Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 346 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Tytuł zastępczy

środa, 28 października 2009 0:32
Zmiany, zmiany myly państwo. Znowu.

Przede wszystkim w składzie demu. Ale wygląda że na lepsze. Za moich wojaży pozbyto się (za pomocą policji) Dzikiego Bobbyego, który kradł mi sól i pieprz. Na tyle bezczelnie to robił, że po wszystkim zostawiał to na stole. Oczywiście nie to było główną przyczyną.
Krakowiak Cija po prostu nie wrócił z Krakowa. Zostały ubrania, jakieś rachunki i nieuregulowany czynsz za półtora miesiąca.
Nowi lokatorzy to: Trygław oraz inny młody mężczyzna dla którego ksywkę wymyślę później. Wydają się być w porządku.
Trygław przyjechał do UK jakieś 2 miesiące temu więc jeszcze mu się chce. Wysprzątał dom, ustalił zasady i nawet ich przestrzega.

Po przyjeździe dom zastałem ze zmienionym zamkiem (efekt Bobbiego), bez netu ale za to w korytarzu czekała na mnie dawno zamówiona przez landlorda Kuleczkę szafa. Zanim skonfigurowałem net minęło kilkanaście godzin (z przerwą na sen). Rozumiecie jednak sami, że w tym wypadku nie mogłem pójść do pracy. No bo jak zostawie robotę w połowie. Zadzwoniłem do firmy i pozorując lekkie zakłócenia na lini powiedziałem, że mi lot skancelowali. Łykneli.
Po necie wziąłem się za szafę. Była oczywiście w kawałkach - do skręcenia. Po przyklejeniu wszystkiego co się dało przykleić, zacząłem skręcać. Po krótkiej chwili przestałem czuć nadgarstki od przymałego, nota bene, wkrętaka. Zdesperowany rzuciłem to wszystko w cholerę, pojechałem do najbliższego houmbejsa i kupiłem śliczną zieloną BOSCHowską wkrętarkę. A że trafiłem na przecenę to dokupiłem jeszcze końcówki do wkręcania.
Wróciłem, naładowałem akumulator i...to był moment. Szafa po chwili stała gotowa. Co za cudowne narzędzie ! Wrrrryt wrrrryt i obrót, wrrrryt i w drugą stronę po śrubki, aż mi się klapki plątały w tym tańcu. Na końcu padło lekko zachrypnięte z wysiłku OLE! i osunąłem się na krzesło.
Przed następną taką robotą dokupię buty do stepowania.
Tak buty. I czerwoną koszulę z falbanami !

M.M.Współlokator znowu włamał się do siebie do pokoju. On chyba bije rekord Guinessa w gubieniu kluczy...

A ja ? Kupuję nowy samochód. Znowu. Muszę przeczekać to mi przejdzie.
Ech ten cholerny charakter bliźniaków... ;)


A teraz piosenka
Wpadłem na to w połowie lat dziewiećdziesiątych. Prawdopodobnie w MTV.
Boooo... kiedyś MTV puszczała niezłą muzę. Było kilka dobrych bloków.
Płytę dorwałem zaraz później gdzieś w środku Niemiec, bo w Polsce nie było. Razem z płytą kupiłem odtwarzacz CD, żeby mieć na czym posłuchać. Na wzmaka już mnie nie było stać więc mieliłem to na słuchawkach i mieliłem i mieliłem i mieliłem...




i mielę do dzisiaj.

Podziel się

komentarze (16) | dodaj komentarz

67 mil

środa, 21 października 2009 20:01
Ej no gigant jestem normalnie

Zauważyłem, że mam nieodebraną rozmowę na komórku. Jako, że na tym (bo w PL mam dwóch komórków) akurat książki telefonicznej jako takiej nie posiadam, nie wiedziałem kto do mnie dzwonił. Zawsze oddzwaniam więc i teraz postanowiłem oddzwonić.
Niestety w momencie kiedy wybrałem numer odezwała się moja druga komórka, ta co ją mam do internetu. No to się rozłączyłem szybko (nikt nie odebrał do tej pory) i odebrałem tą drugą. Za późno, ktoś już się zdążył rozłączyć.
No dobra to jeszcze raz zadzwonie na tą pierwsza. Po wykręceniu numeru, zanim zdążyło mnie połączyć słyszę tą drugą. O ! ten drugi ktoś oddzwania. Nie połączyło mnie jeszcze z tym pierwszym więc znowu się rozłączyłem chcąc odebrać tą drugą. Znowu nie zdążyłem. Okej, zadzwonie teraz do tego drugiego. Dzwonię...sygnał...i nagle...ta pierwsza się odzywa. Oddzwania ten pierwszy ! Rzucam więc tą drugą i łapię za pierwszą. I znowu cholera za późno. Postatnawiam nigdzie nie dzwonić i poczekać aż któraś z tych osób pierwsza zadzwoni do mnie. Czekam i czekam i czekam. Zobaczmy właściwie kto do mnie dzwonił (w pierwszej mam zapisaną książkę tel.). Sprawdzam....
Oba numery były moje.
Przypomniało mi się, że rano sam sobie dałem sygnał, żeby sprawdzić numer i zapomniałem.
Fajnie się gadało :)

Przez przypadek wyszło małe licealne spotkanie po latach. Takie hamerykańskie "reunion" co to filmy o tym kręcą. Nasze nie było tak spektakularne ale i tak warto było się spotkać.
Piszę, że było małe ponieważ spotkało się zaledwie sześciu chłopa. Z dwoma z nich widuje się co kilka miesięcy bo to kumple najlepsi ale inną dwójkę widziałem pierwszy raz od kilkunastu lat (piętnastu-szesnastu ?). Nic się nie zmienili.
Kiedyś byliśmy zgraną klasą, mniej więcej te same fale. Nic więc dziwnego, że i teraz mieliśmy o czym pogadać.

