Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ptacy wodni

czwartek, 28 stycznia 2010 17:56

Kolejny off.

Co tak będę w domu siedział. Pogoda średnia ale nie pada, jakieś 8 stopni C.

Poszedłem na spacer. Wybór padł na Hanwell Locks. Krótko mówiąc jest to kilka śluz rozłożonych na długości około 1,5 km.

Same śluzy średnio mi pasowały jako obiekt do fotografowania ale za to spotkałem mocno zamyśloną Czaplę.

 

 

Oraz Łyskę która nie wiedziała czy uciekać czy nie. Po krótkim zapewnieniu, że to tylko aparat, została.

 

 

Zrobiłem 3,21 kilometra w ciągu godziny ze średnią prędkością 3,2 km/h włączając w to przerwy na fotki. Prędkość maksymalna spaceru - 11,6 km/h.

Tako rzecze iPhone.


I to tyle w najkrótszej notce nowoczesnej Europy ;)

komentarze (8) | dodaj komentarz

Oakley Court

czwartek, 21 stycznia 2010 19:38
W trzeci dzień offa człowiek (w domyśle ja) zaczyna wariować.
Z powodu robienia niczego. Bo robić nic też trzeba umieć. Ja nie umiem.
Dlatego wynajduję sobie jakieś wycieczki. Od czasu do czasu.

Zmiana tematu i...
Czy kiedyś wspominałem o Tomaszu Beksińskim ?
Człowiek radia, intelektualista i idealista. Potrafił zarówno zachwycić się sztuką jak i kiczem. Przełozył na polski mnóstwo filmów a wśród nich chyba całego Jamesa Bonda, Czas Apokalipsy i Monty Pythona. Męski odpowiednik femme fatale. I w końcu samobójca.
W swoim liście pożegnalnym, który ukazał się w styczniu 2000 roku w Tylko Rock, w cyklu Opowieści z krypty, zawarł kilka rzeczy, dla których warto było żyć. Jedną z nich była wizyta w Oakley Court - domu Kobiety Węża z filmu "Reptile". Osobiście nigdy filmu nie widziałem ale stwierdziłem, że czemu by nie...
iiii...powrót do poprzedniego tematu (jak sprytnie no nie ? ;)
Wiedziałem, że znajduje się gdzieś pod Londynem. Nie wiedziałem, że tak blisko i że co najmniej kilkanaście razy go mijałem jadąc tu i ówdzie.
Aparat do bagażnika, sam za kółko i jazda. Nie mogłem odwrotnie no bo jakby aparat miał prowadzić. Proste no nie ?
Droga przepiękna. Przez Datchet i Windsor - królewskie włości. Lubie te tereny. Laguna mruczała cicho więc chyba też jej się podobało. A mi tym bardziej bo mruczała miarowo. Znaczy nic się nie działo.
Dojechałem na miejsce. Nie byłem zaskoczony widząc, że w tym miejscu jest teraz hotel. No bo jak miałem być, sprawdziwszy to miejsce uprzednio na GoogleMaps ;) Ważne że sam budynek jest bez zmian.
Zaparkowałem na hotelowym parkingu i udając jednego ze znudzonych gości (zblazowana mina i nonszalanckie ruchy - wiecie jak to jest ;) poszedłem popstrykać. Aż sam się zastanawiałem: Co ty chłopie robisz ? Bądź sobą (bo jak mówili w Big Brotherze - najważniejsze to być sobą ;).
Porobiłem trochę fotek...

 

 



...i wróciłem drogą okrężną (przez królewskie włości) do...Tesco.
I uwaga teraz będę reklamował. Nie, że coś się zepsuło tylko zachwalał będę.
Kilka dni temu odkryłem "Sposób na..." firmy Winiary. Taki proszek-przyprawa. Spodobał mi sie sposób na żeberka z miodem i musztardą. Spróbujcie sami.
Dzisiaj spróbowałem sposób na kurczaka. Też niezły chociaż żeberka z miodem nie pozwalają o sobie zapomnieć.
Dżizas ludzie jakie to było dobre !

