Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wake Up

środa, 27 grudnia 2006 20:19
Sponsorem dzisiejszej notki jest Arcade Fire "Wake up"
A oto nowa świecka tradycja. Link do klipu: http://www.youtube.com/watch?v=DEKC5pyOKFU
Obejrzyjcie, fajna muza :)

Godzina 5:00. Zakapturzona (a jakże by inaczej) postać schodzi szybko po schodach. Wychodzi z mieszkania i na rowerze w kolorze pomarańczowym-oczojebnym z napisami "Kaos" i "Apollo" odjeżdża we mgłę. Ta mrożąca krew w żyłach scena niewątpliwie posłużyłaby  za kanwę dla wielu obrazów znakomitych współczesnych reżyserów młodego pokolenia, ambitnego kina drogi. Posłużyłaby, gdyby ktokolwiek to widział. Niestety o 5 rano w pierwszy dzień świąt normalni ludzie śpią a tylko ci nienormalni jadą do pracy. Jeszcze bardziej nienormali wyłączają na całe święta autobusy w 8 milionowym miescie. Z tego miejsca chciałbym im podziękować za bezpłatne Bicycle Experience.
Rower musiałem pożyczyć od terrorystów, którzy pracują z Grzesiem. Cały pordzewiały i bez powietrza w tylnym kole. Rower posiadał bardzo dużo przerzutek, których nie dało rady przerzucić. Manetki były pordzewiałe. Rura pod siodełkiem też, więc nie mogłem go wziąć wyżej. Dzięki temu jadąc (po napompowaniu kola) niemal uderzałem kolanami w brodę.
Całe szczęście nie było zimno i jak się okazało miałem z górki (jak nie trudno się domyślić tylko w jedną stronę). Przy spokojnym tempie, 10 kilometrów zajęło mi około 30 minut. Jazda raczej nie należała do komfortowych zwłaszcza, że terroryści trzymali rower pod chmurką i wszystko co kiedyś z niej spadło było teraz w siodełku. Oczywiście po zejściu z roweru znalazło to odbicie na moich spodniach w postaci 2 mokrych plam na tyłku. Wyglądało to jakby mi ktoś płuca odbił na dupie. Z dwojga złego wolę takie skojarzenie choć wiem, że ci co to zauważyli wybrali prostszą wersję.
W pracy bizi nie było. Wzruszeni moją historią puścili mnie 2 godziny wcześniej do domu.
Na drugi dzień była powtórka z rozrywki z tym, że w drodze do pracy wyprzedzały mnie...AUTOBUSY !!! A miały ruszyć dopiero za 3 godziny ! Zawsze się znajdzie jakiś nadgorliwy ! Moje poirytowanie (nie chciałem pisać "wkurwienie" - to brzydkie słowo jest) dodatkowo potęgowała myśl o drodze powrotnej. Wróciłem i skończmy ten temat.

Dziś w nocy zadzwoniła komórka. Na wyświetlaczu "Rahmat". Myślę sobie: Pewnie zachlał i wydzwania po znajomych. Odebrałem. Pyta mnie gdzie jestem i czy zapomniałem że mamy na rano. Za oknem ciemna noc ale głos ma raczej trzeźwy. Pytam która godzina. Nie rozumie pytania. Ja nie rozumiem jeszcze bardziej czemu on go nie rozumie. sprawdzam sam. AAAAAAA. Od godziny powinienem być w pracy !!
Dzwonię do recepcji. Odbiera operator Johnny (jak można zauważyć po samym imieniu - Pakistańczyk). Po wstępnym obowiązkowym how-are-you-?-thanks-i'm-ok-you-allright-?-yeah-i'm-fine mówię szybko, że się spóźnię, bo zaspałem. Johnny pyta dlaczego nie zadzwoniłem wcześniej i nie uprzedziłem. Zatkało mnie. Jeszcze raz mówię: zaspałem !! A on dalej swoje, że powinienem wcześniej uprzedzić... Odpuściłem. Powiedziałem tylko, że będę za godzinę. Wyłączając telefon usłyszałem tylko typowe angielskie "ok, no problem Bartek, take a time". Później z szybkością huraganu "Bartosz" umyłem się, ubrałem i wybiegłem z tzw domu. W pracy byłem po 37 minutach. I nikt nie robił z tego problemu, nikt nie kazał mi odpracowywać tych dwóch godzin poślizgu i jeszcze kazali mi iść zrobić sobie herbatę bo rano na pewno nie zdążyłem jej wypić.

