Tak sobię właśnie myślę, że nie byłem jeszcze przy pałacu Buckingham. Jak na półtoraroczny pobyt to chyba trzeba być chorym, żeby jeszcze tam nie być.
No i ja właśnie jestem chory (ha ! widzicie jak sprytnie nawiązałem ;) wzięła mnie jakaś franca i próbuję ją przegnać. Raz to po dobroci (whisky na rozgrzewke) a innym razem drastycznymi środkami typu herbatka lemsip. To taki tutejszy coldrex. Jakby powoli odchodziła ale tfu tfu, żeby nie zapeszyć.
Rankiem świtkiem kole poranka poszedł ja jednak do pracy boso (no nie boso ale jakoś mi to tu tak pasuje). Po dwóch godzinach oznajmiłem Tletubisiowi żem zachorzał i ogólnie zmęczon okrutnie tego tam tra ta ta fuck it i muszę iść do domu. Teletubiś szczęśliwy nie był ale co miał zrobić ?
Mój wczesny powrót miał również drugie dno.
Wczoraj Cho-Zen-Wan oddała auto na przegląd. Niestety (jak się później okazało) do tego samego mechanika który naprawiał kompjuter. I żeby tradycji stało się zadość nie mogliśmy odebrać auta tego samego dnia (choć przegląd trwa godzinę) bo się niby podnośnik zepsuł i auto zostało w górze. Tzn w górnym położeniu podnośnika a nie w jakimś oligoceńskim pomniku przyrody typu Kasprowy Wierch. Obiecał że do 8:30 naprawią podnośnik i oddadzą auto. Dotrzymał słowa z 15-to minutowym poślizgiem ale to wszystko to i tak ściema była. Bo:
Do zwykłego przeglądu technicznego raczej nie używa się podnośnika choć mogę się mylić. Auto przyprowadzili z innego parkingu. Parking ten należy do warsztatu gdzie również wykonują MOT (czyli ten przegląd).
Po prostu: Facet nie zdążył wczoraj zrobić przeglądu w sąsiednim warsztacie (u siebie raczej nie ma urządzeń choć się reklamuje) i zrobił go dziś rano. Nam ściemnił że podnośnik się zepsuł zamiast przyznać się otwarcie. Skasował 5 dych, 4 dychy zapłacił tamtym za mot i dycha do kieszeni.
Po za stresem i wizją jazdy do pracy autobusem lini nr 81 a potem jakimś innym 75 i tak wyszliśmy na tym nieźle. W tym warsztacie który faktycznie zrobił nam MOT nie mieli wolnych terminów i musielibyśmy czekać. Dycha za ekspres - do strawienia.
Aha i to drugie dno, bo się rozpisałem, drugie dno było takie, że nie chciałem jej zostawiać samej na pastwę dzikich. Koło 8-mej planowałem wziąć przerwę w pracy i wrócić do warsztatu, żeby w razie niepowodzenia strzelić z bańki dzikiemu. A nawet gdyby był silniejszy to we dwójkę się raźniej ucieka ;)
Wczoraj byliśmy na spacerze w Richmond. Potestowałem troszkę aparat i ze zgrozą zauważyłem kilka plamek na fotkach. Mam nadzieję, że to na szkłach obiektywu a nie na matrycy. Tą ostatnią mogłbym wyczyścić dopiero w serwisie Polsce. Za ptasie mleczko jak zwykle ;P
Dobrze mieć kolegów :)
I na koniec postanowiłem wkleić skecz Monty Pythona "Ostatnia wieczerza"
Łazi za mną ostatnio i co sobię przypomnę kangura to mi się usta rozłażą na boki.
Sanktuarium Papieża. Wchodzi Michał Anioł.
MICHAŁ ANIOŁ(Eric Idle): Dobry wieczór, Wasza Świętobliwość.
PAPIEŻ (John Cleese): Dobry wieczór, Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym
twoim nowym obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem nim
zachwycony.
MICHAŁ ANIOŁ: O rany, kosztował mnie tyle pracy.
PAPIEŻ : Wcale nie jestem nim zachwycony.
MICHAŁ ANIOŁ: Nie podoba ci się galaretka. Dodaje trochę koloru. Aha, chodzi o kangura?
PAPIEŻ : Jakiego kangura?
MICHAŁ ANIOŁ: Żaden problem, zamaluję go.
PAPIEŻ : Nie widziałem tam żadnego kangura.
MICHAŁ ANIOŁ: Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego apostoła. Zgoda?
PAPIEŻ : Właśnie w tym problem.
MICHAŁ ANIOŁ: Jaki?
PAPIEŻ : Apostołowie.
MICHAŁ ANIOŁ: Są za bardzo żydowscy? Judasza zrobiłem najbardziej żydowskiego.
PAPIEŻ : Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu.
MICHAŁ ANIOŁ: No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura.
PAPIEŻ : Nie w tym rzecz.
MICHAŁ ANIOŁ: No to zamaluję kangura. Mowiąc szczerze, nie byłem z niego zadowolony.
PAPIEŻ : Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów!
MICHAŁ ANIOŁ: Za wielu?
PAPIEŻ : No jasne, że zbyt wielu!
MICHAŁ ANIOŁ: Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie jakiejś tam ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy
finałowej przekąski. Chciałem, żeby to było, kurczę, z wykopem...
PAPIEŻ : Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy.
MICHAŁ ANIOŁ: Może niektórzy przyszli z...
PAPIEŻ : Tylko dwunastu w sumie.
MICHAŁ ANIOŁ: Może wpadli ich przyjaciele?
PAPIEŻ : Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane.
MICHAŁ ANIOŁ: Żadnych przyjaciół?
PAPIEŻ : Żadnych
MICHAŁ ANIOŁ: Kelnerzy?
PAPIEŻ : Nie.
MICHAŁ ANIOŁ: Kabaret!
PAPIEŻ : Nie!
MICHAŁ ANIOŁ: Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale...
PAPIEŻ : Było tylko dwunastu apostołów.
MICHAŁ ANIOŁ: Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza.
PAPIEŻ : Co?
MICHAŁ ANIOŁ: Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i przedostatnia. Tak więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nic nie mówi, ilu ludzi tam było, prawda?
PAPIEŻ : Nie, ale...
MICHAŁ ANIOŁ: Właśnie!
PAPIEŻ : Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w historii naszego Pana, a przednajwiększa taka nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół rockandrollowy. Zamówiłem
u ciebie Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami i jednym Chrystusem.
MICHAŁ ANIOŁ: Jednym???
PAPIEŻ : Tak. Jednym. Co cię opętało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusow?
MICHAŁ ANIOŁ: To robi wrażenie, koleś.
PAPIEŻ : Wrażenie?
MICHAŁ ANIOŁ: Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch szczupłych.
PAPIEŻ : Był tylko jeden Odkupiciel!
MICHAŁ ANIOŁ: Wiem o tym. Wszyscy wiemy, ale co z moją licencją artysty ?
PAPIEŻ : Chcę jednego Mesjasza!
MICHAŁ ANIOŁ: Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego fotografa, ot co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery!
PAPIEŻ : Zaraz ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym Chrystusem, dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do południa w czwartek, albo ci nie zapłacę!
MICHAŁ ANIOŁ: Cholerny faszysta!
PAPIEŻ : Jestem cholernym Papieżem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem co lubię!
I znowu się obśmiałem czytając to co wkleiłem.
Nota bene tłumaczenie śp Tomasza Beksińskiego.
komentarze (6) | dodaj komentarz