Kroniki Portowe

Londyn

Stambuł, część I

 

Czwartek rano. Po pracowitej nocy odbijam breloczek na maszynce do odbijania breloczków i wsiadam do srebrnego na oko samochodu marki na oko vauxhall. Siadam po stronie kierowcy ale go tam nie zastaje gdyż jesteśmy w UK a tam kierowca jest po drugiej stronie lustra.

Szybki prysznic po drodze na Gatwick (nie, nie z kierowcą) i już siedzimy we troje w samolocie Turkish Airlines z nadzieją wylądowania w Stambule. Pomimo, ze nie spię od 24 godzin, trudno jest zasnąć na dłużej. Próbuję oglądać jakieś s-f na ekraniku w fotelu przede mną ale kompletnie nie mogę sie skupić na filmie. Podają obiad. Ravioli i mnóstwo pierdółek do tego. Z drinków wybieram piwo. Po piwie przeważnie mi chce mi się spać. Może zadziała.
Nie działa.
Trzy i pół godziny lotu i dwie godziny do przodu. Z 15-tej robi się 17-ta. Odbieramy bagaże, szukamy metra, rozpracowujemy enigmę do sprzedaży biletów i po jednej przesiadce na tramwaj dojeżdżamy do Beyazit gdzie mamy zarezerwowany hotel. 

Przystanek tramwaju na mapie znajduje się w innym miejscu niż w rzeczywistości. Albo przenieśli albo autor mapy miał niezwykłe poczucie humoru. Dzięki uprzejmości lokalesów odnajdujemy hotel i tu okazuje się, że rezerwacje mamy tylko na papierze. A właściwie nawet nie tam bo Czesław ot tak sobie wziął i nie wydrukował. Dobrze, że na wszelki wypadek pozapisywałem wszystko w telefonie. Na niewiele się to jednak zdaje bo w tej chwili nie mają wolnych pokoi jakimś cudem. Dorzucając do tego fakt, że nikt nie mówi po angielsku, sytuacja robi się malo komfortowa. Wreszcie z pomocą przychodzi gej (stuprocentowy jak w mordę strzelił) spędzający tam urlop. Dowiadujemy się, że możemy spędzić tą noc w innym zaprzyjaźnionym hotelu a rano przyjść na śniadanie i nasz pokój już będzie przygotowany. Obsługa jest bardzo miła i wydaje się być przestraszona całą tą sytuacją. Może dlatego, że jesteśmy zmęczeni po podróży, a może dlatego że z nas dupy wołowe, godzimy się na takie wyjście. Po drodze jednak rozważamy znalezienie innego hotelu. Po 5 minutach spaceru pomiędzy walącymi się ruderami dochodzimy do końca slepej uliczki gdzie znajduje się nasz hotel zastępczy. Też nie pachnie nowością. Jeśli ma jakieś gwiazdki to z pewnością ciemne.
Recepcja pusta z ladą i kilkoma miejscami do siedzenia. Na ścianach zdjęcia z Mekki i arabskie napisy. Duża szyba przyciemniona do połowy folią samochodową. No zaraz nas zgwałcą i zamordują. Miało być budżetowo ale nie aż tak ! Proponują wodę, kawę, herbatę. Strach odmówić. A jak czegoś nam dosypali ? Pośniemy i pewnie wtedy nas zgwałcą i zamordują. Wypijam wodę z fabrycznie zamkniętego pojemniczka (mogli przebić igłą pokrywkę z cienkiego sreberka i wstrzyknąc truciznę). Nic się nie dzieje. Pijemy jeszcze po herbacie. Wszyscy podejrzanie mili. Prowadzą nas na górę i pokazują pokój....
....są trzy łóżka. Nawet z pościelą. Wypraną ale stare plamy przebijają. Gruba warstwa kurzu na telewizorze i jakieś czarne plamy na ścianie. Łazienka tylko z nazwy. Z wszystkich urządzeń poprawnie działa tylko bidet wbudowany w sedes. Spłuczki brak ale to nic. Prysznic spokojnie sięga nawet i za muszlę. Problemem mógłby być brak miejsca na wzięcie tego prysznica ale kto by się tym przejmował skoro możliwe, że właśnie wypilismy truciznę.
Jedyny plus to widok na morze Marmara. Przez ruchliwą ulicę i stację kolejki ale morze widać doskonale.
Wychodzimy na miasto. Nadal rozważamy zmianę hotelu. Mnóstwo ich w okolicy. Z drugiej jednak strony to miejsce w którym się znaleźliśmy jest tak autentyczne i na swój sposób intrygujące, że postanawiamy zostać i zobaczyć co będzie dalej. Idę i myśle, idę i myśle. 36 godzin bez snu, myśli się ciężko.
Odwlekamy powrót do hotelu jak to tylko możliwe. Zwiedzamy jednak niewiele. Niebieski Meczet i trochę starówki. Jemy spóźniony obiad w samym sercu miasta. Drogo jak diabli ale nie chce nam się już szukać. Robi sie późno, nawet bardzo. W drodze powrotnej kupujemy jeszcze wino i sery. Mimo że niedługo północ sklepy nadal pootwierane. W ciemnosciach ale bez niechcianych przygód docieramy do hotelu. Rozpijamy wino i zasypiam momentalnie.
Dawno tak dobrze mi się nie spało. Co zauważam dopiero rano.
Może jednak mi coś dosypali ;)