Kroniki Portowe

Londyn

Stambuł, część 2

 

Rankiem świtkiem kole poranka budzimy się wyspani acz żądni (podkreślam - ŻĄDNI) toalety. Nasza nadal nie działa. Zwiedzeni wczorajszymi obietnicami pakujemy plecaki i wychodzę na ganek hotelu. Zapalam papierosa podziwiając okoliczną ruderność. Po chwili wszyscy jesteśmy już na dole.
Bez problemu, po zapamiętanych miejscach, odnajdujemy drogę do hotelu, w którym nie było dla nas miejsca w gospodzie dnia poprzedniego.
Dzisiaj to zupełnie inna bajka. Jest pokój, działa toaleta i podaja nam śniadanie. Za ladą recepcji Uzbek i jego żona. Równie uzbecka jak i mąż. Przemili ludzie. Rosyjski z lekka zapomniany kuleje ale działa :) Dziękujemy ci komuno. Dogadujemy się właściwie bez problemu. Szybka toaleta i w miasto.

Mijamy Niebieski Meczet. Zwiedziliśmy go wczoraj w nocy

 

 

 

 

Tuż za meczetem Hagia Sofia. Chcemy kupić kartę wstępu, która działa również w kilku innych muzeach ale niestety karty się skończyły. "Nie ma pure ze smalcem ! Jest tylko pure z dżemem" ;) czyli zwykłe bilety. Kilkudziesięciometrowa kolejka odstrasza skutecznie. Pytamy w muzeum archeologicznym. Też już nie mają. Idziemy do pałacu Topkapi.
Tam również kolejka ale mniejsza. W pełnym słońcu twarzą w stronę odstajemy dobre pół godziny. Dostajemy jednak kartę dzięki której możemy też wejść do muzeum archeologicznego i ominiętej Hagia Sofia

Topkapi się podoba. Zwłaszcza harem i diament wielki jak z różowej pantery.
Muzeum archeologiczne w zasadzie obiegamy bo już nieźle mamy w nogach. Mezopotamia robi wrażenie.

Szukając czegoś do zjedzenia schodzimy do portu. Kebab z budki, prom do Azji i... w Azji jeszcze nie byłem ! Słaba to Azja ale zawsze Azja :)

 

 

 

Zwiedzamy jeden meczet, który ani nie jest ładny ani sławny ale za to lokalny. Lokalna jest też knajpa w której mierzeni od stóp do głów przez lokalesów spijamy po piwie. Wolnym kroczkiem drepczemy na prom do Europy zaliczając po drodze kebaba z budki.

 

 

 

Lądujemy po przeciwnej stronie mostu Galata. Sam most jest atrakcją i chcemy się nim przespacerować.

 

 

 

Na Bosforze też niezły tłok

 

 

Kręcimy się trochę przy porcie zwiedzając to i owo:

 

 

 

 

Momentalnie wraz z zachodem słońca (nie jest jeszcze ciemno) ulice pustoszeją. Z pomocą mapy i GPSa odnajdujemy się jakoś w labiryncie ulic. W górę i w dół i w górę i w dół i tak non stop.

W końcu docieramy do znanych okolic.

 

 

 

Jeszcze krótka sesja w Niebieskim Meczecie:

 

 

I do hotelu...

Za oknem słychać kilka strzałów. Po chwili w okolicy pojawiają się radiowozy. Blokują kilka ulic przez jakiś czas i odjeżdżają.

Kończymy przeglądać zdjęcia, dopijamy wino i idziemy spać.