Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Koszmar z Ulicy Wiązowej

środa, 29 października 2008 22:44
Na początek krótki dialog:
Ale najpierw wprowadzenie
Jedziemy sobie we trzech przez las. Obraliśmy najkrótszą trasę ponieważ najszybsza wiedzie zawsze autostradami a to przecież mało ciekawe. Jedziemy sobie tym lasem więc...ptaki śpiewają, słońce świeci, funt rośnie...wjeżdżamy do małej wioski akurat ulicą Elm Street
Tak mi się lekko kojarzy z Freddim Krugerem i mówię
- O ! Ulica Wiązowa
Fafarafa:
- Elm znaczy wiązać ??
....
A ptaki z drzew pospadały...

Ale to było dawno i już się tak bardzo nie trzęse ze śmiechu jak sobie to przypominam.

Za to dziś pojechałem do High Wycombe. To takie małe miasto jakieś 40 km na Pn-Wsch od Londynu. Nie specjalnie, żeby pozwiedzać, bo byłem juz tam fyfnaście razy, tylko w sprawach służbowych. I wiedziałem, że coś jest nie tak, i słyszałem jak w radio trąbili że dwie najbliższe autostrady zablokowane bo wypadki były (w nocy śnieg spadł). Ale gdzie tam, jakoś to będzie...iiii...i cholerka nie było :)
Jak normalnie przelatuje się tą trasę w jakieś 30 min to tym razem przez trzydzieści minut stałem w jednym miejscu pod wiaduktem, a po 45 minutach wreszcie dojechałem do następnego filaru.
Po kolejnych kilkudziesięciu minutach dotarłem do wjazdu (z tego wiaduktu) w tą autostradę na której stałem i tak jak stałem wrzuciłem wsteczny i delikatnie wolniutko tyłem (żeby nie było, że pod prąd jadę) z niej wyjechałem. Jak widziałem za mną pojechało kilku następnych. W myślach słyszałem typowo angielskie: "A to tak można ? Przecież to niewypada..."
W końcu dojechałem do mety z ponad dwugodzinnym opóźnieniem.

Pinewood Studio wraz z portalem Youtube wyprodukowały film  upamiętniający to wydarzenie.
Obraz ten nosi wiele znaczący tytuł "I know you'll get me through"
Jest to typowy film drogi zilustrowany muzyką zespołu Babybird. Film opowiada los człowieka (nie znamy go bliżej), który nie do końca z własnej woli znalazł się w samym środku mrożącego krew w żyłach zatoru ulicznego na posiadającej złą sławę autostradzie M4. Porusza stoicki spokój mężczyzny znakomicie kontrastujący z wydarzeniami, które dzieją się na wprost niego i do których powoli ale nieuchronnie się zbliża.
 Nieoficjalnie udało nam się ustalić, iż plenery kręcone były w okolicach Slough i Maidenhead.



Przepraszamy za nienajlepszej jakości kopię (kinówka).

I takie tam niusy krótkie, z życia:
Rano skrobałem szyby bo śnieg spadł i termometr w moim ą ę - francuskim a'la samochodzie pokazywał LA MINUS ZERO ! Jak się lekko rozgrzał to ten minus znikł i dalej już było zwykłe LA ZERO (akcent na O).

Wysłałem coś tam do gazety. Nie jestem zadowolony z efektu ale wysłałem. Dzisiaj (w korku) wpadałem co rusz na genialne pomysły dotyczące modyfikacji artykułu ale jakby to już za późno trochę, no nie...Chyba, że bym wysłał do naczelnego maila typu: "Raz dwa trzy czerwone krzyże zamawiam na wielką potrzebę !!"
Wiecie jak kiedyś takie słowa działały, no nie ? Człowiek stwał się NIETYKALNY i mógł zrobić dosłownie wszystko. Mógł zawiązać sobie buta albo pójść siku.
No, a ja se bym artykuł poprawił ;)

Jesień w pełni ale jakoś mnie to nie rusza. Myślałem, że podobnie jak w zeszłym roku będzie szaro, nudno i ogólnie smutno. Na razie jednak nie jest źle. Za dwa tygodnie Madryt, za cztery Gdańsk a po środku koncert Sigur Ros. Później Christmass Party z ludźmi, z którymi zdążyłem się polubić a jeszcze później Sylwester.
A styczeń...styczeń to już właściwie wiosna ;)
Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