A swoją drogą wyspałem się jak rzadko kiedy :)
Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Dużo Szczęścia i Słodyczy...

piątek, 22 grudnia 2006 11:05
Sponsorem notki jest 4 odcinek serialu "7 życzeń" pt "Dużo szczęścia i słodyczy"

Szczczerze mówiąc nie wiedziałem, że to się tak potoczy. Myślałem, że na Święta będę już w Polsce. Myslałem, że całą wycieczkę szlag trafi i na tarczy ale z ulgą wrócę do domu. O ironio wszystko się ułożyło wg planu. No i siedzę sobię w tym Engladeszu kompletnie nie czując Świąt. Za oknem najwyżej jesień. Trawa zielona, na licznych modrzewiach liście. Jest sucho ale mgliście. Co prawda za oknem na ścianie domu biegają podświetlane renifery ale przy tej pogodzie wygląda to jak żart. Nawet w biurze choinka jest srebrna i bardziej przypomina Apollo 13 niż świąteczne drzewko. Jedynie w busie nr 5 na lusterku dynda Mikołaj a z radia lecą kolędy.

O tej porze w prawdziwym domu mogłem już poczuć zapach pieczonej łopatki, gotujących się nóżek na galaretę i zalewy octowej do śledzi. W Wigilię do kompletu dochodził zapach karpia na patelni oraz barszczu. Tutaj będę musiał zadowolić się gotowcami z jakiegoś hiperu i porto zamiast barszczu. Będą to moje pierwsze w życiu Święta spędzone poza domem. Bez rodziny. Z jednej strony czuję się mocno nieswojo ale z drugiej jestem bogatszy o kolejne małe doświadczenie. Myślę, że pomimo nienajszczęśliwszych okoliczności jest to doświadczenie pozytywne.

Dosyć przynudzania

Wszystkim znajomym Emigrantom. Wszystkim Tym, którzy zostali w Polsce. Wszystkim Tym, którzy czytają bloga, a o których nie mam nawet pojęcia. Również Tym co nie mam pojęcia, że nie mam o Nich pojęcia. Życzę zdrowych, spokojnych i wesołych Świąt.
Dużo szczęścia i słodyczy.
Bartek






Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

Asleep From Today

sobota, 16 grudnia 2006 16:59
Sponsorem dzisiejszej notki jest Chemical Brothers "Asleep from today"

Rozmawiałem z koleżanką z pracy na temat kart kredytowych. Otóż twierdziła ona, że kilka miesięcy temu z Barclaysa (w którym mam konto) przeniosła się do HSBC gdzie od razu dostała karte kredytową. Historię pobytu w UK ma niemal identyczną jak ja. A, se myślę, pojdę, spróbuję. Trafiłem na ciapatego który przestraszył się że tak od razu chcę zakładać konto. A może umówimy się na jutro ? Nie zgodziłem się bo mi się nie chciało jeździć 50 razy w te i wewte. Jakże nieszczęśliwy przystąpił do wypełniania trudnych formularzy na swoim ciapatym kompie. Siedzę, czas się wlecze niemiłosiernie, temu sie plączą te beżowe paluszki, ziewa jak smok, wpisuje jakieś babole, musze go kontrolować bo moja tożsamość jest w niebezpieczeństwie. Nagle widze, że gościu pochyla głowę coraz niżej i niżej... Myślałem, że się czemuś przygląda na biurku. A ten schodzi dalej. Jak już miał czoło około 5 cm nad klawiaturą to nagle jak katapulta jeb do góry ! No zasnął mi skubany na biurku !! Jak R.Atkinson w "Wyścigu szczurów" Na ułamek sekundy ale zasnał ! Nie przyglądałem się sobie w tym momencie ale założę sie, że oczy ze zdziwienia miałem wielkie jak spodki.
I to już drugi taki przypadek w banku. Poprzednio babka pokazywała mi tik na dłoni. Drgał jej mięsień. Czasem się zdarza, Chyba każdy to miewa. Ale ta przerwała pracę i przyglądała sie temu jak zaczarowana. Mówię jej, że to mięsień drga i że też czasem mi się to zdarza a ona na to: "ale to wygląda jakby żyło !" czy coś w ten deseń. Dobrze że nie zaczęła tego karmić i ubierać. Ech...
Wracając do meritum. Karty kredytowej w tym banku tak od razu dostać nie mogę jak dostała ją Wiola. Później gdzieś wyczytałem, że banki zaostrzyły warunki ze względu na liczne przekręty jakich dopuszczają sie przedstawiciele pewnego państwa w Europie Wschodniej. Ręce opadają jak głowa temu ciapatemu. No nic, knuję dalej.

