Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lisbon Story !!!!!

środa, 30 marca 2011 13:48

 

W końcu sie udało ! Nie mam pojęcia dlaczego kilka razy los odwodził mnie od tej podróży. Może załapałem jakiś katar i jeszcze o tym nie wiem ??

Wylądowałem wg planu, zaopatrzyłem się w trzydniową kartę "Colinas" na wszystkie środki masowej komunikacji i wsiadłem w pierwszy lepszy autobus jaki podjechał. Mam czas. Mogę się zgubić. Pech chciał, że autobus dojeżdżał niemal pod mój hotel. Po czterdziestu minutach ale dojeżdżał :) Objechałem sobie przez to trochę więcej Lizbony niż planowałem i nie żałuję. Normalnie czułem, że ten kraj nie pasuje do Europy ! Bulwary wykładane kolorową kostką, wszechobecne palmy i sypiące się rezydencje. Tak to opisał Kapuściński w "Jeszcze dzień życia" (Angola) i tak sobie wyobrażałem Brazylię. Co tu dużo mówić. Chłonąłem obrazy jak dzieciak w cyrku.

Dojechałem na miejsce, zameldowałem się w hotelu i dostałem depresji na bazie klaustrofobii widząc mój pokój. Okno wychodziło na agregaty klimatyzacyjne a metr dalej była ściana innego budynku. Sądząc po oknach niezamieszkanego. I cholera wie kto mógł tam egzystować. Kloszardzi w najlepszym wypadku albo jakieś wilkołaki. Wierzycie w wilkołaki ? Ja też nie i raczej nie chiałbym uwierzyć ;)

Ruszyłem na miasto

 

 

I po jakimś czasie przerażenie ! Jest 15:00 a ja już wszystko obszedłem ! A dwa następne dni ? Dobrze że mam jakieś filmy na lapku. Taka myśl mnie dopadła

 

 

 

Faktycznie odległości są niewielkie ale Alfama (dzielnica która najbardziej mnie interesowała) jest tak pocięta alejkami i schodami, że można spędzić tam cały dzień. To też spędziłem. Wjeżdżałem zabytkowym tramwajem na szczyt i schodziłem co rusz to inną drogą. Czasem zatrzymałem się na szczycie w knajpce na powietrzu, żeby posłuchać muzyki. I wtedy jak zespół przestał grać, został sam gitarzysta, z twarzy - brazileiro i jak zagrał pierwsze takty "Girl from Ipanema" to poczułem taki relaks jak nigdy dotąd. A przynajmniej bardzo rzadko. Dachy Alfamy i bossanova. To było to ! Walić to całe ichnie Fado ;) I siędząc tam, schodząc, wjeżdżając, siedząc, słuchając spędziłem cały boży dzień.

 

 

 

 

Drugi dzień zaczął się ładnie i skończył ulewą. Zobaczyłem Belem, wieżę i pomnik odkrywców, Skończyłem w Alfamie gdzie jeden z uprzejmych barmanów ostrzegł mnie przed schodzeniem w dół tej dzielnicy. Można wyjść goły i nie bardzo wesoły. Dlatego turystów tam jak na lekarstwo i cały czas wczoraj chodziłem sam ! :) Kiedy tak rozmawialiśmy na różne tematy podszedł "czarny jak koks murzyn Walczak"

- kup bransoletke !

- nie nosze

- kup, oryginalna !

- jaka oryginalna. To nie jest portugalska bransoletka, poza tym nie nosze

- oryginalna z Kenii ! Kup.

- nie chce, nie noszę

- wiesz co, mam dzisiaj dobry dzień weź sobie ją za darmo !

Nałożył mi na rękę i poszedł !

...za chwilę wraca

- ej słuchaj...daj mi na piwo :)

Rozbawił mnie normalnie, aż parsknąłem śmiechem :D Dałem mu 2 Euro i tym samym wilk był syty i owca cała :) Swoją drogą jakby poprosił bez tej bransoletki to i tak bym mu dał. Sympatyczny był.


Cały dzień na deszczu. Ale nie po to przyjechałem, żeby gnić w hotelu. Pod wieczór byłem przemoknięty do suchej nitki. Oprócz butów. Te wytrzymały. Nigdy chyba tak nie doceniłem gore-texu.

