Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 350 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Cars

niedziela, 29 października 2006 12:28
Sponsorem dzisiejszej notki jest Gary Numan "Cars"

Toyota Prius - auto napędzane na zmianę silnikiem spalinowym i elektrycznym. Oszczędne, wydajne i dynamiczne. Podobno jest to samochód przyszłości. I ja ten samochód przyszłości ot tak ośmieliłem się zepsuć ! Wsiadam do środka, próbuję odpalić, nic się nie dzieje. Po prawej stronie zauważam przycisk POWER - jak w jakimś telewizorze albo pralce. Naciskam - nic. Kombinacje z pedałami, biegami nadal nic. Już miałem wysiadać gdy nagle sam z siebie odpalił. Ruszyłem pojechałem na parking, zaparkowałem. Przyszli właściciele i się zaczęło. Podstępem spowodowali że przyznałem się do jazdy tym autem. Dopiero wtedy oświadczyli, że jest zepsute. To ja im grzecznie mówię, że jak jechałem to było sprawne bo przecież dojechałem. Oni na to, że zepsułem. Ja: skoro jechałem to jak mogło być zepsute itd przez kilkanaście minut. Na szczęście pojawił się w okolicy supervisor i przejął pałeczkę. Koniec końców klienci wezwali pomoc drogową (chyba faktycznie im zepsułem ten badziew) ale firma się wykpiła. Ja również nie poniosłem żadnych konsekwencji. Nadal się zastanawiam co za idiota tak zaprojektował to auto, że byle idiota może go tak łatwo zepsuć ;)

Fiat Siena - auto napędzane silnikiem...dobra dość. Po prostu wyrwałem rączkę do otwierania maski i tyle. Po co robią jakieś plastikowe ! Firma zapłaci za naprawę. Ja ponownie uniknąłem konsekwencji.

Tak właśnie minęły mi dwa pierwsze dni w pracy.
A poza tym: robota lekka, łatwa i przyjemna. Kto grał kiedyś w Sokobana ? To taka stara gra komputerowa. Chodziło w niej o to, żeby poprzesuwać zablokowane skrzynki i beczki tak żeby je odblokować. No to tutaj jest podobnie tylko z samochodami. Pracujemy w dwuosobowych teamach. Mi trafił się pakistańczyk Rahmat. Co za lewus to się w głowie (zastanawiałem się nad słowem "pała" ale nie jestem pewien o jaką pałę chodzi wiec pozostańmy przy głowie) nie mieści !! Koleś razu pewnego zawiózł mnie na parking po samochód, zgasił silnik i powiedział: To teraz się poł godziny przekimamy. Później laził pół dnia obrażony, że nie zaakceptowałem jego genialnego pomysłu.
Gdzieś w międzyczasie było "busy" (odpowiednik polskiego "zapierdol"). Słowo honoru - nie zauważyłem tego ! W porównaniu do poprzedniej pracy cały czas czuję się jakbym miał przerwę na lunch.
Dziś zadzwoniłem do Jobcentre (coś w rodzaju urzędu pracy) aby umówić się na spotkanie w sprawie nadania angielskiego NIPu (NIN - National Insurance Number). Nienawidzę rozmawiać po angielsku przez telefon więc sporo mnie to kosztowało. W końcu jednak się umówiłem i cieszę się, że mam to z głowy (bez wahania użyłem słowa "głowy" ponieważ tu akurat "pała" nie pasuje).
Od jakiegoś czasu chodziło za mną porto. Spieszę więc poinformować, że dogoniło mnie w końcu. To se teraz siedzimy (ja i 0,75l) i się integrujemy.
Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Welcome to the Fold

wtorek, 24 października 2006 23:10
Sponsorem notki jest Filter "Welcome to the fold"