Dawno temu w Oxfordzie

sobota, 18 października 2008 19:43
Właśnie wróciłem z Oxfordu tydzień temu. Ślicznie tam, mówię Wam. Tzn ślicznie tam spacerowały i ślicznie się uśmiechały. A zabytki też ładne ;)
Najpierw zwiedziliśmy zamek z XI wieku. Nie ! Najpierw jechaliśmy pociągiem ! Pierwszy raz tutaj. No i troche się rozczarowałem. Spodziewałem się iście angielskich widoków za oknami a tu szara nasza Polska stara. Żadnej różnicy.
Później dopiero przyszedł czas na zamek i więzienie. Całkiem ciekawie ale jednak zbyt drogo. Pod okiem Black Bessie poznaliśmy wczesną historię Oxfordu ale kto by to spamiętał. Bessie pomimo przebrania z jakiegoś XV wieku wyglądała na urodzoną w Bombaju choć wmawialiśmy sobie z Grzesiem, że ma portugalskie korzenie. A później raz, dwa, trzy i znaleźliśmy się nad Tamizą gdzie pływały sobie łódki i takie długie kajaki jak w angielskich filmach o koledżach. Za plecami mieliśmy panoramę miasta poprzedzoną wielką łąką, jakby żywcem wyjętą z filmu o wielkich łąkach.
I te kanały, i rzeczki, i freaki w dziwnych beretach stojące na kępkach trawy i spoglądające na Wielką Łąkę (tą z filmu o wielkich łąkach)

I tylko dwa razy spotkał nas niemiły incydent. I oba zdarzenia były sprowokowane przez Iroli, których lubię i niech, którzy już przestaną bo lubić ich przestanę.
Pierwszy Irol z Limericku nieświadom naszej narodowości nabijał się otwarcie z Polaków. Szczyl taki może z 17 lat. Później przyczepił się do nas ale po krótkiej rozmowie dał nam spokój i rzucając obelgi oddalił się. Wyglądał jak napity albo naćpany a w najlepszym wypadku niedorozwinięty. Twierdził, że jego koleżanka to córka Hitlera i takie tam.
Drugi, starszy, dużo starszy, dziadek taki, za jakiś gówniany dowcip dopraszał się drinka. Jak mu powiedziałem NIE to mi odpowiedział FUCK OFF czym mnie rozbawił z resztą. Dowcipu i tak nie dokończył. In plus, że ten chociaż był sympatyczny.

A potem nagle zrobiło się ciemno i trzeba było wracać do dom.

A poniżej zatrzymane w kadrze:

sielanka niedzielna:

 

Piosenka młodych wioślarzy:

 

Under the bridge:

 

Wielka łąka ta ze słynnego filmu o wielkich łąkach z DeNiro:

 

Party na wodzie:


 

Coś być musi do cholery za zakrętem:


Śpiąca królewna:


 

Latarnia:

 

Most westchnień:

 



A na koniec fotka pt: "Emigrant"

Dodam, że fotka po zrobieniu od razu mi się spodobała, (bez standardowego okresu karencji) nie jestem na niej ja tylko ktoś tam inny i  zrobiłem ją komórką z braku lepszego sprzętu. Dla dociekliwych: koleś lewą ręką trzyma telefon komórkowy (alegoria tęsknoty za rodziną) a prawą wąż pod ciśnieniem (metafora ciężkiej pracy na obczyźnie). Dobra pieprze trzy po trzy... ;)

 


 

Oczywiście nie wszystkich spotkał ten sam los. Niektórzy zwiedzają, robią fotki, piszą artykuły i jeszcze dostają za to talary ;P

Serio: dostałem kasę za artykuł. Więcej niż się spodziewałem ale mniej niż miałem nadzieję ;) Nie jest najgorzej ! :)


