Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Koncertowo trochę

czwartek, 22 listopada 2007 18:19
Byli my na koncercie.
Stereophonics. Obiektywnie dobra kapela, fajne kawałki, muzycznie na poziomie ale osobiście jakoś nie mogę zaakceptować głosu wokalisty. Cały czas mam wrażenie, że chłopak śpiewając się męczy. Strasznie się męczy. Mam ochotę podbiec i mu pomóc...
Ja wiem, że tymi słowy narażę się "Tej Co Mnie z Łóżka Spycha" ale takie jest moje zdanie. Różne ludzie mają gusta i w ogóle "de gustibus non est disputandum" (ale zabłysnąłem tera co ? ;P)
Za to jeśli chodzi o stronę techniczną koncertu to było na prawdę nieźle. Wembley Arena jak się okazuje to nie to samo co Wembley Stadium. Dużo mniejsza od stadionu sala. Powiedzmy wielkości Hali Olivia w Gdańsku. Spora scena z ekranami do projekcji a dookoła miejsc stojących "trybuny" z krzesełkami.
Zespół całkiem kontaktowy ale publika diametralnie inna niż w PL. Niby wszyscy skakali i atmosfera powinna byc ok to jednak coś wisiało w powietrzu. Wiadomo jak ktoś komuś skacze 10 minut na nodze albo wyrzuca plastikowy kufel z piwem do góry to prędzej czy później musi dostać w tak zwany "pierdol". No i jeden dostał (co najmniej jeden) a skaczących i wyrzucających kufle było z pewnością więcej. Dodatkowo obok nas stało coś co kiedyś przypominało kobietę i na każde wypowiedziane przez wokalistę zdanie odkrzykiwało. "FUCK !!!" w przeróżnych kombinacjach.
Publika niby skacze ale mam wrażenie, że nie z radości ale z jakiejś dziwnej chęci wyładowania się. Nic dziwnego, że później artyści chwalą polską publiczność. Chwalą prawdopodobnie za to, że ci ostatni przyszli tam specjalnie dla nich a nie na kolejną z rzędu imprezę. Jestem pewien, że dużo lepiej to widać ze sceny.
Żeby nie kończyć wątku niemiłym akcentem dodam, że podobali mi się również goście z kegami na plecach. Łazili wśród publiczności i nalewali piwo.
Może być takie zakończenie ? :)

W pracy wojna Polsko-Pakistańska trwa. Ostatnio dwie potyczki. Jeden zmiękł i się zaczął wycofywać. Drugi przeprosił. 2:0 dla nas.

Jeśli zaś o wyniki chodzi to słyszałem (i czytałem), że PL z hukiem weszła do ME a UK sromotnie przegrała eliminacje. I bardzo dobrze !
Cytat z Basha na tą okoliczność:

"<Rysiu> hehe.. Anglia nie zagra na ME! co to teraz bedzie? :)
<Steph> teraz Anglie i Irlandie na tych mistrzostwach reprezentuje Polska"

No trudno, chłopaki dali ciała i już zwolnili ich trenera. Nota bene wypłacono mu, bagatela, 2,5 miliona funtów odprawy, bo kontrakt miał jeszcze na 2 lata.
W sumie piłką kopaną się nie interesuję. Oglądam raz od wielkiego dzwonu jak mi chłopaki (Bebe i Łukasz) powiedzą, że trzeba, ale też chcę zostać trenerem !
Bardzo chcę !!
I tyle
Albo w totka wygrać.
Losie mój, wybierz jedno z powyższych ;)





Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

Angielska złota jesień i Tai-Chi

czwartek, 15 listopada 2007 18:37
A sponsorem notki i tak jest "Tranquillize" The Killers. Ha ! Takie buty !
Ciekawe, że nagrali to z Lou Reedem, autorem kawałka "Heroin" (tranquillizer - środek uspakajający).