Jak pisałem w poprzedniej notce, dzisiaj miałem mieć rozmowę kwalifikacyjną. Umówiony byłem na godzinę drugą równo afternun. Z Reesem byłem umówiony, z tym samym co go uwięziłem we Fieście. Rees miał niestety jakąś kontrolę naczalstwa i wyglądał na przestraszonego. Myślę sobie: będzie wku...ony i nici z roboty :( Ale nic to czekam. Spotkałem w międzyczasie kolegów z pracy. Podzieliłem się niusem, że jaki by nie był wynik interwiu to i tak odejdę. Międzyczas w końcu upłynął i w drzwiach pojawił sie Rees. Uśmiechnięty ! Uff !
Zaprosił mnie do biura i w stosie podań próbował wyszukać moje. Widząc tyle aplikacji zwątpiłem. Napomknąłem, że skoro tyle ma chętnych to moje szanse drastycznie spadają. A Rees na to: "Nic sie nie martw. Znasz robotę, znasz ludzi masz duze szanse". Potem padły pytania z cyklu dlaczego właśnie ta praca jest moją wymarzoną itp. Jakoś chyba wybrnałem, ponieważ na zakończenie oświadczył. "Witamy w naszym zespole". Nagle na dworzu pociemniało a na niebie kolorowymi iskrami rozbłysły sztuczne ognie. Z szaf i z pod biurka wyszły anioły i zaśpiewały Gloria ! Po chwili wszystko wróciło do normy nawet biały jednorożec poszedł się napić a my kontynuowaliśmy rozmowę. Tym razem już na temat spraw organizacyjnych. Do moich obowiązków należeć będzie zwożenie aut klientów na odległy o kilkaset metrów parking. Czasem będę musiał też podjechać na terminal z klientami lub po nich. To wsio.
Na koniec dodał: "Jakby ktokolwiek pytał odbyliśmy interview DWA razy - takie są procedury."

Mój grafik wygląda tak: 3 dni na 6-15, 3 dni na 15-24 i 3 dni wolnego. TRZY DNI !!! Ja chyba drugiego bloga otworzę ! Stawkę przy tym mam dużo lepszą niż w poprzedniej pracy. Jedyny minus to wypłata co 4 tygodnie. Teraz muszę się zastanowić jak przeżyć najbliższy miesiąc za 180 funtów.
Idę po piwo. Lepiej się będzie myśleć ;)
Podziel się

komentarze (22) | dodaj komentarz

The Decision

poniedziałek, 23 października 2006 20:43
Sponsorem dzisiejszej notki jest Young Knives "The Decision"

No i wykrakałem z tymi zmianami !!
Dzwonię wczoraj do brygadzisty na którą mam przyjść do pracy a on zdziwiony mówi że nie wie bo myślał, że porzuciłem robotę na rzecz tej firmy w której składałem aplikację. Jakimś cudem przypadkowo się dowiedział. Może dlatego że z tej drugiej firmy szukali mnie od kilku dni :) Przecież mówiłem im, że dostepny będe dopiero od dzisiaj. Tak czy inaczej powiedział, żebym wpadł jutro na chwilę to pogadamy.
Nie bardzo się tym zmartwiłem ponieważ na pół godziny przed telefonem dostałem propozycję pracy od Grzesia szefa. Dodam (chociaż pewnie nie muszę), że obecnej firmy mam już po dziurki w nosie, albo w uszach. Zależy które są wyżej.
Poza tym rozmawiałem z Abą i poważnie się zastanawiam nad zmianą miasta na Coventry lub Manchester.
Tak sobię myślę, że stwierdzenie: "Nie bardzo się zmartwiłem" nie oddaje mojego nastroju wczorajszego wieczora. Lepiej byłoby: "Ucieszyło mnie, że jutro nie muszę iść do pracy !!" Odbiegam od tematu chyba...
Pojechałem dzisiaj rano na Heathrow. Wszyscy miny marsowe, pieruny w ślepiach. A ja z wesołym uśmiechem na ustach pytam czy jeszcze tu pracuję bo nie wiem co mam robić.
Okazało się, że wszyscy mają mi za złe, że nikomu nie powiedziałem, że odchodzę. (Kamila nie za dużo tych "że" w jednym zdaniu ?)
Tłumaczę im, że (oo następne "że") co prawda składałem aplikację do Courtlandu ale nikt się ze mną nie kontaktował i na pewno tak od razu nie przejdę do nich. Uprzedzę ich przynajmniej tydzień wcześniej. Chyba załagodziłem sytuację. Bynajmniej dlatego, że zależy mi na obecnej robocie. Raczej z powodu utrzymania dobrych stosunków z ludźmi. Nie cierpię takich niedopowiedzianych kwasów.
Umówiliśmy się, że jutro podejmę decyzję czy zostaje czy przechodzę. Decyzja będzie oczywiście zależna od wyniku interwiu, które również jutro mam odbyć.

