Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Don't mess with Radziu

niedziela, 28 grudnia 2008 13:49
Wstałem rano i patrzę a tu juz po świętach.
Czas tedy robić pranie, zakupy i pójść do fryzjera.
I mamy takiego fryzjera tu nie daleko za rogiem jakieś 6 kilometrów.
Na pierwszy rzut oka gość pochodzi z Pakistanu. Na drugi, trzeci i piętnasty również więc wnioski nasuwają się same. Uwaga ! Szokująca wiadomość ! Ten fryzjer jest z Pakistanu ! Niby nic ale przypomieć sobie o tym w momencie jak skrobie po mojej szyi tą pakistańską brzytewką nie jest niczym wesołym.
Fryzjer ma na imię Raj. Wymawia się Radź, Po lekkim spolszczeniu (jego żona jest polką) - Radziu. Po tym wstępie nikogo nie zdziwi fakt że salon nazywa się "U Radka"
Ale jakoś nadal tak nie swojo jak on mi z tą pakistańską brzytewką...
Dobrze się jednak skończyło i teraz czuję się jak 6 funtów ;) Właściwie 7 bo dałem napiwek.

A wczoraj myli państwo, znowu byłem w Brighton. Niby z pracy a po pracy. I w sumie nie byłoby nic w tym dziwnego gdyby nie to, że jako środek transportu trafił mi się 2-litrowy VW Golf GTI. Panowie pewnie wiedzą o co chodzi a paniom powiem, że to strasznie fajne auto :) Tym bardziej, że prosto z fabryki. Iiiii normalnie jak nie bardzo interesują mnie samochody i raczej jestem spokojnym kierowcą to po chwili (spkojnej) jazdy nie potrafiłem już odmówić pukającej w szybkę adrenalinie. A w miarę pusta autostrada tylko cicho akceptowała mało rozważne decyzje.
W odróżnieniu od bungee (albo banjo jak kto woli ;) ja jednak wolę poziomy kierunek przemieszczania się, też bogaty we wrażenia ale przynajmniej z (złudnym nieco) poczuciem kontroli ;)
No i na tej gumie nie poleci się 200 km/h...chyba żeby tak z samolotu ze spadochronem skoczyć...ale to też kierunek nie ten ;)


Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

To co ? Mamy święta no nie....

środa, 24 grudnia 2008 19:02
Święta to i trzeba coś napisać. W składaniu życzeń nigdy nie byłem za dobry. Zawsze mi się wydawało, że cokolwiek się nie powie to i tak zalatuje patetycznym banałem.

Dlatego po prostu życzę Wam wesołych Świąt, żebyście w formie dotrwali do Sylwestra bo tenże będzie jeszcze gorszy. W sensie obżarstwa, pijaństwa i innych przyjemnych rzeczy. Po Sylwestrze to juz z górki. Nie będzie obowiązku wystawiania na próbę naszych organizmów aż do tłustego czwartku.
A w Nowym Roku (tym nawet po tłustym czwartku) życzę Wam w kolejności zamyślonej: zdrowia, miłości i dużych pieniędzy. Oooo jak zaczęło walić banałem ! Czujecie ?? ;)
Podobno pieniędzy sie nie życzy ale one są dopiero na trzecim miejscu, bo tak sobie pomyślałem, że jak ma się zdrowie i miłość (dla chętnych) to chętnie by się gdzieś pojechało.... ;)
Wy możecie mi życzyć tego samego (jeśli chcecie) a żeby nie było za trudno to już wysłałem lotka na dzisiaj :D

Kartki żadnej nie wkleje bo co wpisuje "santa" w googlach to mi gołe baby wyskakują. Nie mówie że źle ale może lekko niestosownie.

Trzymajcie się ciepło !





Podziel się

komentarze (5) | dodaj komentarz

Widzialność dobra, pułap czterysta.

niedziela, 21 grudnia 2008 15:42
A tyle miałem w głowie dopóki nie otworzyłem miejsca gdzie wpisuje się nową notkę.