No ale ja jak zwykle nie o tym chciałem !
Chciałem na początek wspomnieć o rejestracjach samochodowych. Młodzież za parę setek kupuje sobie prywatne rejestracje samochodowe. Wiecie o co chodzi. w PL też można kupić sobie taką rejestrację. Np "BRONEK 2000" jak miał jeden gość na moim osiedlu.
Tutaj jest tego dużo więcej. Na dodatek rejestracja przechodzi wraz samochodem na następnego właściciela. I tak podobno jeden Polak dostał auto z rejestracją FAKIR.
Mój kolega na rejestracji swojego golfa ma napisane KICKR. Choć sam wygląda raczej na kopanego nic kopiącego.
Osobiście zaś przyuważyłem coś takiego:



Wsiedlibyście do takiej taksówki ? Ja chyba nie. Ch... wie od czego to doktor...

Pewnego razu byłem świadkiem jak Ork porwał Davida Beckhama !
Oto dowód:



Trochę schowane bo się nagle oparł.
Innego razu na rejestracji wielkiego beczkowozu, takim do udrożniania kanalizacji, widniało "POO" - angielskie dzieci tak mówią na kupę.
Fotki nie mam. Jeszcze nie zawsze do mnie dociera, że mam aparat w komórce.

Dziś za to spotkałem się z pewnym, można nawet powiedzieć, freakiem.
Koleś wlazł między dwie palmy i odwalił kurs TAI-CHI dla wszystkich obecnych w tym momencie przy terminalu drugim:


Swoją drogą nie jestem przekonany do nadania mu miana freaka. Niektórzy po przylocie zapalają fajkę a niektórzy odpalają Tai-Chi mode. Kolo wyluzowany i widać w dupie ma wszystko...a niech mu bozia tam powodzenia itd.
...ale filmik z nim jeszcze trzasnąłem ;>

Z obowiązkowych wieści codziennych. Niemal codziennych...no dobra cotygodniowych.
Arabusy zapijają się na umór...TYMBARKIEM !
Ostatnio dalem takiemu Abdul Kadirowi do posmakowania jabłkowo-miętowy. Rozpłynął się dosłownie i uniesionym głosem oznajmił, że poczuł się jak 20 lat temu w szkole kiedy na przedmieściach Algieru popijał z kolegami podobne przysmaki. Historia jak z sagi rodzinnej rodu Kadirów albo jakiejś Kasablanki.

Na terminalu czwartym widziano (na własne oczy) gościa całego w kolorowej lycrze i klapkach jak pod prysznic. Paradował sobie środeczkiem. 3 minuty wcześniej widziałem jak zsiadał z roweru, zdejmował buty takie specjalne z zatrzaskami na pedały w podeszwach i nakładał te klapki kąpielowe. To go usprawiedliwiło. Inaczej trafiłby do działu "freaków". Tak trafia do "wyluzowanych". Pewnie i tak później przebrał się w garnitur i nałożył krawat.

Co poza tym ?
Ano nic. Jak zwykle o tej porze roku Muzułmanie strzelali w powietrze. Właściwie nie Muzułmanie a Hindusi bo mieli swoje święto światła "Divali" poprzedzające ichni nowy rok "Divala". Muzułmanie też w tym czasie strzelali...z czystego przyzwyczajenia.
"Nam strzelać nie kazano..."
Postrzelamy sobie za półtora miesiąca a niedługo po nas Chińczycy.
I tak nowy rok obchodzi się jakieś pół roku. Zaiste przezabawne te fajerwerki :/

A jesień piękna i kolorowa, zero deszczu, mroźno z ranka ale za to za dnia ciepło. Nic tylko pójść na plażę w Brzeźnie , na murek, otworzyć gdańskie albo nawet i nie, zapalić fajkę albo nawet i nie, i tak po prostu sobie postać i popatrzyć w morze.
Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jak ze stali i ze szkła

wtorek, 06 listopada 2007 18:15
Sponsorem notki jest Aya-RL "Jak ze stali i ze szkła"

