Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

All My Friends

niedziela, 29 kwietnia 2007 12:17
Sponsorem dzisiejszej notki jest LCD Soundsystem "All my friends"
TX Marcin P. :)

Se łażę po Gdańsku i tak se rozmyślam. Nadal jest to moje miasto ale nabrało trochę innego znaczenia. Zaczyna kojarzyć mi się niestety raczej z niemiłymi sprawami. Z tym co było przed wyjazdem. Między inymi z nudną pracą bez perspektyw oraz z jakąś stagnacją, marazmem. Pomijajac całą resztę Ulica Długa i Długi Targ (dla Gdańszczan właściwie to jedno i to samo) oraz Długie Pobrzeże nadal rozwalają. Może nie nadal ale wręcz tym bardziej rozwalają. Chciałbym to wszystko pokazać M. która nigdy w Gdańsku nie była.
Jest pięknie. Na dodatek wczoraj na zatoce rozszalał się sztorm. Już zapomniałem jakie to niesamowite uczucie słyszeć spod domu agresywny szum fal. Spod sklepu (bliżej morza) brzmi to wręcz jak startujący samolot. Takie niestety skojarzenia mam ze względu na codzienne doznania w pracy.

Co u ludzi ? Oczywiście pozmieniało się. Rodzą dzieci, kupują samochody, żenią się lub odwrotnie :(.
Właśnie sobie pomyślałem, że ostatni raz byłem w styczniu a tyle się pozmieniało.
Panta rhei.

Żałuję, że z nawału obowiązków nie dam rady spotkać się z wszystkimi tymi, z którymi bym chciał. (Dzięki K. za auto (i za pita :P) i sorry Qliver, pomimo dłuższego urlopu na prawde nie dałbym rady)
Co do auta to trochę się pogubiłem :P Cały czas lewą ręką szukałem biegów i lekko zgłupiałem na rondzie ;)

A !!! Jakoś parę dni temu przyleciał "Gruby Irek" (Łukasz opowie kto to :D) W sumie mimo że mieszkamy razem w lądku, widzieliśmy się zaledwie 2 razy. Niecodzienna sytuacja :D. Zobaczymy się znowu 2 maja :P

Również Łukasz znalazł w końcu kawałek Submarine "Lips and Fingers". Coś czego bezskutecznie szukaliśmy kilkanaście lat !!! Raz czy dwa usłyszane w MTV (jakieś 120 min albo inny program) dopadło nas i znikło. Zajebiście usłyszeć coś co może nie ma już takiego wydźwięku jak wtedy ale za to jaki ładunek emocjonalny :)
Łukasz znalazł to na oficjalnej stronie grupy ROTFL !! Kto by pomyślał że jest coś takiego ;)

No i tak szlajałem się wczoraj po tym moim mieście i dopadały mnie te myśli na temat drętwej przeszłości. I tak sobie pomyślałem o tym, że chętnie bym się już przeszedł po Oxford street, walnął rundkę deptakami przy Tamizie albo zabrał M. do Windsoru, usiadł sobie z nią przy rzece i pogadał o pierdołach tak jak to potrafimy robić godzinami :)
Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Postcards from Italy

niedziela, 22 kwietnia 2007 14:11
Sponsorem dzisiejszej notki jest Beirut "Postcards from Italy"

Nie nie jestem we Włoszech chociaż w sumie bym się nie zdziwił gdybym nagle się tam znalazł.
Dzisiaj obudziłem się z pytaniem w głowie "Gdzie jestem ?" Londyn, Dublin ? Rzut oka na pomarańczową ścianę, widzę kalendarz z wielkim napisem Gdańsk. Znaczy w domu jestem !! :D
No ucieszyłem się niezmiernie.

Po wczorajszej imprezie miałem jednak wątpliwości...