Londyn, dnia 21 grudnia 2008 roku, pogoda nie aż taka najgorsza. Zachmurzenie umiarkowane, temperatura powietrza około 10 stopni C. Temperatura odczuwalna nieco niższa z powodu lekkiego wiatru. Widzialność dobra. Pułap czterysta.
Przerywamy nadawanie prognozy pogody gdyż prezenterowi nasunęły się pewne refleksje...
Za to lubie Londyn (refleksje prezentera)....za to że niedzielnego grudniowego poranka, możnaby rzec "zaawansowanego grudniowego" można sobie wyjść na fajka w krótkich spodenkach i ti-szercie i przez te 6 min wędzenia nie poczuć nawet dreszczyka zimna.
Lubię też za to że kilka dni temu w centrum, termometr auta, którym właśnie jechałem zarejestrował temperaturę 15 stopni C. Był wieczór, godzina 18-ta a na zewnątrz zamiast wieczornego ochłodzenia było coraz cieplej. Tylko teraz nie wiem czy powinienem lubić Londyn czy termometr...

Dziś mam wolny dzień. Cały.
Poświęcam się więc...w zasadzie to niczemu sie nie poświecam .  Po prostu oglądam serial Dr House. Po kilka odcinków dziennie. Widzieliście  to ? Fabuła taka sobie, każdy odcinek identyczny. Diagnoza, leczenie, poprawa u pacjenta i nagłe pogorszenie, poprawna diagnoza i wyleczenie. Ale...humor tytułowego doktorka jest niezły :) I ma świetną marynarkę (taka góra od garnituru a nie formacja zbrojna) !

Kuzynka wcisnąła mi na ferie swojego 16-to letniego syna. Nie na całe na szczęście ale na kilka dni. Może być zabawnie. Koleś nie mówi po polsku a po angielsku słabo :) Ale generalnie fajny typek. Może byc zabawnie tylko gdzie ja go zabiore ? Do muzeum lotnictwa ? On pewnie by wolał zgoła gdzieś indziej ;)

Po raz pierwszy w życiu spróbowałem Johnnie Walkera Black Label (to taka niby lepsza) Kupiłem małą buteleczkę bo nie chciałem ryzykować z dużą flaszką. I w sumie dobrze zrobiłem. Whisky jak whisky i tyle w temacie, dziękuję za uwagę.
Jeszcze tylko dodam, że brakowało mi w niej mydlanego posmaku torfu, za którym nie przepadam. Ot taki paradoks.

Podzwoniłem poza tym po rodzinie i poskładałem życzenia. Czyli na ten rok mam z głowy :)
Aha ! Dzisiaj są urodziny super ważnej osoby :) Nie jest ona ani gwiazdą rocka ani piłkarzem Arsenalu tylko emerytowanym nauczycielem  historii.
Wszystkiego najlepszego Tato :)
Podziel się

komentarze (9) | dodaj komentarz

Credit crunch i zakupy

środa, 17 grudnia 2008 22:11
Troche za szybko wszystko się dzieje tutaj. Nie nadążam pisać notek :)
Tzw. Credit Crunch zaczyna się dawać we znaki szaremu pracownikowi i rzeczy, które do tej pory były w miarę pewne zmieniają status na wątpliwe. Na przykład zatrudnienie.
Chodzą słuchy o redukcjach godzin. Skutkiem tego będzie znacznie mniejsza pensja. Wyjścia dwa. Albo trzeba poszukać czegoś dodatkowego albo czegoś zupełnie innego. Tylko jak znaleźć cokolwiek jak wszędzie jest taka sama sytuacja ? Koło się zamyka.
Mamy jakieś 3 tygodnie na reakcje. Później trzeba będzie przestawić się na Lidl.
Czyli:
Tygodniowe zakupy za 6-8 funtów (jak ja to robiłem ??). Dzienne żarcie: tu-pis-czik'n'czips plus przecenione kanapki ze stacji benzynowej :) Piwo jeśli już to tylko Fosters - 8 za 5 funtów i takie tam inne kombinowania.
Jednym zdaniem powtórka z rozrywki sprzed 2,5 roku. Na szczęście wtedy krótko to trwało i teraz wspominam to z nostalgią ale żeby od razu do tego wracać... :)