Dzisiaj wolne i nie trzeba wcześnie wstawać więc oczywiście wstałem wcześnie :)
Pogoda za oknem wręcz wiosenna. Słonko wali, temperatura przypuszczalnie nieujemna więc narzuciłem bluzę bawełnianą koloru granatowego, aparat na plery i bajbaj.
Na początek odwiedziłem pocztę a później bank. Pocztę dlatego bo Cho-Zen-Wan miała listy do wysłania (różne rzeczy w życiu wysyłałem ale ślinę to chyba pierwszy raz ;). Bank musiałem odwiedzić bo mi się karta zepsuła. W sobotę było ok a w niedzielę kicha. Może ta karta jakaś wierząca i w niedziele nie pracuje...? W banku po raz enty kazano mi sprawdzić kartę w bankomacie ale po moim "próbowałem 10 razy jak chcesz to zrób to sama" juz nie robili problemów.
Potem metrem do Kensington Gardens. Przesiadka do innego. Na stacji Monument przesiadka w DLR (Docklands Light Railway) i po 10 minutach byłem na Isle of Dogs czyli w Docklands.
Docklands jak sama nazwa wskazuje to londyńskie doki. Stare i już nieużywane. Gdzie niegdzie stoi jakiś stary statek i kilka dźwigów z przed kilkudziesięciu lat. Druga twarz doków to olbrzymie biurowce, chyba najwyższe w całym Londynie, oraz ekskluzywne apartamenty.
Zawsze chciałem zwiedzić tą część Londynu. Po pierwsze dlatego, że byłem ciekaw wkomponowania całego tego przepychu w portową architekturę a po drugie oczywiście (bo jakżeby inaczej) przez film. Tym razem była to taka sobie historyjka o angielskich kibolach.
W dokach mieści się dzielnica jednej z drużyn (również klub piłkarski) - Millwall. Sam Film nosi tytuł Green Street Hooligans. Mimo wszystko polubiłem ten film ze względu na londyńskie klimaty, to że wszyscy tam mieli akcent jak Roger Phelps (mój starszy (dużo starszy) kolega z pracy) i pili na murku fostersa. Piwo, które piją wszyscy, którym się nie przelewa. Dwuznacznie zabrzmiało ale wiecie o co chodzi. Na początku pobytu w Londynie właśnie fosters był nr 1 mojego piwnego menu. Stąd ten sentyment. Co ciekawe fosters jest piwem australijskim.

No więc w końcu tam trafiłem. Najpierw Millwall i brzeg Tamizy.



Później spowrotem w DLR i kilka przystanków do India Quay. Tam się zaczyna dzielnica biurowo-apartamentowa.



W jednym z wewnętrzych centrów handlowych zaczepił mnie ochroniarz - afrobrytyjczyk (murzyn to podobno niepolitycznie ;) Nic dziwnego, że mnie zaczepił. W bojówkach i bluzie z kapturem musiałem się nieźle wyróżniać pośród tłumu w jednakowych garniturach.



Skierowałem rozmowę na toalety do których wskazał mi drogę.
Pokręciłem się jeszcze trochę po okolicy.


Właściwie przeszedłem całą Isle of Dogs. Wzdłuż i wszeż. Wzwyż sobie tylko popatrzyłem



Wsiadłem do DLR potem w metro i znalazłem się w moim ulubionym Camden Town. Zamierzałem kupić tam nakrycie głowy zwane patrolówką ale pół centrum handlowego było w remoncie i sklepy które mnie interesowały chwilowo nieistniały.
Na High Street oczywiście królowali ciapaci ze swoimi straganami. Mieli również patrolówki ale w cenach co najmniej nieprzystępnych. Co ciekawe jeden proponował mi cenę 8 funtów a w sklepie zaraz obok taka sama czapka kosztowała 12. Na moje stwierdzenie że tam obok kosztuje 8 koles powiedział że sprzeda mi ją za 8. Tylko mnie wkurzył, na żywca chciał zedrzeć ze mnie 4 funty więcej. Powiedziałem mu, że jak mam kupić za 8 to wolę w tamtym sklepie. Szybko zapytał się ile dam za nią. Zaproponowałem funtów pięć. Nie zgodził się więc odszedłem bez pożegnania. Dupa tam, zima idzie, będę nosił wełnianą czapkę a nie patrolówkę jakąś !
W Camden zeżarłem coś bo organizm się domagał i wsiadłem do metra.
Jak zwykle stacja metra Camden Town była zamknięta - nader często to się zdarza. Wsiadłem na następnej.
I tak z niewinnej na pozór chęci zobaczenia jeszcze jednej dzielnicy Londynu zrobiła się siedmiogodzinna wycieczka ! Nogi mam wiecie gdzie i pięty mnie nawet bolą. Cholera kiedyś mogłem więcej...
Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Jesienna Deprecha by Kury