Nadal w dobrym humorze poszedłem na przystanek i tu dopiero naszły mnie wątpliwości !  Jechać do tzw domu czy do Londynu pozwiedzać ??
Pierwszy przyjechał bus w stronę Londynu to se wsiadłem i pojechałem. Właściwie pojechałem w tamtym kierunku bo wsiadając do kolejnych autobusów kierowałem sie nazwami dzielnic. Jak była ładna to wysiadałem, trochę połaziłem i dalej w następny bus. Tak dotarłem do Trafalgar Square. Okazało się, że myliłem to miejsce z innym placem, który siłą rzeczy teraz nie ma nazwy :) Planowałem dotrzeć do Muzeum Transportu i w sumie dotarłem ale od roku mają PRZEMEBLOWANIE i jest zamknięte. W sumie dobrze bo miałem jeszcze czas na National Gallery. Pooglądałem sobie te obrazki i polazłem dalej. No dobra. Byłem trochę w szoku stojąc zaledwie 50 cm od obrazów Raphaella, Leonarda da Vinci czy Rubensa. Najwięcej czasu spędziłem jednak w skrzydle impresjonistów - a to ci nowina ;). Widziałem prawdziwe (mam nadzieję) obrazy Van Gogha, Gaugina, Cezanne'a, Moneta, Maneta i wielu innych. Robią wrażenie ! Do tej pory wszystko co widziałem to reprodukcje. A na żywo popularne "Słoneczniki" wyglądają wręcz trójwymiarowo ! Chociaż są za szybą.
Z muzeum wydostałem się akurat w porze korków. Bus tak się wlókł przez centrum, że wysiadłem i na piechotę dogoniłem, wcześniejszy.
Droga powrotna zajęła mi chyba ze 2,5 h ale warto było się tam wybrać.
No cóż. Jutro to interwiu. Ale spoko bez nerwów. Zawsze znajdzie się jakiś plan B...C...D i tak aż do Z a potem A1...
Podziel się

komentarze (3) | dodaj komentarz

Clocks

niedziela, 22 października 2006 13:49
Sponsorem dzisiejszej notki jest Coldplay "Clocks"

Pierwsza zwrotka:


Z (włoskiego obozu) pracy wróciłem jak zwykle koło 23. Dwie godziny starczyły na spakowanie się i prysznic. Prawdopodobnie też coś zjadłem - na tyle marginalna sprawa, że nie chce mi się robić dochodzenia.
Plan był prosty. 1:07 nocny do Marble Arch. Tam łapię National Express do Stansted i na lotnisku mam jeszcze 2 godziny do odprawy. Nie o to chodzi że lubię przesiadywać na plastikowych krzesełkach. Zrobiłem sobie zapas na wypadek nieoczekiwanego poślizgu. Posprawdzałem na necie rozmieszczenie przystanków NE i w drogę.
Nocnym dojechałem do Marble Arch (na wczorajszym Buss Passie) znalazłem przystanek NE i czekam. Jedzie NE. Nie zatrzymał się - OK może jakiś uszkodzony albo pijak. Czekam dalej. Przejechał drugi bus - może jakieś wyścigi mają albo co. Pytam się ludzi - nikt nic nie wie. Powoli zaczynam węszyć spisek. Zauważam parę z torbą. Chyba rozmawiają po polsku. No jak polacy z torbą to pewnie jadą na lotnisko. Zgadza się jadą i to tymi samymi liniami na to samo lotnisko. Mija nas trzeci bus. Para błyskawicznie decyduje, że jedziemy na Victorię (stamtąd te busy startują). Jest po 3 - mam jeszczę trochę czasu w zapasie. Oni już nie, ich samolot odlatuje o 6. Na Victorii z marszu pakujemy się do busa i w drogę. Ładny ten Londyn noc....Zzzzz...zzzzzz - Stansted ! Jest 4:45 i mam prawie godzinę do odprawy. Zwiedzam terminal i ustawiam się w dłuuugiej kolejce. Po całej "ceremonii" wsiadam do samolotu i czekamy niewiadomo ile na pozwolenie na start. W końcu startujemy i po krótkim śnie przerywanym turbulencjami lądujemy w Rębiechowie. Z około godzinnym opóźnieniem :(.
Na lotnisku czekają na mnie Kasia, Monika i cały tabun ludzi. Naprawde miło mi było chociaż ich nie znam ;)

Refren

"Home, home where I wanted to go"

Druga zwrotka

Sobota - Dziewczyny zawiozły mnie do domu. Po wejściu pies powitał mnie szczekaniem. Jak z resztą każdego gościa. Po chwili chyba zorientował się, że ja to ja. Zapomniał kompletnie o szczekaniu i tylko walił głową w moje kolana wydając jakieś dziwne dźwięki (raczej z kategorii radosnych).
Z plecakiem na plecach łaziłem chwilę po domu zaglądając w każdy kąt. Niesamowite uczucie.
A potem już poszło. Wyszliśmy z Ojcem na zakupy i się zaczęło szaleństwo :) Potem krótki sen i do Gdańska ponieważ na 20 byłem umówiony z przyjaciółmi. Miło było widzieć ich wszystkich (nie zawaham się użyć tego słowa) w kupie ;). Jakieś nowe knajpy popowstawały a mnie tu nie było !
Niedziela - trochę odpoczynku, zaślubiny z morzem a wieczorem lokalny pub
Poniedziałek - od rana bieganie po urzędach i załatwianie wykupu mieszkania. Byłem zaskoczony życzliwością pań w UM i w kancelarii notarialnej. Dzieki przemiłej pani notariusz załatwiliśmy wszystko w dwa dni. Dodam, że musieliśmy załatwić to w dwa dni bo by wszystko przepadło ! Wieczorem oczywiście pub. "Szksypcze" na starówce.
Wtorek - podpisanie aktu notarialnego i wreszcie mieszkanie jest nasze ! Był to najważniejszy cel mojego wyjazdu. Czasem wątpiłem w jego realizację ale udało się. Wieczór spędziłem we WŁASNYM mieszkaniu przed PRAWDZIWYM telewizorem :)
Środa - nie pamiętam :) Chyba tak najprościej w świecie leniuchowałem. Na 16 umówiłem się z Kasią i Michałem na obiad. Kasia zrobila kurczaka w warzywach i w winie. Po mistrzowsku go zrobiła ! Miałem wrażenie, że zarówno kurczak jak i warzywa od dziecka byly psychicznie przygotowywane do tego obiadu ! Wieczorem "Szksypcze" z Bebem i mała brandy w parku.
Czwartek - krótka wizyta w "Scruffy murphy's" z Abą, jeszcze krótsza w mojej byłej firmie a potem kolacja z małą wódką u Regatty i Druta ;) Było między innymi rewelacyjne, wypieczone pieczywo czosnkowe i równie rewelacyjna sałatka firmowa :) Ech... i na dodatek facet w autobusie miał zjazd do bazy i specjalnie zmienił kurs, żebym miał bliżej do domu !
Piątek - powoli dopada mnie deprecha związana z wyjazdem :(, Wieczorem "Ryby" na budach.
Sobota - Kasia zawiozła mnie na lotnisko i wszystko to zostawiłem w pizdu na dole i daleko za sobą :(. Tym razem wyjeżdżać było jeszcze trudniej niż poprzednio.