A teraz uwaga.
Opowiem jak to alkohol niszczy człowieka. Historia prawdziwa ku potomnym.
Spadłem ze schodów. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Przed oczami przeleciało mi (oczywiście) całe życie i jakieś fajne teledyski z lat dziewięćdziesiątych nawet.
Potknąłem się o dywan i zostając cały czas jedną nogą, naprzemiennie raz lewą raz prawą, z tyłu zmierzałem szybciej niż zwykle ku parterowi. Dużo szybciej. Ręce me próbowały się chwytać elementów na których nawet pająki się ślizgają. Nogi, pół metra za mną próbowały mnie bezskutecznie dogonić. Bezskutecznie powtarzam. Gdzieśtam jednak cały czas były, co mnie uratowało, bo się nie zwaliłem na przysłowiowy ryj. Doleciawszy do parteru uderzyłem wierzchem lewej dłoni o zwieńczenie poręczy, co zatrzymało pęd. Do dziś tajemnicą jest jak mogłem się chwycić poręczy wierzchem dłoni.
Niesprawiedliwością jawną pozostaje to, że schody całe a mnie cała lewa ręka nap...dala.
A wiecie co jest najgorsze ? To że byłem trzeźwy jak świnia.
Więc dlaczego alkohol ?
Bo właśnie szedłem po piwo !

Cholera, końcówka wpisu się nie dodała !
Chciałem powiedzieć, że dzięki Marcinowi P. dzień spędzam podśpiewując to:


 

Bo fajny kawałek...

 

 

 

komentarze (15) | dodaj komentarz

Lisbon story, odsłona fyfnasta

poniedziałek, 18 stycznia 2010 0:16
Obiecałem sobie, że jak się uda to zmuszę się i napiszę notkę.
Jak widać udało się.

Przez własne druciarstwo o mało co nie pozbawiłem się iPhona. Zachciało mi się zdjąć simlocka i takie tam. Koniec końców iPhone przestał reagować na prośby, groźby i dotyk ;) Ściemniał i zdrętwiał. Na szczęście wyjątkowo dopisał internet. Po którejś z kolei próbie udało mi się ściągnąć oryginalne oprogramowanie i zainstalować je w telefonie. Potraciłem tym samym wszystkie dane i ustawienia. Na szczęście tylko pozornie bo jak się okazuje iTunes czyli program do obsługi iPhona zapamiętał gdzieśtam wszystko co powinno być zapamiętane. Czyli właściwie po kilku godzinach wertowania netu w stresie mam taki sam telefon jakim był przedtem.
I właśnie to się jakimś cudem udało.
Trochę czuję jakby to był tylko klon poprzedniego ale to pewnie minie.
Co gorsza, po wszystkim nadal się zastanawiam nad zdjęciem tego simlocka ;>

Nie kupiłem pasty do butów. Normalnie zapomniałem. Zdarza się no nie ?
Rano wstałem do pracy a buty czarne !! Przysłowiowo czarne bo one naprawde są czarne. Brud tym razem był biały. Po ostatnich roztopach miałem na nich pół kilo soli. A sól jak wiadomo jest niezdrowa.
No dobra ale trzeba było coś robić. Chwyciłem więc butelkę z wodą, która była pod ręką i kawałek szmatki. Energicznie odkręciłem zakrętkę co wywołało złowróżbny sssssyk. Oho ! O mało nie prysnąłem sobie w twarz wodą gazowaną. Aż się uśmiechnąłem na to co mnie ominęło a stałem już w koszuli i krawacie. Odkręciłem ostrożnie, przytkałem korek szmatką i odwracając butelkę do góry dnem zwilżyłem szmatkę. Obracając w drugą stronę...no cóż...spieszyło mi się...i nagle jak nie....

Wytarłem twarz i poszedłem do pracy w zmoczonej koszuli , sweterku i krawacie.
Za to buty miałem czyste...

I teraz najlepsze !
Dla mnie :)
Lecę do Lizbony. Wreszcie.
Dopiero w połowie kwietnia, bo przedtem jeszcze Polandowo jest w planie ale już porezerwowałem loty i hotel.
Trochę dałem ciała bo przez nieuwagę, zamiast 3 dni, będę pełne dwa, plus jeszcze jeden wieczór ale właściwie ciężko byłoby znaleźć inną opcję. Tak się pocieszam.
Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem.


Lisbon Story (1994, reż Wim Wenders)



PS: Zacząłem się uczyć hiszpańskiego. Może "uczyć się" to lekko na wyrost słowo. Coś niecoś sobie tam jednak pościągałem i odtwarzam jakieś dialogi. Coś niecoś nawet z tego zapamiętuję. Bardziej mi się podoba portugalski ale co ja z takim portugalskim później zrobię jak już wrócę z tej Lizbony ? A z hiszpańskim to mogę na przykład do Barcelony jeszcze polecieć. Bo nie byłem :)

komentarze (10) | dodaj komentarz

Sylwester w centrum

sobota, 02 stycznia 2010 22:54
Tak, to był zdecydowanie jeden z ciekawszych sylwestrów ostatniego dziesięciolecia.