piątek, 02 listopada 2007 12:09


"Dopadną Cię złe myśli. Możesz mieć wrażenie, że nigdzie
nie pasujesz i że nie w tym miejscu chciałeś się znajdować."

Tak przeczytałem w aktualnym horoskopie i ze zgrozą stwierdziłem, że faktycznie mnie dopadły. I myśli i wrażenie.
Właściwie nie wierzę w tego rodzaju rzeczy. Horoskopy czytam, owszem, jak mi się nawiną. A tu taka niespodzianka. Skąd wiedzieli ? No skąd ? Wszechobecna jesienna deprecha jak śpiewał Tymon. Może... Łatwo przewidzieć. W końcu mamy jesień.

No dobra coś w tym jednak jest oprócz deprechy. Już kiedyś to powiedziałem i powtórzę. UK nie jest moim miejscem na ziemi. Chyba tylko dlatego nie powiedziałem nie przy propozycji przeprowadzki.
Z innej strony. Na prawdę życie tutaj nie jest złe. Zarobki na poziomie a siła nabywcza funta więcej niż zadowala. Za dość niską pensje mozna kupić kilkuletnie auto, dwie lustrzanki cyfrowe lub 5 wycieczek na Kretę. Dość drogie są mieszkania i ogólnie koszt ich utrzymania - to fakt. No ale raj to też w końcu nie jest.
Dodatkowo: wspaniale rozwinięta komunikacja miejska. Parki, skwerki, deptaki i inne miejsca umilające życie są dosłownie na wyciągnięcie ręki. I to w ilości wręcz kosmicznej. Zabytki, muzea i inne interesujące miejsca podobnie. Dopełnieniem tego wszystkiego jest na prawdę piękna Tamiza. Nie starczy życia, żeby to wszystko zobaczyć. I to tylko sam Londyn. Poza nim prawdopodobnie mamy to samo tylko może w nieco mniejszej skali.
Co do minusów to owszem są. No muszą jakieś być w końcu.
Po pierwsze kultura OBCA. Mam na myśli pakistańska. To jest w sumie bardzo ciekawe. ani to Hindusi ani Arabowie choć wizualnie Hindusi, wyznaniowo zaś Arabowie. Mega Mix. Moze właśnie ta ich odmienność i zaburzenie tożsamości wyzwala w nich agresję. Wygląda mi to na gigantyczny kompleks. Co ciekawe ani Hindusi ani Muzułmanie nie są raczej agresywni.
Aha i taka obserwacja. Najgorsi są ci, którzy urodzili się tutaj. Moze za kilka lat syndrom zaburzenia osobowości dotknie też młodą polską emigrację, która chodzi jeszcze do szkół podstawowych. Za kilka lat nabiorą świadomości i odwagi i zaczną domagać się tego co im się według nich (i tylko według nich) należy. Powielą proces błędnej asymilacji Pakistańczyków.
Po drugie czas. Leci jak opętany. półtora roku minęło praktycznie w roku pół. Gdzie reszta ?
Potrzebuję czegoś bardziej spokojnego i zrównoważonego. Londyn chyba zostawię dla młodych ;P

Czego oczekuję po Irlandii ? Zwolnienia upływu czasu, zbliżonej do polskiej mentalności Irlandczyków, ich humoru, luźnego podejścia do samych siebie oraz braku opłat za wodę i council tax ;)
Amen


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 117  

I znowu mamy:

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164117
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page