Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wembley, wczesnym popołudniem...

piątek, 27 lutego 2009 21:24


 

Sorry za jakość ale jak zwykle komórką robione, bo w pracy. Chyba musze sobie kupić jakąś małpkę do noszenia na codzień.
Sytuacja mnie rozbawiła z lekka więc pstrykłem byłem.
Zastanawiam się jak nazwać tą fotkę ?: "Będziemy grać w szachy", "Ying-Yang" czy może "Who let the dogs out ?"
Jakieś propozycje ?
Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Love will tear us apart

wtorek, 24 lutego 2009 20:38
W sumie nie wiem od czego zacząć, żeby to miało ręce i nogi.
Chyba zacznę od wczoraj.
Hmm fajnie by tak było znowu zacząć od wczoraj :)
Niestety dzisiaj jest dzisiaj i jedynie mogę powspominać.
Dobra rozpędzam się niepotrzebnie a to co napisałem w połączeniu z tytułem może sprawić, że pomyślicie sobie, że wydarzyło się coś innego niż w rzeczywistości się wydarzyło :))
Uwaga: KLUCZOWY jest klip, bo tu chodzi o tego pana co śpiewa:



Otóż wczoraj...
Zadzwonił klient (nie, to nie ten z klipu) bo mu się van cudownie zepsuł. Cudownie z kilku względów.
Cudownie bo tylko winda z tyłu siadła i cudownie nie wpływa to na właściwości jezdne.
Oraz.
Cudownie, że w Manchesterze.
Czyli ktoś musi jechać wymienić. Tu już cud nie zachodzi bo to ani nie woda ani wino ani też wesele. O vanach też tam nikt nie wspominał...
Teoretycznie wychodziła moja kolej na jazdę do Manchesteru ale z teorią to różnie bywa. Tak czy inaczej, wziąłem taką ewentualność pod uwagę, spisałem niezbędne dane na karteluszkę (w niektórych kręgach: na karteluszek) i tak przygotowany pojechałem do pracy.

Aha ! W nocy przyśniło mi się, że nie nastawiłem budzika, jest siedem po siódmej i zaspałem do pracy. Obudziłem się, spojrzałem na zegarek (było coś po piątej) i przypomniałem sobie, ze faktycznie nie nastawiłem budzika. Naprawiłem błąd i w lekkim szoku zasnąłem.

A już w pracy, bez zbędnych awantur, hajda na vana i vio. Tym razem  teoria się potwierdziła.
4 godziny później, siedziałem już w tym cudownie zepsutym z dwoma godzinami zapasu. Czyli tak jak mniej więcej zaplanowałem.
No może malutkim poślizgiem bo mojemu sympatycznemu klientowi zebrało się na pogawędki i musiałem odpowiedzieć na szereg różnych kurtuazyjnych pytań. A skąd, a skąd w ogóle, a z jak daleka jechałem, a jak długo jechałem i...jakiej drużynie kibicuje. Za to ostatnie w Polce niechybnie dostałbym w baniak niezależnie od odpowiedzi ;)
Później szybko pyk, pyk, pyk na tomtomie, kierunek Macclesfield - jakieś 30 km od Manchesteru i nawet w odpowiednim kierunku. A nawet jeśli nie byłoby w odpowiednim to 30 km, przy 330 które dzieliły mnie od Londynu, nie robiło wielkiej różnicy.
Dojechałem więc do Macclesfield. Zaparkowałem vana i poszedłem na cmentarz.
I pewnie bym tak spacerował po tym cudownym cmentarzu do teraz gdyby nie jeden cudowny kolo, co to cudownie zbierał liście.
Po tradycyjnej wymianie uprzejmości, co u ciebie, czy wszystko w porzo, jak czuje sie twoj pies itp zapytalem delikatnie czy sie orientuje w terenie.
A on: Szukasz grobu Iana Curtisa ?
I tak, właściwie cudem z lekka, dotarłem do celu:


Zdziwiła mnie postać nagrobka ale jak widać co kraj to obyczaj. U nas urny wmurowywuje się na przykład w ściany a tu w krawężniki. I właściwie to całkiem niezły pomysł. Trochę też byłem zaskoczony, że taka osoba ma tak skromny nagrobek. Żadnego pomnika, ozdobnej tablicy, nic. Trochę kwiatów i paczka fajek położona przez jakiegoś fana.
Wyjąłem swoje, zapaliliśmy w milczeniu po czym wróciłem do auta. I właśnie dla tej fajki z Ianem warto było zrobić 700 kilometrów.


