Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Baron w drewniakach

poniedziałek, 28 lutego 2011 18:16

 

Dzisiaj nad ranem taką przygodę miałem.

Przyjechał Baron Van Cośtam. Trochę byłem zaciekawiony bo w naszej kulturze ta hierarchia arystokratyczna jakby dawno gdzieś się zagubiła i normalnie byłem ciekaw jak wygląda taki baron.

A baron objawił się pod postacią postawnego pana w podeszłym wieku. Ubrany był baron w czarny płaszcz i czarny kapelusz miał baron z szerokim rondem. Mimo wieku wzbudzał respekt. Jego porsche raczej nie psuło tego wrażenia.

Wszedł rozejrzał się i głębokim głosem z wyraźnym niemieckim "errrr" powiedział

- Dzień dobhrry

Wstrzymałem się od ukłonu ale równie uprzejmie odpowiedziałem

- Dzień dobry panu.

- Nazywam się Bahrron Van Cośtam

- Tak, tak proszę pana ! Mam przygotowane tutaj to i to. Trzeba podpisać tu i tu prosze pana (i świetnie i miłego lotu tylko idź już sobie bo się zestresowałem...)

Baron spojrzał na mnie łaskawie i wolno zapytał

- z której części świata jesteś ?

- z Polski proszę pana, czyżbyśmy byli sąsiadami ? (myślę sobie szkop)

- Och, nie... ja jestem holendrem (uśmiechnął się)

- Ooo holendrem ? Klienci czasem mówią, że mój akcent brzmi jak holenderski...

Uśmiech zniknął z jego twarzy i odparł

- Nie, kompletnie nie !

I poszedł

Chyba się obraził. A mógłby to być wspaniały początek pięknej przyjaźni ;)

 

 

Dzisiaj pobiłem rekord samo-zakręcenia-ze-zmęczenia. Po pracy, jak już przypomniałem sobie gdzie zaparakowałem, dowlokłem się do auta, stanąłem przed drzwiami i... nie miałem pojecia co dalej ! Wiedziałem, że muszę się chyba dostać do środka. Tylko jak ?? Minęły chyba 2 czy 3 sekundy zanim sobie przypomniałem, że muszę pilotem otworzyć drzwi ! 2-3 sekundy to czasem cała wieczność ;) Taka zawiecha !

Drogę do domu przejechałem na pamięć dziwiąc się od czasu do czasu, że "oo już tu jestem ?? a kiedy minąłem skrzyżowanie...??" Zaparkowałem nieopodal domu (nawet zgrabnie), podszedłem do drzwi wejściowych wyjąłem klucze...i próbowałem otworzyć pilotem od samochodu.

Za to nie miałem problemu ze znalezieniem łóżka i zaśnięciem. Nic a nic :)


A teraz coś na pobudkę:

 

 

I do pracy !

 


Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Ministerstwo Sportu i Turystyki informuje

piątek, 25 lutego 2011 9:04

 

A jednak postanowiłem nie czekać na terminy kursu.

Nie mogę spać w nocy bo cały czas się nie przestawiłem z nocy na dzień. Teraz to już się w sumie nie opłaca bo jutro z powrotem do fabryki. I znowu wezmę ten długopis do ręki i kalkulator i niczym kowal młotem i miechem będę kuł świetlaną przyszłość Królestwa Zjednoczonego i w ogóle God sejw de Kłin tatarata ! (fanfary)  Trochę to głupie że świetlaną przyszłość trzeba kuć w nocy ale cóż, sam sobie wybrałem. Ale zara zara do rzeczy ! Bo zbaczam z tematu.

Nie mogłem spać, jak mówiłem i około 6:45 lokalnego czasu zabukowałem sobie wycieczkę do Lizbony. To znaczy samolot sobie zabukowałem i hotel bo wycieczki zorganizowane mnie nie interesują. Dwie noce myślałem nad strategią a może ten termin a może tamten a może te linie a może tamte a może te w jedną a te w drugą. Tanie linie od razu poszły w zapomnienie ponieważ suma sumarum koszt z dojazdem do lotniska i parkingiem wyszedłby podobny. Po wnikliwej analizie (2 noce) portugalski TAP kilkunastoma funtami zwyciężył nad BA co zostało przypieczętowane przelaniem pewnej ilości środków.