Wczoraj pocztą przyszedł NIN. Poczułem się jakbym dostał co najmniej wizę do USA (po co mi wiza do USA ?). Mam nadzieję, że już grudniowa pensja będzie opodatkowana w normalny sposób.

Przed dwoma godzinami zadzwonił telefon. Jakiś ktoś dzwoni ze sklepu i pyta czy chciałem wziąć na raty aparat. Pierwsza myśl - ruszyły ich wyrzuty sumienia i jednak dadzą mi ten kredyt ! Druga myśl - ktoś zrobił jakiś przekręt na moje konto. Gościu wypytuje się o model itp i nagle olśnienie ! Rahmat ! Gandu !!! Gandu - w jezyku Rahmata znaczy: "ten co miłuje bliźniego z identyczną końcówką". Rahmat jest moim (no nie napiszę przecież partnerem !) w pracy. Obaj mamy dzisiaj wolne a że jest a raczej była piękna pogoda to chciał mnie nakręcić na jakąś wycieczkę.
Niestety wczoraj wieczorem wypiłem za dużo pepsi. Mam poważne podstawy aby podejrzewać, że jakieś fuckin' krasnale podstępnie i nieustannie dolewały mi do tej pepsi whisky. Dzisiaj ani pepsi ani whisky, krasnali tez nie ma a ja mam leb jak obora.

Zgłodniałem i mam poważny dylemat. Kebab czy żarcie z jakiejś kurczakowni ?
Przemyślę tą kwestię w drodze.
Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

A Hole to Fill

wtorek, 12 grudnia 2006 0:01
Sponsorem dzisiejszej notki jest Bob Geldof "A hole to fill"

6 grudnia w mikołajki miałem umówione spotkanie w Jobcentre w sprawie NINu - to taki numer w rodzaju NIPu chociaż nie do końca. Na to spotkanie czekałem prawie półtora miesiąca. A było na co. Dzięki temu numerkowi moja pensja będzie opodatkowana normalnie. Do tej pory zabierali mi dużo więcej niż chciałem.
Na 2 dni przed spotkaniem uświadomiłem sobie, że przecież mój paszport leży w Home Office !! Przyleciałem na skrzydłach do tzw domu z zamiarem wykonania telefonu w tonie błagalnym. I tutaj uwaga nastąpił cud. Paszport czekał na mnie pod drzwiami pokoju :) Normalnie jakby w H.O. się domyślili, że go potrzebuję. Chyba że sam im zwiał...
Sam Jobcentre - urząd jak urząd. Plusem był oszałamiający widok z okna. I pomyśleć, że było to zaledwie 5-te piętro ! Dzięki niskiej zabudowie aglomeracji, można było zobaczyć całą rozległą okolicę, przedmieścia Londynu w promieniu co najmniej kilkunastu kilometrów.
Rozmowa z urzędnikiem rodzaju nijakiego była średnio przyjemna. Cynizm i sztuczne uśmieszki. Na zakończenie powiedziałem, że mam zamiar sprowadzić tu rodzinę i znajomych.
Jako, że miałem wszystkie dokumenty ze sobą polazłem do Currysa i poprosiłem o sprawdzenie czy dostanę kredyt na aparat.  Przy podawaniu okresu pobytu w UK musiałem nieco wydłużyć rzeczywistość. Tak o jakieś 2,5 roku. Niestety wydłużyłem ją pod złym adresem i suma sumarum wyszło, że ponad 2 lata mieszkałem w ZADŁUŻONYM po komin domu !
Kredytu mi oczywiście nie przyznali i zostałem bez aparatu. Tak miedzy nami to jestem pewien, że to nie chodziło o adres tylko to COŚ z Jobcentre przejrzało moje chytre zamiary, zadzwoniło do nich wcześniej i nagadało.
Mam w zanadrzu ze dwa następne chytre plany ale muszę chwilę poczekać. Na razie panuje totalne bezaparacie. Nawet telefon mam bez aparatu. Tak ! Na prawdę istnieją takie :)
Póki co pokończyły mi się wszystkie polskie książki. Kupiłem Sherlocka Holmesa w oryginale i coś tam dukam powoli. Wybór był świadomy ponieważ bardzo dawno temu przeczytałem chyba wszystkie opowiadania i nawet jeśli czegoś nie zrozumiem to mam nadzieję, że będe pamiętał :)
Kupiłem jeszcze DRES !! Oouuu Yeeee :) Z 10 lat nie miałem dresu :) właściwie to kupiłem tylko spodnie ale są tak fajne i wygodne, że zaczynam rozumieć tych wszystkich co nawet do kościoła w tym chodzą. Mój do kościoła się nie nadaje bo jest w kolorze ciemnym, stonowanym, bez lampasów, zamków i plastikowych wstawek.
Drogie Bravo czy te drobne zakupy pozwolą zapomnieć o aparacie ?