 
Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Majkel Majkel !!

sobota, 21 lutego 2009 21:25
Robert's farewell party się odbyło.
Śmiesznie było. W pubie same demoludy (jeśli ktoś pamięta co to za twór) Mentalność podobna więc i gadki się układały. Temperament też pozostawał w normie, jedynie 44-letni Czesław (pseudonim sceniczny) się wyłamał i dał niezobowiązujący pokaz gry na perkusji. Wyimaginowanej. Później część demoludów poszła do Boulevardu (ch. wie jak jak to sie pisze ale podobno im wiecej "o" i "u" tym lepiej) a druga część w postaci trojga polaków i pojedynczej rumunki (nie kojarzyć ze stereotypem rumunki, oj nie...na pewno nie...uhhh) pojechała do domu.

w tym i ja...

i wtedy właśnie...

Przeczytałem gdzieśtam, że Michael Jackson - obiekt naszych drwin i kpin - wraca na scenę.
Podobno ma dać kilkadziesiąt koncertów w londyńskiej O2 Arena...
I tak się zastanowiłem troszku. A gdyby nie Majkel to co ?
To omineła by nas ta wielka fala kiczu, skandali i niesmaku.
I cooo...
i nie poznalibyśmy prawdziwej muzyki pop, której osobiście nie hołduję, ale która ma i tak olbrzymie znaczenie w muzyce w ogóle.
I tak mi się żal zrobiło tego czarnucha...białasa...ch...go wie, że aż postanowiłem napisać notkę ! ;)
Słucham więc trzeci z kolei kawałek bankruta i nie to, żeby do mnie to docierało nagle ale na pewno coś w tym jest. Prawdopodobnie to tylko nostalgia za latami 90-tymi ale niech mu tam będzie.
I jeśli rozmowy znajdą finał w rzeczywistości to zastanawiam się czy przypadkiem nie poszedłbym na koncert ikony mojej młodości...
;)))

A na koniec anegdota :)
Wiadomo, że zespoły mają to do siebie, że się rozpadają. Otóż Majkel Dżekson był pierwszym solistą, który się rozpadł ;)

Spoko ! To tylko cytat i nie musicie się śmiać ;)

Dobra słuchajcie, już jestem po małej whisky i małej wódce i musze iść spac. Nara no nie. Żółwik....

Aha i piosenka:

 

Sorry Majkel...Placebo zawsze mi robiło...nie tylko w latach dziewięćdziesiątych...


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Baba O'Riley Blues

niedziela, 15 lutego 2009 22:06

I co ? Znowu ta sama historia. Nic się nie dzieje. Nuda panie. Jak w polskim filmie.
Następny atak wiosny w tym roku mamy. Mój samochód mówi, że jest plus dziesięć. Muszę go umyć...Nie ma to nic wspólnego z temperaturą. Po prostu przypomniało mi się jak wspomniałem o aucie.
Nie mogę się zalogować na stronę banku od karty kredytowej. W końcu dzisiaj wziąłem się i zadzwoniłem. W słuchawce usłyszałem alternatywny angielski akcent. Okolice Bombaju czy cuś. Ciśnienie ze mnie zeszło bo wiedziałem już, że raczej nic nie załatwie. Atrakcją rozmowy było stwierdzenie, że "nie mogę wejść na strone logowania ponieważ spóźniłem się z płatnością" Pewnie, że się spóźniłem bo jak niby mam pilnować terminów jak nie mam wglądu na konto.
Chciałbym napisać, że wszystko dobrze się skończyło ale niestety jeszcze się nie skończyło.

