Godzina 14:35
Beżowoskóra Rashida wychodzi ze swojej hacjendy na Southall, otwiera Jaguara swojego męża Harisha, przekręca kluczyk w stacyjce i wolno z podjazdu wyjeżdża na ulicę. Włącza się do ruchu.
14:58
Rashida z uśmiechem na pełnych ustach wchodzi do salonu piękności o wdzięcznej nazwie "Punjab beauty" i serdecznie wita się z koleżankami .70% tej licznej grupy to jej rodzina. Te 30% które w normalnym świecie byłyby niespokrewnionymi koleżankami są w istocie rodziną Harisha.
16 z minutami
Nasza bohaterka ponownie wsiada do swojego niebieskiego "Jaga" i kierując się w stronę centrum mija powoli (korki) Ealing, Acton oraz Shepherd Bush. Z głośników płynie hinduska muzyka rozrywkowa. Dziewczyna przez chwilę próbuje przypomnieć sobie z której bollywoodzkiej mega produkcji pochodzi ta piosenka.
16:44
Jaguar płynie wzdłuż Hyde Parku po czym za Marble Arch skręca w prawo. Rashida zatrzymuje się przed hotelem gdzie recepcjonistą jest jej brat Raj. Pozwala on jej zaparkować auto na hotelowym parkingu. Rashida udaje się na zakupy.
18:15
Normalnie zakupy trwały by do zamknięcia Primarku. Nie jest ważna podrzędna marka, ważne jest, że na Oxford Street. Tam przecież kupuje Madonna i różne inne gwiazdy. Właściwie kupują w butikach obok ale to mało istotne. Zakupy zostają przerwane przez telefon od osoby której nie znamy a która przyjechała pociągiem na stację Victoria. Rashida w odróżnieniu od nas zna tą osobę bardzo dobrze więc postanawia ją odebrać z dworca. Wychodzi z Primarku i szybszym niż zwykle krokiem idzie do samochodu.
18:37
Blado niebieski jaguar podjeżdża na skrzyżowanie Buckingham Palace Road i Grossvenor Street. Jest czerwone światło. To ostatnie światła przed dworcem. Ulica jest dwupasmowa ale nie przeraża to Rashidy.
18:39
Zmiana świateł na zielone. Auta ruszają prawie równocześnie. Jadąca lewym pasem Rashida odbiera nagły i niewytłumaczalny impuls nakazujący skręcić jej w prawo co też niezwłocz.. JEEEEEEB !!!!
18:39
Dopiero teraz kiedy Jaguar zatrzymał się na środku skrzyżowania decyduje się spojrzeć w prawo lekko za siebie, dopiero teraz dostrzega wbitego w jej auto czarnego peugeota a w nim moją zdziwioną twarz...
Posłowie:
Nie zdążyłem nawet nacisnąć na klakson. Bezwarunkowo nadepnąłem hamulec ale ratunkiem byłoby chyba tylko szybkie wycofanie sie na wstecznym.
Na szczęście był to samochód firmowy.
A swój po kilku ładnych miesiącach zdecydowałem się oddać do warsztatu, żeby zrobili coś z tym czarnym dymem. Zrobili, auto dostało kopa i micha mi się jarzy :)
Na meczu było kosmicznie ! "Top banana" jak mawiają turbany u mnie w pracy. Niesamowita impreza i tyle :)
A'propos czarnego dymu parafrazując Lost
Grzesiowi udało się opuścić wyspę.
Na dobre.
komentarze (10) | dodaj komentarz