Ok teraz trzeba coś skubnąć na szybkiego a potem do banku przygotować grunt pod realizację następnego planu :)
Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

Pretty Penny

poniedziałek, 04 grudnia 2006 11:55
Sponsorem dzisiejszej notki jest Stone Temple Pilots "Pretty Penny"

Naprawdę fajne uczucie jak się kasa kończy. Takie mobilizujące :)
W zeszłym tygodniu z 20 funtów nie zostało mi już oczywiście nic. I jak już miałem pożyczać kasę, dostałem 10 funtów napiwku. Byłem naprawdę zdumiony i mile zaskoczony :) Tym bardziej, że ostatnio rzadko jeżdżę na terminale.
Po następnych dwóch dniach i tak musiałem pożyczyć kasę na buspassa, żeby jakoś się do roboty dostać ale w tym czasie na moje konto wpłynęła wypłata kolegi którą w niewielkim procencie zdefraudowałem. Za późniejszą zgodą samego zainteresowanego i tylko na dwa dni. Zgodzić się musiał bo i tak robię mu przysługę umożliwiając wypłatę jego pensji przez moje konto. Nie wiedząc o tym on także robi mi przysługę ponieważ dzieki jego kasie moja historia konta jest dużo lepsza :). Po kupnie tygodniówki znowu zostało mi 20 funtów (tym razem pożyczonych). Dokładnie sobie wszystko rozplanowałem, policzyłem, 3 funty dziennie, spoooko, będzie dopsz. I znowu znajoma sytuacja pokrzyżowała mi plany. Znowu dostałem 10 funtów napiwku :). Tym razem napiwek był w pełni zasłużony. Facetowi bardzo się spieszyło na terminal. Miał 15 minut do końca odprawy i nie bardzo wierzył, że zdąży. Pojechałem ciut szybciej, tym bardziej, że nie było korków. Potrąbiłem ze dwa razy dla dodania powagi misjii. Droga zajęła nam niecałe 6 minut. Facet był szczęśliwy i pewnie znów uwierzył w ludzi ;) Dał mi wszystkie drobne jakie tylko miał w kieszeniach spodni  i wymiętego sweterka. A ja miałem na jedzenie :D

W ten sam dzień spotkałem Pawła. Paweł to kolega, który pracował przedemna w Courtlands i właściwie wskoczyłem na jego miejsce. Pragnę zauważyć, że ten fragment notki oddzieliłem przerwą od poprzedniego fragmentu. Znaczy to, że teraz może się zdażyć coś ważnego !
Tak z głupia frant napomknąłem, że zamierzam sprzedać aparat. Żywo się zainteresował ponieważ jego dziewczyna ma ambicje w tym kierunku. Umówiliśmy się na wstępne oględziny na drugi dzień.
Drugi dzień przypadł akurat na wczoraj. Przyjechał Paweł, obejrzał aparat, pogadaliśmy chwilę, poznał orientacyjną cenę, pojechał do domu.
Wrócił. Za godzinę wrócił z dziewczyną. W międzyczasie poczytali opinie na necie plus test, który im poleciłem.
Nieświadom wydarzeń które mają nastąpić za 30 sekund opowiadam  koleżance o zaletach aparatu, o tym jaki jest fajny, dlaczego zamierzam go sprzedać i jakie to jest trudne. A ona nagle mówi. TO BIERZEMY ! Nogi mi się normalnie ugięły. Zamierzałem go sprzedać ale jeszcze może nie w tej chwili ! Chciałem najpierw kupić nowy a potem na spokojnie bez emocji oddać stary w dobre ręce. Tym czasem oni zdecydowali się w ciągu sekundy ! Tak się nie robi !! Nie dali mi nawet czasu na pożegnanie :).
Dobrze, że sprzedałem go chociaż mniej więcej tak jak chciałem. Trochę zjechałem z ceny ale jednocześnie pozbyłem się długu wobec Pawła w postaci 2 butelek whisky (stare przysługi). Finansowo wyszedłem w każdym razie na swoje. Nie mam już długu i do wypłaty prawdopodobnie mi starczy :)

Teraz dręczy mnie jedna myśl. Co będzie jeśli nie dadzą mi kredytu na Canona ??
Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 078  

I znowu mamy:

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164078
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page