Podziel się

komentarze (25) | dodaj komentarz

Jam Session

sobota, 11 października 2008 22:28
No niestety Horoskopy nie przyszły.
Ale było fajnie i tej wersji będę się trzymał !
Spotkałem ukraińca. Oczywiście paszport fałszywy ale...
- Cześć, jestem Bogdan (typowy rosyjski akcent)
(aha taki Bogdan jak ja Sasza)
- bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla bla (nadal z rosyjskim akcentem)
Atmosfera miła, coraz luźniej
- No dobra a jak masz naprawdę na imię ?
- No Bogdan...
- A w paszporcie masz jak ? (drążyłem temat bo zawsze w paszporcie jest tak jak się na początku przedstawia)
- A w paszporcie mam Dana...czy jakoś tak
- To nie wiesz jak ? (juz byłem rozbawiony - on nie mniej)
- Nie pamiętam.
- Pokaż
Bogdan/Dana wyciąga paszport...Patrzę a tam wszystko po grecku i takimż alfabetem pisane.
Prawie kłade się ze śmiechu a ten dodaje
- Grecki jest dobry bo to mało kto zna język i nie czepiają się na lotnisku. Ale i tak mam stracha bo sam nie wiem co tam jest napisane
Oglądam sobie ten paszport i widze (w greckim paszporcie ale na szczęście łacińskimi literami)  Dana Michałkow (czysty grek) urodzony w LEGNICY (PL).
A żeby było ciekawiej, Bogdan pracuje (nielegalnie oczywiście) w więzieniu. Oczywiście wiadomo gdzie najciemniej.
Jak sam mówi:
- Jakby co daleko nie mam :)
A wracając do jamu. To nie był prawdziwy jam. Nikt nie improwizował tylko grali różne fajne kawałki. Co kilka piosenek zmieniali się wykonawcy/instrumentaliści że tak powiem. Hurtem albo pojedyńczo. Kto chciał, wpisywał sie na listę i za chwilę grał.
Największym zdziwieniem było trzech kolesi (żółty, biały i czarny - kolejność alfabetyczna bo posądzicie mnie o rasizm). Za długi nawias był...mowa o trzech kolesiach...wyglądali oni jakby żywcem wzięci zza rogu gdzie właśnie kończyli jointa. A jak weszli na scenę i zagrali to chciałem iść ich przeprosić, że w ogóle tak pomyślałem. Zwłaszcza japończyk tak wymiatał, że aż się wychylałem, żeby to zobaczyć. No ale dwie godzinki minęły, zrobiło się późno, wsiadłem do Błekitnej Laguny i dymiąc a nawet kopcąc pomknąłem do domu. Zupełnie jak meteoryt z tym ogonem sadzy i substancji smolistych (czy innych jakichś).

Zasłyszane na mieście dwa nowe zwroty po angielsku

- I don't underground you
oraz
- Do you speak London ?

i ten tego... pazdrawljaju z żenskim dniom
Podziel się

komentarze (13) | dodaj komentarz

Podróże z Kenem

środa, 08 października 2008 21:29
O Kennym juz kiedyś pisałem. Czasem jeździmy razem i odbieramy samochody. Ken jest starszym (mocno starszym) panem. Angol. Żaden tam Kenwinder czy inny Kenjit Singh. Po prostu Kenneth. W zasadzie to powinien nosić ksywkę Silent Ken. Tak jak Bob w Dogmie czy innych filmach z... Bobem.
Ken z reguły nie mówi nic oprócz nienagannie wyartykułowanego YES od czasu do czasu. Są jednak wyjątki. Jak się trafi na czuły temat Kena wtedy  wstępuje w niego szatan i nadaje nadaje nadaje nada......
Ostatnio było tak jak wspomniałem o owocach. Przez 30 minut mi nawijał gdzie można kupic najlepsze śliwki.
Dzisiaj wyjechałem coś o Królowej, ot tak poruszyłem temat. Kenny niemal z piskiem opon zawrócił na rondzie i pognał w przeciwnym kierunku. Oczywiście ze mną w aucie. Zgadnijcie po co ! Po to, żeby mi pokazać gdzie sprzedają KRÓLEWSKIE ŚLIWKI oraz inne owoce. Ale swoją drogą to ciekawe. Faktycznie było tam coś w rodzaju rynku pod namiotami gdzie sprzedawano produkty z królewskich pól, ogrodów i szklarni. Za KOSZMARNE pieniądze :) Ale za to najwyższej jakości. Podobno.

Minęły dwa dni :)

I nie mogę napisać nic więcej bo zaraz jadę na Acton do jakiegoś klubu na jam session. Nie, nie będę grał. A może mi dadzą na trójkącie...zobaczymy. Później będę wspominał pobyt w Anglii: "W czwartki zazwyczaj jeździliśmy do klubu X pograć bluesa z chłopakami" Nikt nie musi wiedzieć na jakim instrumencie, no nie ? ;) Poza tym będą dziewczyny z 1car1 (taka zaprzyjaźniona firma) Może ten horoskop co mi się ostatnio nie spełnił, spóźnia się tylko...? Sprawdzić nie zaszkodzi. Spadaaam.