Refren

"Home, home where I wanted to go"

Trzecia zwrotka

Siedzę w tzw domu. Sam. Grzesiu w pracy. Jutro podzielę jego los :( Tak się zastanawiam... może czas na kolejne zmiany ?

Refren (2x)

"Home, home where I wanted to go"

Podziel się

komentarze (6) | dodaj komentarz

Pocztówka z Lotniska

wtorek, 10 października 2006 17:13
Sponsorem dzisiejszej notki jest Myslovitz "Pocztówka z lotniska"

Zostały jeszcze 4 dni do wylotu. Kombinuje jak najszybciej i najłatwiej dostać sie na lotnisko. Lecę ze Stansted - na Luton już byłem :). Pytałem znajomego taksówkarza_na_pół_etatu Hamziego ile weźmie za kurs. 50 funtów !! :( Normalnie wyzysk murzyna nad białasem. Proponowałem perkal i koraliki ale nie chcial. Bzdury piszą w tych książkach !! Zjechał do 30-tu ale i tak mam go gdzieś. Pojadę chyba National Expresem tak jak Maka. Kilkanaście funtów w obie strony - chyba, że coś mi się powaliło.

Ostatnie dni pracy w pracy przebiegają spokojnie. Mamy nowego kolegę. Tym razem jest to inżynier chemik z Ukrainy :). Miły gość . Nawet rękawiczki mi przyniósł bo jak twierdzi bezpośredni kontakt z chemikaliami szkodzi na nerki i wątrobę. Dogadujemy się po rosyjsku, nie na tyle jednak, żeby rozpocząć produkcję amfy z pozostawianych w samochodach chipsów. Wszystko jednak w swoim czasie.
Zmniejszono nam też godziny pracy do 11 :D. Ostanio pracowałem najpierw po 13 potem po 14 a na końcu po 15 godzin. Bałem się, że nie długo spotkam się z sytuacją kiedy rano przyjdę do pracy a ja jeszcze tam będę !
Mam wrażenie, że ta zmiana ma charakter krótkoterminowy i wszystko wróci do "normy". Dlatego też poszedłem do sąsiedniej firmy po aplikację.

Trzy tygodnie wcześniej...

Idę sobię ciemną nocą po parkingu. Szukam samochodów. Dwa kluczyki w rękach i sobie klikam. Wiecie, jak klikne to się temu misiu światła zapalają i widzę gdzie stoi. Znalazłem w ten sposób jeden i pojechałem nim na parking. Po 20 minutach telefon z biura. Dzwoni Jackie (wynalazek z hongkongu rodzaju nijakiego)
- Bartek !! Masz kluczyki do Fiesty nr XXXXX
- mam
- przywieź mi je szybko
- nie mogę bo muszę zwieźć to auto na parking
- poważna sytuacja, przywieź !
No to zawiozłem. Już po wyjściu z samochodu słyszę w oddali podniesiony głos:
- Jackie !!!!! Zamknęłaś mnie !!!!
- To nie ja !!
Okazało się, że tak sobie spacerując po parkingu i klikając pilotem zamknąłem gościa w samochodzie. Siedział tam ponad 20 minut :)) No i dobrze po co właził :-P

Trzy tygodnie później...

Z tym właśnie gościem mam rozmawiać o nowej pracy :)


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 096  

I znowu mamy:

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164096
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page