Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 348 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Breathe !

poniedziałek, 26 stycznia 2009 21:05
Dzisiaj będzie wszystko. To znaczy: piosenka, zdjęcie i oczywiście film drogi.

Wstając rano do pracy, tuż po obudzeniu się, nie zapalam światła. W półmroku szukam ubrania (właściwie nie szukam bo przecież pamiętam gdzie je położyłem :) W tymże półmroku zakładam spodnie i otwieram szafę, żeby wyjąć czysty t-shirt. Ten mały schemat został dziś rano zburzony przez nagły grzechocząco terkoczący dźwięk, który wydobył się z szafy. Odskoczyłem momentalnie od drzwi zatrzaskując je gwałtownie. Nagła myśl padła na mój nie całkiem obudzony jeszcze mózg jak oświecenie. W szafie jest GRZECHOTNIK !!. W tej samej chwili usłyszałem gdzieś w dole sapanie. Takie ludzkie ale z wysiłkiem. Nogi się podemną ugieły. Obróciłem się gwałtownie szukając dyszącego karła i w tym momencie dobiegł mnie kobiecy głos który wyrażnym szeptem mówił: ODDYCHAJ....tyle że po angielsku. W ułamku sekundy rozpoznałem głos i siadając na łóżku wedle zalecenia odetchnąłem z ulgą. Okazało się, że sięgając do drzwi szafy musiałem dłonią zahaczyć o komórkę w kieszeni moich spodni uruchamiając odtwarzanie mp3.
A o to i winowajca.


 

Deszczyk na początku klipu w mp3 zastąpiony jest tamburynem - stąd ten grzechotnik :)


A teraz zdjęcie:

Sytuacja zastana dziś pod tesco na Feltham. Jak widać, na parkingu wolna amerykanka i każdy podjeżdża czym tam sobie chce i co tam aktualnie ma:


 



 

Na burcie miał wymalowane "Falklandy 1982". Long way home jak widać. Dzielni chłopcy :) Cóż, droga drogą a zjeść trzeba ;)


 

No i na sam koniec jak zwykle film drogi. Dzisiaj "Przeprowadzka" Nie ma się co łudzić raczej, że angoli stać na taką fantazję. Obstawiam rodaków :)


 

Aaa i jeszcze mi się coś przypomniało.

Jakiś czas temu jadę sobię autem zkądś tam dokądś tam i nagle rejestruję kątem oka szatańską liczbę 666 na liczniku przebiegu. Łaaaał, hehe, ale liczba, musze chyba zwolnić zanim nie zmieni się w 667 przynajmniej. Tak sobie z uśmiechem pomyślałem :)

I w tym momencie z radia poleciał znany kawałek o wdzięcznym tytule "CRUSH" !! Podejrzliwie rozglądając się dookoła zwolniłem do 20 mph...


Podziel się

komentarze (8) | dodaj komentarz

Pure

niedziela, 18 stycznia 2009 16:40
Dzień dobry się z Państwem

Sponsorem dzisiejszej notki jest Lightning Seeds - Pure. Nie ma jakiegoś większego powodu, że to właśnie ten kawałek. Właściwie to nie ma też mniejszego powodu. Po prostu lubię ten kawałek :)
Puście sobie go sobie jak chcecie i czytajcie dalej...



Dzisiaj, obiecuje, nie będzie żadnych filmów drogi (oprócz jednego na koniec)
Chciałem pozbierać wszystkie te rzeczy o których zapomniałem napisać w poprzednich notkach ale co wracam do pisania to gdzieś je znowu gubię.
Wczorajszy dzień okazał się być całkiem ciekawym. Przed południem pojechałem z kolegą do Brighton. Pogoda śliczna, cieplutko i sporo czasu do wykorzystania.