Z hotelem wcale łatwiej nie było. Te same dwie noce na zmianę z samolotami trwała analiza. Bo zarezerwować sobie tani hotel gdziekolwiek to nie jest problem. Problem zaczyna się jak się okazuje, że od hotelu do atrakcji mamy 2 godziny jazdy metrem. Nie mówiąc o pięciu przesiadkach w drodze na lotnisko. Doskonale pamiętam z Madrytu jakim udogodnieniem było to, że po wyjściu z hotelu i przejściu prezez ulicę byliśmy już w centrum. Dobra robota Maka :)

I tak celowałem ale wcale w centrum nie jest łatwo dostać apartament z basenem w rozsądnej cenie. Póki co będzie musiała wystarczyć jedynka z łazienką ;)


Właśnie mi spływają mailem potwierdzenia rezerwacji. Czuję się bardziej niż fajnie a  przez najbliższy miesiąc mam +10 do sensu życia.


 

Ostatnio wpadło mi w ucho na XFM. Słowa też fajne.


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Dziady i Herosi

wtorek, 22 lutego 2011 14:56

 

Po pół miesiąca wróciłem do domu z pracy. Przynajmniej tak się czuję. Łącznie trzepnąłem 12 nocek po 12 godzin pod rząd. Może nie tak do końca bo trafił mi się jeden dzień wolny ale tylko mnie on dodatkowo rozdrażnił. A teraz nagle 4,5 dnia wolnego ! Pójdę sobię na zakuuupy i do fryzjeeera, praaanie zrobię i koszuuule poprasuję. Możę nawet na solarkę wskoczę !... khm tego.., sory role mi się pomyliły. Tak na prawdę to wezmę coś na odwagę i kupię bilet do Lizbony. Na trzeźwo mam wątpliwości co do terminu. Już byłem zdecydowany i coś mnie podkusiło poczytać pocztę firmową. A tam niespodzianka ! Ho ho ho - trochę póź-no :/ Organizują nam w marcu w pracy obowiązkowy kurs pierwszej pomocy. Na pierwszym spotkaniu nie mogę być a terminu drugiego jeszcze nie ma. A jak ustalą w czasie kiedy będę daleko ? To co ? Wideokonferencja ? A usta-usta na czym przećwiczę ?Na USB ?

USBa-USBa - nowa metoda.

 

Odkurzacz jakiś czas temu kupiłem. Tani taki z argosa ale odkurza jakoś. I wiecie co ? Jest to pierwsza rzecz, której moi współlokatorzy nie mają ochoty używać jak mnie nie ma. Zadziwiające ;)

Oprócz tego jakiś wirus pląta się po zagrodzie. Słyszę jak Mały kaszle w kuchni a i ja nie jestem w sczycie formy. Kupiłem maleńką flaszkę rumu i dolewam do herbaty. Podwójne działanie. Rozgrzewa i dodaje odwagi w kupowaniu biletów.

 

Piosenkę z tej okazji dzisiaj dam taką:

 

 

Była to wersja dla wszystkich.

Wersję nie dla wszystkich wykonuje powszechnie znany freak i perwers David B. Obie wersje mi się podobają ale bez dwóch zdań lepsze jest jednak wykonanie autora. Jaki Bowie jest, taki jest ale charyzmy to mu nie można odmówić. A i przesłanie w jego wykonaniu jest całkiem inne.

 

Obejrzałem komedię "The Other Guys" z Willem Ferrellem i Markiem Wahlbergiem. Odrobinę coś innego niż dotychczas. Pare momentów rozśmieszyło mnie do łez. Na przykład bójka na stypie i pożegnanie z Sheilą.

Chyba mogę polecić choć pewnie nie każdemu przypadnie do gustu.

 

Aaaaa i byłbym zapomniał ale mi się przypomniało bo zacząłem o filmach. Kiedyś dawno był taki film "Niewinni czarodzieje". Sześćdziesiąty rok. Jeden z moich ulubionych filmów tego okresu. I tam idzie kolo i recytuje:

"Mędrce dawnych wieków. Zamykali się szukać skarbów albo leków. I trucizn - my niewinni młodzi czarodzieje. Szukajmy ich, by otruć własne swe nadzieje."