Koleżanka z pracy poprosiła mnie, żebym pojechał z nią na drobne zakupy. "Kupimy coś na lunch i w ogóle". Wzięliśmy więc służbowe auto i wioo.
I powinienem zacząć coś podejrzewać jak poprosiła mnie , żebym nie parkował za daleko. A później, żebym wziął wózek zamiast koszyka...a później...dopiero się zaczęło !
"Mickey, ale takie kartki (świąteczne) już wzieliśmy"
"Już byliśmy na kosmetykach dwa razy"
"Nie, Andy nie chciał masła sojowego"
"Tu chyba nie ma przymierzalni" (były ze cztery)
"Po co ci głowa mikołaja na patyku ????"
A ja chciałem kupić sobie tylko palmolive oliwkowy i nie było ! Były wszystkie inne i to w promocji 2 za 1 a mojego nie bylo ! I gdzie tu sprawiedliwosc ??
Z tego wszystkiego do lunchu kupiłem margarynę do pieczenia zamiast do smarowania. Właściwie to nie kupiłem bo oddałem je przy kasie ale było blisko.
Po powrocie za to zrobiłem sobie wyczesaną w kosmos bagietkę. Masło wziąłem od Mickey :) Na szczęście sojowego nie było :)

A jutro Bristol, jeśli plany się nie zmienią.

Podziel się

komentarze (2) | dodaj komentarz

Trzecia nad ranem

poniedziałek, 08 grudnia 2008 19:29
Dzień dobry się z Państwem
 Miły weekend był a nie przeczę miły całkiem.
PRACOWAŁEM ! Ale jak :)
Sobota minęła dość szybko a zwieńczeniem wieczoru była partyjka 3-5-8. Dołączył do nas Nazwijmy Go Marcin niestety bez Nazwijmy Ją Agnieszki. Ja oczywiście znowu wygrałem potwierdzając regułę kto nie ma szczęścia w kartach...Nazwijmy Go Marcin jako szczęśliwy partner i przyszły tatuś przegrał z kretesem również potwierdzając regułę. Taka karma ale nie poddaję się. Będę grał do skutku :D
Po kartach tradycyjny lamb doner u Turka i do dom.
W niedzielę dostałem misję z pracy. Misja polegała na przywiezieniu z centrum jakiegośtam auta.
To i spacerek sobie po Londku zrobiłem i spotkałem znajomych z BBQ party i wróciłem autem do dom.
Wracając zajechałem do KFC na tradycyjne czikenwingsy. Mamy takie jedno specyficzne KFC w pobliżu.  problem zaczął się kiedy chinka  przy kasie powiedziała ile mam zapłacić. Wytrzeszczyłem oczy jak lemur. No nie wiedziałem ile !. To co ona wyartykułowała nie przypominało mi żadnego ze znanych liczebników. Wyartykułowała więc jeszcze raz z podobnym skutkiem. I jeszcze raz i jeszcze raz. Machnąłem ręką i wcisnąłem piątkę w jej małą żółtą dłoń. Wydała mi resztę i odetchnąłem z ulgą.
Następny był koleś. Nic nie mówił tylko suszył wielkie zębiska. Pomyślałem, że ten to mi na pewno nie pomoże w realizacji zamówienia. Podsuszyłem przez chwilę swoje i przesunąłem się dalej wzdłuż lady. Trzeci koleś, który trzymał już moje skrzydełka patrzył gdzieś w sufit. Zignorowałem go bo myślałem że to jeszcze nie moje zamówienie. I czekam i czekam a on gada i patrzy w ten sufit a później w podłogę i znowu w sufit. Prawie wyrwałem mu to co miał w rękach i niemal wybiegłem z lekka zaniepokojony. Oczywiście skrzydełka nie były najlepsze, Kartonik walił jakąś chemią i dali jeden sos BBQ za mało.
I po co komu sporty ekstremalne ??
Lubię tam kupować. Za każdym razem jest inaczej ;)
A w poniedziałek zerwałem się o 3-zero-zero w nocy i pojechałem se nad morze :)
No nie tak se bo z pracy ale zrobiłem to z przyjemnością. Po zakończeniu czynności (tak mówią policjanci, no nie Drucie ? ;) udałem się na kamienistą plażę celem duchowej odnowy i ukojenia rozszarganych nerwów...
Dobra takie tam pieprzenie. Już tak mam że raz na jakiś czas MUSZĘ zobaczyć morze i wiem, że nie tylko ja.
Świetna pogoda jak na tą porę roku. Ciemno bo piąta rano. 7 stopni ciepła, lekko tylko zachmurzone niebo i takie całkiem sporawe fale.
A potem zzzziuuutt i powrót do standardu. I jeszcze wymiana koła bo dostało gwoździa.
Ech niska cena mimo wszystko.

Podziel się

komentarze (7) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 111  

I znowu mamy:

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164111
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page