Aha (już z łazienki piszę) Naczelny napisał mi maila. Poprosił o ksero paszportu i adres do wysłania czeku za ten ostatni artykuł.
Tak oto niepostrzeżenie wciągnięto mnie na listę płac w pewnym londyńskim tygodniku.

Do widzenia się z Państwami.
Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mydło i powidło

niedziela, 05 października 2008 17:03
Ta wyspa, ta z poprzedniej notki byla ekstraaa :)
Ale zanim pojechaliśmy należało: wypożyczyc samochód, zarezerwować prom i trzymać kontrolę nad uczestnikami, żeby się nie rozmyślili. Jedynie Grzesiu powiedział, że jedzie, byle gdzie, po prostu jedzie.
Z autem walczyłem tydzień. Do końca nie znałem marki ani ceny. Zapewniano mnie jedynie, ze będzie dobrze. Niestety ja mam uczulenie na takie "jakoś się dogadamy..." Zawsze ale to zawsze oznacza to, że się nie dogadamy.
Więc... wyjściowo zapewniono mnie, że dostaniemy vw passata za 30 funciorów co było raczej wystrzałową ofertą. Tym bardziej, że na tą niedzielę, vw polo - dwie klasy niższy samochód kosztował 65 funtów. I jak już ich przycisnąłem, żeby mi zarezerwowali konkretny samochód to faktycznie był to passat za te trzydzieści funtów. No tak to jeszcze nie było.
Co prawda kierowca miał poniżej 25 lat więc musieliśmy zamienić passata na klasę niższego golfa ale za to diesla (mniej pali) i z nawigacją (lepiej trafia). Dokupiliśmy dodatkowe ubezpieczenie bo imć Blady lubi poszaleć i nie zawsze zdąże go przypilnować. Koniec końców wyszło...tanio :)



Prom tyle co samochód i jedną nogą (kołem) byliśmy na wyspie.
Blady zaszalał na początku. Pierwszy raz w życiu jechałem 200 km/h. Później się uspokoił i dobrze bo z wiekiem coraz mniej lubię ryzyko. Zwłaszcza przy takiej mgle:


W pierwszym miasteczku (Ryde) na wyspie spędziliśmy więcej czasu niż ustawa przewiduje, w wyniku czego później ścigaliśmy się z czasem aby na końcu czekać półtorej (półtora ?) godziny na prom powrotny. Tak to zazwyczaj bywa. I tak trzeba będzie kiedyś tam wrócić.
Prom zarezerwowałem trochę nie tak jak powinienem (za późno) i ...mój błąd, mój błąd, mój błąd...musieliśmy zapłacić za następny dzień w wypożyczalni. Wypożyczalni aut, nie promów.
I najgorsze jest to, że słowa nie moge napisać o tej wyspie bo wyszłaby książka a nie reportaż.

A dzisiaj jest niedziela. Wolna od świtu do zmierzchu. Powinienem być gdzieś wpizdu (czyt: daleko) a siedzę w domu i czytam kawały, które przysyła mi Grzesiu.
Byłem na zakupach. Kupiłem Heban - Kapuścińskiego, chleb, whisky i inne dobra. Po powrocie zrobiłem pranie i czekam na obiad. Będzie barszcz z uszkami aleeee....pod warunkiem, że sobie sam zrobię. Ale mi deal...

Poza tym Grzesiek (nie mylić z Grzesiem) zaczął grzać więc jest w miarę ciepło a Olka zaszła w ciąże. Nie od tego, że jest ciepło tylko tak na marginesie. Muszę się jej zapytać o te globulki...

Wiecie, że istnieją ludzie, którzy przeczytali w swoim życiu tylko jedną książkę ?? Nie mieści mi się to w głowie...Ostatnio próbowałem pożyczyć jakąś książkę tego typu człowiekowi, próbowałem go zainteresować. Nawet CZYTAŁEM MU fragmenty. Nic z tego...Nic tylko usiąść i zapłakać.
W ostatnim czasie spotkałem takich trzech.
I coś mi mówi, że będzie więcej...

Dobra a teraz konkretnie bo mnie ojciec naciska. Kto zna jakiś fajny portal randkowy ? ;))

A teraz wiadomość z ostatniej chwili:
Ku mojemu zaskoczeniu po krótkiej rozmowie z koleżanką na GG okazało się, że za 4 tygodnie lecimy do Madrytu na weekend. Bilety kupione, hotel też...tylko jak my się poznamy :D
Podziel się

komentarze (12) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 062  

I znowu mamy:

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164062
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page