Jako, że byłem w pracy za wykorzystany czas dostaniemy oczywiście talary:) Tak lubię.
A w Brighton kumpel (nie powiem jaki ale co bardziej uważni pamiętają Fafarafę) zaciągnął mnie na molo do siedliska uciech i rozpusty. Więc aby wyjść z twarzą najpierw się ucieszyliśmy a potem rozpuściliśmy kasę na drobne co by mieć na automaty (takie z grami). Powiem szczerze, dawno już wyrosłem z tego typu rzeczy ale symulator lotniczy mnie skusił. Kolega nie potrzebował symulatora, samodzielnie latał od maszyny do maszyny próbując namówić mnie na małe co nieco. Dla świętego spokoju zagrałem w cymbergaja. To taki krążek co lata po śliskim stole bilardowym i trzeba go odbijać bo jak nie to wpadnie do dziury i będzie kicha. Później jeszcze wszedłem do tunelu strachu, żeby przypomnieć sobie jak to było ćwierć wieku temu - kiedyś to była moja ulubiona rozrywka w tzw. wesołym miasteczku. Swoją drogą brajtoński tunel strachu był raczej dla dorosłych.
Po powrocie sprzątnałem dom (mój tydzień), otworzyłem eksperymentalne piwo Old Peculier i w tym momecie zadzwonił Czesław Niemen (taka ksywka innego kolegi z pracy).
- Chcesz jechać do Walii ? Płacą podwójnie...
To pojechałem, no nie...i nawet już nie chodziło o tą kasę.
Na drodze początek apokalipsy jakiejś. Latające gałęzie, liście, kwiatów kiście (bez kwiatów ale się rymuje) i ulewa taka, że nawet wycieraczki wydawały się być zaskoczone. Wichura ganiała moje auto z jednego pasa na drugi złośliwie atakując z zaskoczenia.
Powrotna droga wyglądała nieco lepiej tym bardziej, że już nie prowadziłem. Skupiwszy się na odbieraniu (przemiłych) i wysyłaniu (starałem się) smsów dotarłem na miejsce noclegu, przypadkowo i czasowo zwane domem. Siedząc przed kompem byłem w szoku, że przed chwilą byłem tak daleko. Cała ponad 500 kilometrowa (to tak jak z Gdańska do Częstochowy albo Lublina) podróż zabrała nam zaledwie 5 godzin. Pogoda na zewnątrz spotęgowała jeszcze wrażenia z całej wyprawy. Pogoda wewnątrz była okej.

A dzisiaj...znowu do pracy ale nie ma o czym mówić bo dawno wróciłem.

Kilka dni temu puściłem totka. Jeden zakład kosztuje funiora. Poprosiłem więc jeden tzw. Lucky Dip i dostałem dwa ! Za tego samego jednego jedynego funta. Pomyślałem sobie: ale mam szczęście ! Nastepna myśl: oby to nie było jedyne szczęście w tym losowaniu.
Było.

Do Nazwijmy Ich Marcina i Agnieszki dołączyła drogą narodzin Nazwijmy Ją Kasia. O fakcie zostałem powiadomiony zaledwie 5 minut później w wyniku czego czuję się jakbym był przy narodzinach ;) Jeszcze raz gratuluje całej Nazwijmy Ją Trójce i oświadczam, że stawię się w piątek enytajm enyłer. Wedle życzenia postaram się również przyciągnąć Grzesia.

Wg sygnałów od zaprzyjaźnionej sąsiadki znowu wydrukowali mój artykuł. Na szczęście inny :) Z narażeniem życia dorwałem gazetę i zobaczyłem to na własne oczy.
Co ciekawe dystrybucją Cooltury zajmują się głownie sklepy turbaniarzy. Spora rodzima sieć o nazwie "Delikatesy Mleczko" Pana Mleczki odmówiła dystrybucji (darmowej !). Powód: Pan Mleczko nie chce robić konkurencji dla swojego czasopisma tak cienkiego w treść, że tytułu nawet nie pamiętam. Połowę periodyku zajmuje biografia właściciela w odcinkach. Żenada.
Efekt: Osobiście (i pewnie nie ja jeden) wolę pójść do turbaniarza i zrobić zakupy tam, bo ma Coolturę i często, drugiego na rynku, Gońca Polskiego. Poza tym, wierzcie lub nie, u dzikich często jest większy wybór polskich produktów i przeważnie mają taniej.
Ufff zrzuciłem to z siebie ;)
Teraz spokojnie mogę zakończyć notkę :)
Nie muszę nawet dodawać obiecanego filmu ;)