 

 

Na trzeci dzień zaplanowane miałem muzeum morskie - porażka i Elevadoro da Bica - nieporażka. Chociaż zanim to znalazłem to myślałem że zdechnę na tych schodach.

 

 

No i oczywiście tuż przed wyjazdem - Alfama :) I tu kolejne doświadczenie.

Wsiadając do tramwaju, jakiś koleś wcisnął się przede mnie. Koleś...stary facet ! Wyglądał na pijanego. Za nim naciskał inny. Ten pierwszy udawał, że ma problem ze skasowaniem biletu (tuż przy wejściu) i blokował mnie. Poczułem, że coś jest na rzeczy i dość brutalnie pchnąłem go głębiej, sam przechodząc dalej. Mały był to się nie bałem ;) Za chwilę jakiś staruszek podnosi kartki papieru i woła przez cały tramwaj: czyje to jest !! (chyba to wołał, po portugalsku...). Patrzę a to moje rezerwacje lotu i hotelu, które miałem w bocznej kieszeni spodni ! Na szczęście nie mieli czasu, żeby sięgnąć dalej, gdzie na dnie był mój portfel. Najgorsze jest to, że nie złapałem nikogo za rękę. Jakbym złapał to chyba bym go ukarał. No nic, nauczka na przyszłość.


Dosć z podróżami jak na razie. Cztery kraje w jeden miesiąc to wystarczy.

Teraz mam plan kupić sobie Stratocastera i Nauczyć się grać Under the bridge :)) Trochę mi to zajmie...

A nawet jak się nie nauczę to i tak będzie to piękny mebel ;)

 

PS: Trochę więcej zdjęć na facebooku


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Calais i Berlioz Plage

środa, 23 marca 2011 18:35

 

Przejeżdżając z Brugii do Calais doznałem efektu siedmiomilowych butów. Prowadził jak zwykle Czesław więc mogłem sobie na to pozwolić. Efekt siedmiomilowych butów polega na tym, że będąc zmęczonym zamyka się mimowolnie oczy, na sekundę dosłownie ale jak się je otworzy to się jest już siedem mil dalej.

Jakoś dojechaliśmy choć Czesia też zmulało. Twardy jest i się nie dał. Wcale nie wspominam o Moim Małym Współlokatorze bo właściwie nie ma co wspominać. Spał całą wycieczkę wychodząc z samochodu jak już naprawdę musiał. Miał być jeszcze Prezes ale na dwie godziny przed wycieczką obwieścił, że nie jedzie bo musi iść do pracy. Tak to sie z nim umawiać. A pytali o niego na granicy, pytaaali...

Gdzieś wyczytałem, że w Calais znajduje się największy we Francji Auchan (jak to moja ciotka mówi - Ołszyn). Chciałem tam trafić i zobaczyć co żrą francuzi oprócz żab i ślimaków. Koniec końców do Auchan nie trafiliśmy bo po drodze zdarzył się Le Clerc i tam postanowiłem zrobić zakupy. Co tu dużo pisać. Moje zakupy złożyły się głownie z win. Jak zobaczyłem białe Bordeaux, normalne w butelce i z korkiem za 80 centów to wyszeptałem "tu jest mój dom, tu się będę rozmnażał". Zaraz niestety przypomniałem sobie inne białe w butelce z korkiem o nazwie LIMPIDO i ochłonąłem. Postanowiłem nie jechać po bandzie i kupować te droższe. Za 1,35 albo 1,60 euro...

Ale w porządku. Koniec buszowania po półkach. Hit the road Jack. I jak powiedzieli tak zrobili.

Calais okazało się bardzo przyjemnym miastem. Wcale nie tak małym jak sądziłem. Przyjemna architektura i typowo morski charakter. Nie było jednak większego sensu zatrzymywać się w centrum więc skierowaliśmy koła na plażę. Po niewielkich naciskach Czesław uległ i pojechaliśmy nieco dalej do Berlioz Plage. Już z Calais widziałem wzgórza wydm i żałowałbym długo gdybyśmy tam nie pojechali. Tym bardziej, że stale mieliśmy dość czasu.


 

Słońce wypaliło mi pół nieba ale i tak było warto :)

 

 

Chłopaki zgłodnieli więc wróciliśmy do Calais.

