończył i wezwano pasażerów do Stansted.
Celnicy na bramce śmiali się z mojego laptopa czyli komponentów komputerowych powkładanych w woreczki. Takich wyluzowanych służb mundurowych w Polsce to jeszcze nie widziałem. Pośmialiśmy się nawet trochę razem.
Później zobaczyłem co ludzie próbują przemycić przez bramkę. Scyzoryki i nożyczki to normalna sprawa ale był też szeroki asortyment noży kuchennych, dwie kielnie murarskie i NUNCHAKU (takie pałki połączone łańcuszkiem) :D

Po wylądowaniu banan (jak to mówi M.) na gębie. Słońce i cieplutko. Ale to była dopiero połowa podróży więc banan się z czasem wyprostował. W końcu jednak trafiłem do Albanian House.

Tego samego dnia przystąpiłem do poszukiwań mieszkania.
Tak jak przed wyjazdem zapewniano mnie w agencjach, że za wcześnie się za to biorę, tak po przyjeździe sprowadzono mnie brutalnie na ziemię wiadomością, że w zasadzie to nie ma dla nas propozycji. Coś jednak się poznajdywało.
Mało pamiętam z tych 3 dni.
Gdzieś jeździłem z jakimiś ciapatymi (przeważnie), oglądałem jakieś zapchlone dziury. Wszystko mi się już zaczęło mieszać. W końcu smutny Sikh zaprowadził nas (byłem z Grzesiem) do jednej takiej kawalerki. Wszedłem i wielkie "O". Wreszcie coś fajnego, przytulnego, nie za małego i dobrze wyposażonego. Szkoda tylko, że kawalerka.
Na drugi dzień pooglądałem jeszcze inne mieszkania i wspólnie z M. zdecydowaliśmy się na to wczorajsze. Podpisałem wstępną umowę, wpłaciłem zaliczkę i jeśli nie wynikną żadne nieprzewidziane okoliczności (wiecie jak to jest z prawem Murphy'ego) wprowadzimy się tam we środę.

W pracy zaszły małe zmiany. Zawiesili Lateefa (mojego ulubionego kumpla od dyskusji na wszelkie tematy). Poprzyjmowali jakichś nowych matrixów. Mi zaś dali podwyżkę :). Niewielką ale zawsze.
Nie będe mógł już niestety wcześniej wychodzić z pracy. Zaczęli patrzeć "na ręce". Ech robi się jak w Polsce ;)
Tym bardziej myślę o zmianie pracy.

No i co dalej
We wtorek znowu lot do Dublina. Powrót promem i samochodem przez pół Anglii.
W międzyczasie odwołali nasz prom i straciliśmy niestety jakieś 2 godziny.
Mam na dzieje, że szybko nam założą net w nowym miejscu.

I na zakończenie freak:
5:25 rano. Wsiadam do autobusu a tam siedzi Mick Jagger. Taka pierwsza myśl. Koleś koło 50-tki długie włosy, skóra, usta na pół twarzy a przy nim jakieś bambetle i gitara. Nie wiem skąd wracał ale na 100% z jakiegoś spotkania z kumplami bo jeszcze z nimi dyskutował. Nie zauważył niestety, że już dawno wysiedli.

To mam nadzieję do rychłego
Trzymajcie kciuki żebyśmy we środę dotarli do 18:00 do Lądka bo kluczy nie dostaniemy (tfu tfu)
Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 039  

I znowu mamy:

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164039
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page