Apdejt:
Jednak się tak nie dało. Na specjalne życzenie Sąsiadki wklejam kolejny mrożący krew w żyłach film drogi.
Proszę Państwa..."Pogoń za autobusem" !


Dla osoby, która zgadnie DLACZEGO autobus przede mną dość szybko jechał tyłem nie przewidziana jest żadna nagroda, nie mniej jednak można zgadywać :)


Podziel się

komentarze (18) | dodaj komentarz

6 dni później

wtorek, 06 stycznia 2009 22:59
Mam czas, nic mi się nie chce i nie mam weny. Piszę to ponieważ w dalszej części notki mogę nakłamać, że coś tam, no nie. A tak jest pełen obraz i pierwsze słowo do dziennika drugie słowo do śmietnika. Więc jak napiszę, że jestem zajęty bo zbieram grzyby, maluję obraz lub wychowuje dziecko to będą bzdury. Najprawdopodobniej...bo może by tak namalować jakiś obraz... ;)

Jeśli wspomnimy Sylwestra (miałem takiego kolegę w podstawówce, ale to nie jego wspominamy) to w sumie nie ma do czego wracać. Sylwester był się odbył i był nawet inny niż poprzednie ale jakoś taki jak nie Sylwester. Z resztą na większość pytań dotyczących Sylwestra do tej pory wraz z domownikami nie potrafimy sobie odpowiedzieć. Choć Grzesiu już wie, że jego czapka została u mnie to ja nadal nie pamiętam czy zaproponowałem mu śniadanie chociaż. Chyba tak bo jakiś czas w głowie echem odbijało mi się słowo "SER". Lubie ser ale mając do wyboru ser lub salami wybiorę to drugie. Musiał być to więc Grzesiu. Znaczy jadł ser...
Dzień poprzedzający wieczór był dużo łatwiejszy do zapamiętania ponieważ nagrałem sobie jego fragment:


Peaceheaven - koniec Anglii.

Po Sylwestrze płynnie przeszedłem do dziennych obowiązków obowiązkowych typu praca. Obowiązki nieobowiązkowe zostawiłem sobie na weekend.
A w pracy nadal nie wiadomo co i jak. Nadal nie wiadomo ile dostaniemy godzin i jak to wszystko będzie wyglądać. W międzyczasie menedżerstwo postanowiło powierzyć mi obowiązki (baaardzo obowiązkowe) superwajzora. Czasowo tylko bo oryginalny superwisior "wyszedł" i nie wiadomo kiedy wróci. Robota ta sama tyle że teraz dodatkowo biegam z papierami i marnuje swoje cenne darmowe minuty w komórce. A przez te kilka tygodni nazbierało się oj nazbierało...fakturę im wystawię.

I tyle. Wszystkiego dobrego z okazji 3 Króli :)

PS: Spodobało mi się podstawianie muzy do filmików na Youtube więc jeszcze jeden.
Tym razem jest to dojazd do małej wioski Temple - miejsca do którego bardzo lubię jeździć, choćby ze wzgledu na drogi węższe niż samochód. No i ten klimat Angielskiej prowincji ;)


 

 


Podziel się

komentarze (17) | dodaj komentarz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  1 164 052  

I znowu mamy:

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 1164052
Wpisy
  • liczba: 354
  • komentarze: 3253
Bloog istnieje od: 4185 dni
Locations of visitors to this page