A może małże a może żabie udka a może tu a może tam... Osiołkom w żłoby dano i skończyło się na hamburgerze z budki.

A potem jakby ktoś puścił film od tyłu. Wjazd na prom, z powrotem w UK i ruchem jednostajnym krzywoliniowym do dom.

 


Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Brugia

poniedziałek, 21 marca 2011 18:39

Taki wymyślny tytuł notki sobie wymyśliłem ! A co ! Odrobina ekstrawagancji ;)

I wybiła sobota, godzina 3:00, ptaki dopiero zasypiały, kiedy zadzwonił budzik. Dawno już bym go zniszczył gdyby nie to, że czasem z niego dzwonię. Krótki telefon (z budzika właśnie) sprawdzający do Czesława i cisza... Dzwoni i dzwoni a ten nie odbiera. W końcu jest ! Odebrał a w tle słyszę jego budzik.

- Wstałeś ?

- Zadzwoniłeś dokładnie w tym momencie co budzik i nie mogłem się zdecydować gdzie biec najpierw :)

Godzinę później siedzieliśmy w samochodzie pewnej francuskiej marki Renault mknąc jak szczała ruchem jednostajnym krzywoliniowym mniej więcej na wschód.

Na wschodzie wjechaliśmy na prom. Dodatkowa atrakcja. Trochę nie bujało a szkoda. Delikatna kołyska (zaznaczam - delikatna) powinna być.

A dalej to już jak w tym filmie. Piętnaście minut przez Francję i Belgia. Nie pytajcie mnie w jakim filmie bo długo musiałbym wymyślać ;)

W Brugii kierując się na wieże kościołów dojechaliśmy dokładnie tam gdzie zamierzaliśmy czyli na parking koło dworca. Wybiła około 11:38.

Po wyjściu z samochodu dopadło mnie znajome ale bardzo odległe uczucie. Zero znajomości miasta, zero języka kompletnie inny świat. Taki czelendż ;) Na szczęście pół Brugii gada po angielsku.

Przed wyjazdem wydrukowałem z netu mapkę z miejscami znanymi z filmu ale załoga się zbuntowała i po prostu daliśmy się zgubić.

 


I to jest chyba najlepszy sposób na zwiedzanie tego miasta. Bez planu miasta, wolniutko iść tam gdzie ładnie. A ładnie jest niestety wszędzie :)

 


Niestety wycieczka w kilka osób ma też słabe strony. Należy zapomnieć o dobrych zdjęciach. Co chwila ktoś pogania, brak czasu na jakiś przemyślany kadr, ustawienia w aparacie coś mi nie pasują i dopiero po kilku fotach orientuje się, że mam ISO ustawione na 1600 ! Niestety już jesteśmy w zupełnie innym miejscu i o powrocie nie ma mowy bo "przecież tam już byliśmy" !

 

 


W Brugii dominują dwa typy sklepów. Z pamiątkami i z czekoladą. Jakoś nie miałem filmu ani na czekoladę ani na pamiątki. Jednak belgijskiego wafla (czyli gofra) nie mogłem sobie odmówić.

 

 

 

 

Pokręciliśmy się parę godzin po starówce i wróciliśmy do samochodu. Po drodze kupiłem krótkotrwałą "pamiątkę" z Belgii w postaci dwóch maleńkich piw o zawartości alkoholu zbliżonej do wina. Po powrocie okazało się, że piwa są takie sobie i w dodatku francuskie :) 

 


Mieliśmy jeszcze parę godzin do promu więc postanowiliśmy wrócić do Francji i zwiedzić Calais. Ja po cichu liczyłem też trochę na wydmy...


iiiii cięcie !


Sorry muszę iść do pracy. I to teraz właśnie w środku opowiadania :/ O wydmach będzie w następnej notce.


 


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Testowo trochę

sobota, 05 marca 2011 22:36

 

Doszły mnie słuchy, że się WP poprawiła z obrazkami. Podobno teraz jak się kliknie na zdjęcie to się pojawia większe.

To wrzucam coś z szuflady w celach doświadczalnych.

A co tam. W czarno-białym se polecę.

 

 

 

No. To zaraz zobaczymy czy działa. I na dzisiaj to tyle bo mam urlop i "wypoczywam" :)



Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 059  

I znowu mamy:

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164059
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page