Zakupiłem lekturę na najbliższe 3 miesiące. 75% Kapuścińskiego (to już będzie chyba komplet) oraz Pilipiuka za nieświadomą namową Mundka i Zakrętki.

i piosenka na dziś:


 

Cóż. Trzeba wracać do pracy.

Jutro niemal prosto z samolotu na nockę. Słyszałem, że znowu skład demu się zmienił. Internet mamy już "prawie" cokolwiek to znaczy. Zobaczymy.


I zasłyszana jakiś czas temu myśl:

"Żeby zmienić coś w swoim życiu trzeba zmienić coś w swoim życiu"


genialne prawda ?



Podziel się

komentarze (10) | dodaj komentarz

I say hey ! Lay your burden down.

środa, 14 października 2009 9:43
Czyli notka bez ładu i składu...
Właściwie to powinna nosić tytuł: "historia drugiej piosenki"
gdyż ponieważ dlatego że
Od jakiegoś czasu szukałem innej piosenki. Leciała często na XFM czy gdzieś tam. Obstawiałem Boba Geldofa. Byłem na 95% pewien ale nie znałem tytułu. Mijały miesiące...(widzimy rosyjską krasawicę z warkoczami przemykającą pomiędzy brzozami w zagajniku. Pory roku płynnie zmieniają się co kilkanaście sekund (średnio co cztery brzozy))
Okej, miesiące minęły.
Zakładam mojego wygranego iPoda na uszy i po jakimś czasie łysze lekko nieśmiały na początku męski głos progresywnie idący w głos zdecydowanie zdecydowany. Nie wrzucałem tego kawałka na playlistę ale, co jest dla mnie nie do końca wytłumaczalne, iPod jak ma odrobinę wolnego miejsca to sam pobiera z kompa losowe kawałki. I losowo zdarzył się TEN właśnie. Jakimś cudem miałem go na kompie :) Następnym razem, kiedy coś mi się rzuci na uszy, przerzucę zaraz na początku te kilka tysięcy mp-trójek ;)
Na moim iPodzie niestety nie ma wyświetlacza bo to taki mały klips ale po kilkudziesięciu minutach zasiadam przed kompem i sprawdzam z playlistą w iTunes.
I jest !
Ale nie Sir Bob Geldof ale niejaki Jarvis Cocker ze starego dobrego PULP. Za to kawałek w moich zbiorach ma tytuł "Track 17" :)
Jak widać to nie koniec poszukiwań.
Zaraz wracam.




To właśnie ten. Trochę mi zajęło rozszyfrowanie prawdziwego tytułu ale gdybym to olał to bym się znowu męczył latami.
A swoją drogą z tym losowym dobieraniem kawałków...gdybym ja miał takie szczęście w Lotto to wszyscy bylibyście ze mną bogaci. Od lat ;)

A poza tym ?
   
No fajnie jest, fajnie. Jak zwykle nie przemęczam się. Generalnie "odpoczywam" oglądając telewizję. Czasem gdzieś wyjdę. Ostatnio z tramwaju udało mi się nawet zaobserwować złotą polską jesień. Jak tak sobię wszystko podsumuję to nawet trochę udało mi się przez ten tydzień załatwić. Porażką okazało się kupno spłuczki do kibla. Gwint nie pasuje o ułamek milimetra. Nie wiem jakim cudem. Chyba będę musiał zadzwonić po hydraulika.
Czekam na weekend. W weekend to jakoś tak inaczej się ogląda telewizję. Tak świątecznie ;)
W tygodniu same afery i Kot w co drugiej reklamie.
Obiecuję sobie, że w przyszłym tygodniu wezmę telefon i podzwonię po znajomych.

Siedząc w moim małym pokoju, jednym okiem czytam Duży Format (Gazeta Wyborcza) a drugim oglądam Rok Diabła w TVP Kultura. Czuję się jakbym nigdy nigdzie nie wyjeżdżał.
Z trwogą stwierdzam, że to całkiem komfortowe uczucie.
Nie obchodzi mnie co się dzieje w Demu. Nie obchodzi mnie nawet czy moje osobiste auto stoi tam jeszcze na podjeździe. Aparat przezornie oddałem na przechowanie Nazwijmy Ich Agnieszce i Marcinowi (a ostatnio to nawet i Kasi) więc jest bezpieczny.

I oto mijają następne miesiące (krasawica się starzeje powoli, i powoli jej brzóz brakuje)

Hydraulik załatwiony, znajomi podzwonieni. Pulp nadal w głośnikach.
Rano grad, biało na dworze ale później słońce.
Zachęcony morską prognozą pogody (10 w skali Beauforta) poszedłem na plażę.
Dychy nie było na bank ale i tak pięknie.

Z ostatniej chwili:
Wiatr łamie gałęzie. Fale pewnie podchodzą pod wydmy. Dlaczego nie wziąłem ze sobą aparatu ???
 

Podziel się

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 044  

I znowu mamy:

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164044
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page