A w sumie nie było tak masakrycznie :P
Były tańce i śpiewy do Róż Europy i ale rozeszliśmy się o własnych siłach :)

Czekajcie muszę iść psa pogłaskać. Starutki się zrobił.
...
Ale dobrze,że poszedłem bo znalazłem pod nim pilota do TV :D

Wczoraj poszedłem sobie po bro do sklepu osiedlowego i tam dostałem niusa. Ale jakiego !! Jak obuchem w łeb normalnie. Skończyły się lata beztroski i bezmyślnego uśmieszku na ustach. Życie powoli przestaje mieć sens. Powoli też odchodzą ideały. Przestaje się wierzyć w lepsze jutro a światełko w tunelu gaśnie. PRZESTAJĄ PRODUKOWAĆ PIWO GDAŃSKIE !!!
Żałoba narodowa to mało. Jakbym miał flagę to bym ją spuścił do połowy masztu (albo nawet niżej).
I do czego tu wracać teraz ?
No dobra OK. Został Kaper ale podejrzewam, że jego dni są również policzone. Chciałoby się powiedzieć: MANE, THEKEL, FARES
Ech w dupe jeża z czym my teraz pójdziemy na murek ??

Tak mi się przypomniało. Cotton Club też zamkneli. W czerwcu zeszłego roku. Jedyny klub gdzie grali zawsze coś nowego. W tym JAZZ w wydaniu ktore lubię. Tam Marcin K. stwierdził - "nieźle synkopują" co przyprawiło mnie o lekki zawrót głowy bo kompletnie nie mam pojęcia co znaczy "synkopują"  pomimo że tłumaczono mi to już kilka razy :).

Dobra i tyle tych przemyśleń. Zaraz ide se plaże przypomnieć i porównać ją z oceanem :)
Tyle Express
To nara no nie...
Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wyobraź sobie

poniedziałek, 16 kwietnia 2007 18:44
Sponsorem dzisiejszej notki jest Lech Janerka "Wyobraź sobie"
Ten kawałek był juz raz sponsorem ale tak pasuje do sytuacji, że go zdublowałem.


"Wyobraź sobie, że zawsze masz czas
Wszystko jest dobrze i wszystko w sam raz
Wyobraź sobie, że możesz tak stać
Nad głową zorze i miętowa mgła"



Wróciłem jak widać. Lot w te i nazad miałem z/do Stansted co oznacza cały dzień w autobusach i króciutką godzinkę w samolocie. Paranoja ale warto było :)
Trochę miałem schizę wracając bo nieopatrznie usiadłem w rzędzie nr 14. Rząd numer 14 ma to do siebie, że znajduje się zaraz za rzędem 12 ponieważ w samolotach (przynajmniej tych którymi latałem) rzędu 13-go nie ma. Niewiele osób zdaje sobie jednak sprawę, że rząd 13 musi być i jest (no czysta matematyka) ale nazywa się rzędem 14. I stąd ta schiza :)
Co innego gdyby w miejscu rzędu 13 była przerwa. Ok rząd był - wyjebali - sprawa jasna. Przerwy jednak nie ma. Trochę więcej miejsca było tam gdzie są wyjścia awaryjne ale to były rzędy 16 i 17 (czyli tak na prawdę 15 i 16) więc już za rzędem 13 i się nie liczy.
Lekki niepokój podsycił pasażer z fotela obok, który zaraz po starcie wyszedł do toalety i nie wracał przez 15 min. A jak już wrócił to do końca podróży sobie gwizdał. Wiecie na przykład na jachcie się nie gwiżdże (to przynosi pecha) więc może w samolocie również...?

No ale jakoś tam wylądował względnie równo i wszystko dobrze się skończyło.

Ok ale chyba zacząłem od dupy-strony.

Przedłużony weekend (czwartek-niedziela) minął wręcz sielankowo. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się innego scenariusza :) Nie ma co opisywać słodkiego leniuchowania oraz niewinnych dylematów w stylu "co zjemy na obiad" lub "co obejrzymy wieczorem". Opiszę więc krótko sobotę. Dzień w którym pękło niebo (jak mówił poeta). Dla mnie był to dzień w którym zobaczyłem OCEAN.
Wstaliśmy wcześnie rano. Kole ósmej było. Wsiedliśmy w auto i wio na zachód. Za 200 km byliśmy już na drugim końcu Irlandii w Sligo. Po krótkim spacerku i obiedzie w "Abra Kebabra" Ruszyliśmy w stronę mekki surferów - Strandhill.
Czyminuty drogi i byliśmy na miejscu. Wielkie fale zaczynające się z pół kilometra od brzegu i dziesiątki Kusznierewiczów na tych falach. Ja tam nie chcę chłopakom dopierdalać bo sam nie lepiej surfuje (czytaj: wcale nie surfuję) ale to chyba jakaś szkółka była. I mieli akurat zajęcia z pływania na brzuchu.
Już z poziomu oceanu widoki były piękne ale kiedy wdrapałem się na najwyższą w okolicy wydmę to mnie zatkało !