Długie lata w ogóle nie mogłem zrozumieć połowy słów choć film widziałem wiele razy. Przed chwilą trafiłem na wyraźną wersję na youtube i mogłem wpisać w gogle. I co wyszło ? Nie zgadniecie ! No chyba że zgadniecie :) Wyszło że to cytat z pierwszej części Dziadów !

Ech trzeba było uważać na polskim a nie w szachy grać.

 

Pograłbym w tenisa.

Nie teraz. Później. Może w maju...


Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

Maroko lata 80-te

czwartek, 17 lutego 2011 9:41

 

- W Maroko to mają pyszne jedzenie ! Siadają na ziemi, dookoła. a pomiędzy nimi są różne dania. Głównie mięsa. Przyrządzają je w specjalny sposób w ziołach i różnych przyprawach a potem wrzucają do garnka i na 24 godziny zakopują w ziemi i zasypują gorącymi węgielkami. Bardzo dobry jest też kuskus. To taka kasza z kardamonem, goździkami czasami i papryką. Pyszne !

- Stiwen a ty masz tam rodzinę czy byłeś na wakacjach ??

- Nie !! Widziałem na YouTube !

- buahahah

- Nie śmiej się ! Wiesz jak to pachnie !?

No. taki jest Stiwen właśnie. Co rusz czymś zaskakuje. Dzisiaj na przykład zaskoczył mnie tym, że się spóźnił 45 minut. Dlaczego ? Dlatego, że wczoraj popadł z kimś w głęboką dyskusję (on to uwielbia) i wyszedł z pracy godzinę później. Miałem za to go zrugać (takie lżejsze słowo na zjebać) ale nie miałoby to sensu. Znacie taki kawał o Stirlitzu:


Hitler i Bormann stoją przed mapą i planują ważną akcję. Wchodzi Stirlitz z pomarańczami, wyciąga aparat fotograficzny, robi zdjęcia mapy i wychodzi. Hitler zdziwiony pyta Bormanna:
- Kto to był?
- Stirlitz, radziecki szpieg.
- Czemu go nie aresztujesz?
- Nie ma sensu. Znów się wykręci. Powie, że przyniósł pomarańcze.


No to właśnie Stiwen to taki hinduski Stirlitz. Zawsze tak zakręci, że wszyscy to rasiści. Oprócz niego rzecz jasna :)

 

Poza tym nauczam (jak to pięknie brzmi ;) Nie wiem kto mnie wybrał i dlaczego ale dostała mi się fucha szkoleniowca. Od jakiegoś czasu szkolę przyszłych team leaderów w zakresie papierkowości. Zastanawiam się, że jeślibym dobrze im zamieszał we łbach to może wykupiliby korepetycje ;))

Dostałem też przymusowe nadgodziny. Musiałem pokryć zmiany kolegi, który był na urlopie. Siedem nocek po 12 godzin pod rząd. Siedem nocek jak siedem życzeń. Jestem zmęczony:

 

 

Kto to pamięta ?? Mój ulubiony serial. Ostatnio widziałem odcinek na KinoPL i tak mi się przypomniało.

Później jeszcze przypomniały mi się inne rzeczy z lat 80-tych. Na przykład to:

 

 

Zawsze myślałem, że facet śpiewa o jakiejś kobiecie a tu się okazuje, że Lorelei to skała na Renie. I jakoś cały kawałek nabrał nagle sensu.

 

A jak już lecimy tak sentymentalnie to wstawię następnego wykonawcę z tego okresu i idę spać, Przyrzekam :)

 

 

A najciekawsze jest to, że w tamtym czasie wcale nie słuchałem takiej muzyki. Gdzieś mi się po prostu obiło o uszy i wróciło dwie dekady później, Nie, żebym miał do samochodu sobie nagrywać ale coś w tej muzie było.


Właśnie zauważyłem że nałożyłem t-shirt do spania na ten w którym przyszedłem z pracy. Jakoś mi tak za ciepło się zrobiło. Zdecydowanie muszę iść spać.