Nie mogę pić wina w weekend. Generuje to zbędne koszty. Nie mówie o samym wydatku na wino tylko o tym, że po winie mam zadziwiająco lekką rękę do wydawania kasy. Wczoraj kupiłem 3 płytki Placebo i byłem o krok od kupna kamery. Resztki zdrowego rozsądku powiedziały jednak BASTA !
Ale winko było niezłe. Jakieś australijskie Shiraz-Merlot (Hardy's) czy jakoś tak. Nie znam się na winach. Nie jest istotny dla mnie posmak gleby, orzechowa nuta czy bogaty bukiet. Ważne żeby ryja nie wykręcało. Wybieram więc te półwytrawne i półsłodkie. Zazwyczaj do tego kupuję różne rodzaje sera i obserwuję jak wszystko zmieszane razem zmienia smak. To lubię :)

A w tym klipie na początku, tam gdzie ten chłopak zrzuca ten swój skuter, to byłem :) Jeszcze zanim poznałem ten genialny kawałek :) Taki przypadek. Miło
Pa
Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ratuj się kto może !

środa, 04 lutego 2009 21:19
Nie ma fotek, nie ma filmu drogi ! Postanowiłem nie fotografować (jak jakiś bezduszny paparazzi ;) sytuacji jaka nawiedziła kraj obecnego pobytu. Byłoby to nie fair w stosunku do tych wszystkich ciapatych i angoli, którzy płacząc i rwąc koszule (lub te ichnie togi) w przypływie bezradnej rozpaczy, nie mogli w poniedziałek rano wyjść z domu do pracy.
BO NAPADAŁO 15 CENTYMETRÓW ŚNIEGU a temperatura osięgnęła - 6 STOPNI !!
Podobno było to tzw Bezwzględne Minus Sześć.

W pamiętny poniedziałek, o godzinie 6:30 obudził mnie Jimi Hendrix
- Hej Joe ! Widziałeś co jest za oknem ?
Nie, to chyba było inaczej....
W pamiętny poniedziałek o godzinie 6:30 obudziło mnie Hej Joe, Jimiego Hendrixa. Dzwonił Fafarafa
- Dzień dobry ! Nie obudziłem ? (stały tekst tego kolegi)
- A skąąąąd...od godziny czekałem na twoj telefon (idioto)
- Widziałeś co jest za oknem
Wyjrzałem przez powyższe. Był śnieg. Widziałem już kilka razy to zjawisko. Może dlatego nie byłem specjalnie przerażony...

Na wszelki wypadek wyjechaliśmy pół godziny wcześniej. Celem było oddalone o około 40 minut jazdy High Wycombe - takie miasteczko na górkach.
Po drodze apokaliptyczne sceny. Białe ulice bo piaskarkom zabrakło piasku i soli. Na poboczach, co rusz, mozna było zobaczyć samochody solo lub podczas zajęć w grupach. Żaden autobus nie wyjechał z zajezdni, Metro też nie jeździło, a radio nadawało komunikaty:
JEŚLI NIE MUSICIE, NIE WYCHODŹCIE Z DOMU !
JEŚLI JUŻ MUSICIE WYJŚĆ Z DOMU, NIE WYJEŻDŻAJCIE POZA LONDYN !
Ohohoho ale jazda !
Do H.W. dotarliśmy na czas bo poza Londynem ulice czarne :)
Wracając,mijaliśmy podobne sceny tylko po drugiej stronie drogi.
Koło południa i w Londynie ulice nabrały normalnego koloru więc było jak zwykle.

Kiedy wróciłem do domu i przejrzałem wiadomości. Zdałem sobie sprawę w jak wielkim jestem niebezpieczeństwie. Grozi nam conajmniej zasypanie lawiną lub wielka angielska kra przełamie się na pół i obie części pójdą na dno pociągając za sobą Irlandię i te mniejsze wysepki wokoło (o co Francuzi będą mieli później pretensję bo się tak pięknie z la kanałem komponowały...).
Zwątpiłem. Zadzwoniłem do Ojca i powiedziałem, że jest bardzo trudno ale jakoś się trzymamy...
Hahahahaha - odpowiedział Ojciec....

A oto nasz zakładowy bałwan:


PS: W przypływie weny, chcąc zrobić coś nowego dla świata, dorobiłem bałwanowi sterczący śniegowy ogon. Widzieliście kiedyś bałwana z ogonem ? Nowatorskie prawda ? ;)
Niestety bałwan, pocąc się i rumieniąc, kategorycznie zabronił fotografowania go od tyłu.

 

 


Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 067  

I znowu mamy:

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164067
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page