Mam nawet kilka noworocznych postanowień.
1. Nie zamykać kolegów w budkach telefonicznych.
2. Nie podnosić z ulicy naczyń nieznanego pochodzenia.
3. Nie próbować sprzedać tych naczyń nikomu a zwłaszcza policjantom wmawiając, że to cenny puchar.
4. Nie rozlewać mega drinka (z wyżej wymienionego naczynia) na cudze buty.
5. Nie obrażać się bez powodu na kolegów a potem specjalnie gubić się w tłumie.
6. Sprawdzać uważnie dokąd jedzie metro do którego mam zamiar wsiąść.
7. Nastepnym razem nastawić alarm na 0:00 bo tym razem jakoś północ przemknęła niezauważona..
8. Wziąć własny aparat, żeby później zobaczyć gdzie byłem jak już się zgubiłem.
i ostatnie
9. Nie spać w metrze na czyichś plecach w nadziei, że tego nie zauważy.

Na drugi dzień porównaliśmy zeznania z uczestnikami i jako tako nakreśliliśmy przebieg imprezy. Pomogły zdjęcia. Wybaczcie nie zamieszczę ;)

Zamieszczę za to piosenkę, która od 1:06 min. wspaniale obrazuje to co czułem ;)


 

Wszystkiego dobrego w nowym roku ! ;)

PS: Wierzcie lub nie, naczynie przytargałem jakimś cudem do domu !


komentarze (11) | dodaj komentarz

Dwudziesty czwarty

czwartek, 24 grudnia 2009 3:28
Rachu ciachu i mamy Wigilię. W promocji dostałem również grypę lub okazyjnie się czymś zatrułem. Nadal nie jestem pewien.
Poza tym święta obchodziłem właściwie w zeszłym tygodniu. Taki mi się jakiś nastrój udzielił. W tym tygodniu już tego nie czuję.
Ale może inni tak więc z tego miejsca życzę dużo szczęścia i słodyczy.
Uwaga to na górze to są już świąteczne życzenia, innych w tej notce nie będzie :)

Poza tym co ?
Londyn skuty lodem. Właściwie do dzisiaj był bo w tej chwili lód już odpuszcza. Paraliż kraju. Pociągi stoją, autobusy stoją, samoloty wiszą, ludzie zamarzają (jest -3 stopnie !) a spod śniegu przebija trawa. Klęska żywiołowa. Stan nadzwyczajny. Teorie o ocieplaniu się klimatu oficjalnie włożono między plotki.
W jakiejś gazecie zdjęcie angielskiego policjanta. Wokół niego ładnie, biało i z lekka prószy śnieg. Podpis: POLICJANT STAWIA CZOŁO ŚNIEŻYCY.
W jutrzejszych gazetach pewnie do łask wrócą monstrualne psy i Peter Andre.
Tymczasem robię za team leadera bo mój osobisty nie dotarł. Do odwołania.

Największe kryte centrum handlowe Europy kompletnie nie spełniło moich oczekiwań. Obszedłem całe w godzinę i po powrocie, kupiłem kurtkę na e-bayu.

Christmas party było ok. Jeden pub, whisky, piwa, baccardi na przystanku, drugi pub, śpiewy i tańce z jakimiś dziwnymi brazylijkami. Potem powrót do domu z czego połowa na piechotę "bboo jachiś ddebill puśsił tylkoo noccne busssy"
Wróciłem na szczęście kompletnie ubrany i z resztą pieniędzy.

To tyle bo musze wracać do pracy. A na koniec kolęda:


komentarze (9) | dodaj komentarz

wtorek, 9 lutego 2010

Licznik odwiedzin: 111898

I znowu mamy:

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Przybij piątkę






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Koń jaki jest każdy widzi...

Mam 35 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...

Książka skarg i zażaleń

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 22.01.2010 16:27:33
  • autor: rybka-ok18
  • treść: Super jest twój bloo...
Bardal

Utwórz swoją wizytówkę Locations of visitors to this page

Główny Urząd Statystyczny informuje:

Odwiedziny: 111898
Wpisy
  • liczba: 250
  • komentarze: 2188
Księga gości: 89
Bloog istnieje od: 1433 dni