Do widzenia się z państwami

 

 


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Byle do wiosny

wtorek, 08 lutego 2011 8:39

 

Bo wiecie o co chodzi...

Ja też nie wiem ale coś mi kazało tak zacząć ;) Na szczęście rzadko się zdarza, żeby coś mi coś kazało więc od czasu do czasu można się poddać prawda ?

Mam takiego jednego "kolegę" w pracy. W cudzysłowiu bo ani to mój kolega ani moja praca. Pracuje po sąsiedzku można powiedzieć. Angol. Młody angol o wyrazie twarzy: "where am I ?" i akcencie z nizin londyńskich nizin. Muszę się mocno skupiać kiedy mnie zaczepia - a zaczepia mnie kiedykolwiek mnie tylko widzi. Uciekam jak mogę bo rozmowa z nim to dla mnie prawdziwa męczarnia. Z dwóch powodów.

Po pierwsze wspomniany wcześniej akcent. Choć słownictwo koleś ma raczej ubogie to i tak połowy się muszę domyślać. Na dodatek mówi jakoś dziwnie przez nos.

Po drugie problemy które porusza normalnie mnie przerastają. Zawsze ma jakiś problem i zawsze dotyczy on jego dziewczyny lub dziewczyn.

Na przykład:

"Słuchaj, moja dziewczyna nie chce mi podrapać pleców. Normalnie ją poprosiłem a ona mówi "chyba ochu...łes" Coś chyba jest nie tak. Zawsze drapała....Co o tym myślisz ??"

Albo ostatnio:

"Moja dziewczyna wyprowadziła się do innego mieszkania parę miesięcy temu i nie chce mnie do siebie zaprosić. To już kilka miesięcy. Czy myślisz że to coś oznacza ??"

I co ja mam mu powiedzieć ? Bądź dobrej myśli ?

Nie wiem jak koleś ma nawet na imię. Roboczo nazwałem go Werter...

Na szczęście póki robię nocki to się jakoś mijamy.

 

Powoli klaruje mi się plan wycieczek na sezon 2011. W UK już niewiele zostało do zobaczenia. Chciałbym wpaść jeszcze do jaskini Cheddar Mana i wioski Dr Martina ;) Może jakieś Orkady albo Szetlandy. Zastanawiam się tylko co ja bym tam robił przez cały weekend. Bo na jeden dzień to się nie opłaca lecieć 800 km.

Po filmie "Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj" zapragnąłem odwiedzić belgijską Brugię. Pomijając prom, do przejechania jest zaledwie 200 kilometrow w jedną stronę. Wydaje mi się, że warto.


 

Drugi film "The American" z G.Clooneyem podpowiedział mi następną lokację - Castel del Monte 160 km na wschód od Rzymu. Film okej taki sobie ale miejsce akcji powaliło mnie na kolana. Czego jak czego ale obrazków po Corbijnie (reż) można zawsze spodziewać się świetnych.

 


No i pozostają jeszcze miejsca te dawno zaplanowane. Lizbona - od 3 lat próbuję się tam dostać oraz ubiegłoroczny niezrealizowany Marakesz. Pewnie jak zwykle 80% tych planów pozostanie niezrealizowana ale nawet z tych 20% będę szczęśliwy :) Poza tym połowa przyjemności to właśnie planowanie ;)

 

Mój mały współlokator ma nową jazdę. Jak kiedyś nie zapinał pasów w samochodzie, żeby "nie prowokować wypadku" tak teraz uparcie nie zamyka na noc drzwi wejściowych do domu. Nie wiem czemu. Jego filozofia jest z innego wymiaru. Nie wiem skąd ale na pewno tam nie ma złodziei.

 

A teraz idę się umyć bo już świta i hajda na zakupy. Muszę kupić porządne buty i spodnie na te wojaże :) Ma ktoś jakieś doświadczenie z Craghoppers ? Nie rwie się to to po tygodniu ?

Niby Bear Grylls to nosi ale raczej nie ufam komuś kto po tygodniu w dżungli wychodzi ogolony...

 

 


Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 077  

I znowu mamy:

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164077
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page