No nie mogłem zejść stamtąd. Wiem, że fotka nie odda tego jak to wyglądało na prawdę. Musicie mi uwierzyć na słowo.
W tamtym miejscu przypomniał mi oczywiście się fajny kawałek który leciał tak:


"I dig my toes into the sand.
The ocean looks like a thousand diamonds strewn across a blue blanket.
I lean against the wind, pretend that i am weightless
and in this moment i am happy."


Dalej leciało "wish you were here" ale to jakby nieaktualne bo "You" stała pod wydmą zaledwie  kilkanaście metrów niżej:D I tym bardziej "in that moment I was happy"
A potem to już założyliśmy buciki i udaliśmy się w stronę auta. Red bull dodał nam skrzydeł i po zakupach w przydrożnym Tesco trafiliśmy do dom.
Większość drogi powrotnej prowadziłem i oczywiście nie obyło się bez "za późno zmieniasz biegi", "zarżniesz silnik" tudzież "szanuj oponki" itp :P
To jest chyba ponadczasowe.

No i tyle, teraz "GOTO 10" (jak ktoś pamięta "Basic") i mamy logiczną całość.

Pojutrze M. przyjeżdża na interwiu do Lądka. Może się uda. Właściwie to mam nadzieję że się uda.
Dzień później lecę do Polski na zasłużony (zawsze tak się pisze) urlop. Wracam w maju na przeprowadzkę M. i obchody pierwszej rocznicy pobytu na Wyspie.





Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

Czas pomyka

środa, 11 kwietnia 2007 0:00
Sponsorem dzisiejszej notki jest Voo Voo "Czas pomyka"

Właśnie jesteśmy na etapie szukania nowego mieszkania. Grzesiu również. Połączyliśmy więc siły i ruszyliśmy na dzielnię.
Po krótkiej wizycie pod ścianą płaczu w Hounslow zadzwoniłem pod jeden z numerów (jacyś Polacy) i się umówiliśmy.
Idziemy, idziemy, szukamy numeru 72... Jest !
Dzwonek do drzwi. Otwiera koleś, Młody Polak z synkiem przy nodze...
- Cześć, dzwoniłem przed chwilą, chcielibyśmy obejrzeć pokój
- Czesć.... Pokój ?? Jaki ??
- No tak, rozmawialiśmy pół godziny temu
- My ?? Nie rozmawiałem z nikim
- To może rozmawiałem z twoim kolegą ?
- Hmm Nic nie wiem o żadnym pokoju do wynajęcia...
- No przecież podaliście nam adres Whitton Road 72....
- Ale tu jest Lampton Road 72...
O mało się nie pokładliśmy ze śmiechu. Niemal losowo wybrany adres i Polacy :)
Haloo został tam ktoś w kraju ?

Wracając mijała nas grupka młodzieży szkolnej i usłyszeliśmy wołanie
Ewkaaaa ?? Masz jakąś kasę ????
Obóz uchodźców ? :O

W pracy po staremu. Łażę po świerzym. Pogoda przepiękna, taka już na krótki rękawek.  Opalam się więc mimochodem. Znowu pani na lotnisku mnie nie rozpozna.

Powoli zbliża się czas urlopu.
Za dwadzieścia parę godzin lecę do M. do Dublina. Poza innymi atrakcjami planujemy wybrać się wpizdu na zachodnie wybrzeże do Sligo. Mam nadzieję w końcu zobaczyć ocean.
Wracam w niedzielę na 4 dni do Lądka popracować trochę i w następny piątek wylot do Polski. Tym razem na ciut dłużej. Program jednak jest na tyle napięty, że nie dam rady załatwić wszystkich zaplanowanych wcześniej rzeczy.
Tydzień po powrocie do UK znowu Dublin i powrót już drogą morsko-lądową z M. i jej dobytkiem :) Jednym słowem przeprowadzka.

I na koniec notki freak ciapaty.
Ide sobię do Tesco w przerwie na lancz. Środek miasta niemal. Przed sobą widzę ciapatą z czarnym workiem takim jak na śmieci. Mija mnie na mostku (ładny stylowy, rzeka też ładna). I nagle zamach i sruuuu worek ze śmieciami przez barierkę do rzeki. Prawie stanąłem w miejscu !
Muszą chyba bardzo tęsknić za tym ich zasyfionym Gangesem.
Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Cinnamon Girl

wtorek, 03 kwietnia 2007 17:57
Sponsorem dzisiejszej notki jest Type'O'Negative Cinnamon Girl
Oryginał jest Neila Younga ale zdecydowanie mu nie wyszło.
Klip: http://www.youtube.com/watch?v=hZvUtclCexQ

Dostałem masę listów z pretensjami :) Czytelnicy żalą się, że o tym co się dzieje w moim życiu dowiadują się z innych blogów :) Postanowiłem więc się złamać i opisać pewną bardzo ważną sprawę.

Zacznę jednak od katastrofy na morzu.
Ponad 20 lat temu statek mojego wujka zatonął gdzieś na jakimś oceanie. Chyba wszyscy przeżyli (mój wujek na pewno) ponieważ w porę zostali wyłowieni przez jakąś amerykańską fregatę. Amerykanie na pożegnanie obdarowali biednych Polaków całym mnóstwem słodyczy. Wśród nich były czerwone gumy cynamonowe (wtedy nie miałem pojęcia że są cynamonowe co nie zmienia faktu, że były), które wtedy jadłem pierwszy raz w życiu (były lata 80-te !) i które zapadły mi głęboko w pamięć. Proszę się nie doszukiwać jakichś powiązań z katastrofą. Nie chodziło wcale o to, że przywiózł je cudem ocalały wujek. Były po prostu za-je-bi-ście dobre ! Szukałem ich dlugo w Polsce chociaż tak na prawdę nie wiedziałem czego szukam.

W zeszłym roku poznałem M. Wirtualnie oczywiście. Wszystko zaczyna się wirtualnie ostatnimi czasy. Wirtualna znajomość szybko zaczęła się zacieśniać i w końcu M. wylądowała na 2 dni w Londynie u swojej koleżanki, która (biorąc pod uwagę ogrom Londynu) przypadkowo mieszka rzut beretem ode mnie. W zasadzie było to międzylądowanie na trasie Irlandia-Polska
Spotkaliśmy się oczywiście i było sympatycznie.

2 tygodnie później M. wylądowała znowu na wyspie (twarda jest !)
Wieczór spędziliśmy w pubie ale już na drugi dzień (po 3 godzinach snu !!!). Spotkaliśmy się znowu z zamiarem zwiedzenia odrobiny Londynu. Tym razem mieliśmy już więcej czasu na pogadanie na spokojnie. I wiecie co M. zrobiła na stacji metra ?? Poczęstowała mnie GUMĄ CYNAMONOWĄ !! Nogi mi się ugięły. Przeszłość stanęła przed oczami ! Całe dzieciństwo, tonący wujek (gówno prawda ;) Ale i tak byłem w szoku :) To niewątpliwie był ZNAK :)
No i tak sobie łaziliśmy, gadaliśmy aż trzeba było się rozstać.

Kilka dni spędziłem na myśleniu po czym w sobotę spakowałem plecaczek i wsiadłem w samolot do Dublina :) W niedziele obudziliśmy się już jako para (defaultowo i bez wypowiedzianego jednego słowa na ten temat - było to jakoś oczywiste) a kilka chwil później podjeliśmy decyzję o wspólnym zamieszkaniu w Londynie.

W następny weekend M. przyleciała znowu do Londynu. Tym razem już do mnie. (podziękowania dla Robota Grzesia za wyrozumiałość (pierwszy raz w życiu komuś dawałem "na kino" ;))
Kupiliśmy w sobotę w MadHousie w Uxbridge koszulkę  "good girls go to heaven, bad girls go to London" w której to M. wczoraj dała wypowiedzenie w swojej firmie w Dublinie.
9-go maja przeprowadzka.

I cała historia i po co było się burzyć ? ;P

PS: Że szybko ? Nigdy w życiu nie byłem tak zdecydowany.
Podziel się

komentarze (20) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 103  

I znowu mamy:

« kwiecień »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164103
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page